Logo Radio Łódź

Pozaboiskowe "Derby Łodzi", czyli konflikt o jednego z pracowników Widzewa

Działacze Widzewa Łódź wysłali list otwarty do PZPN, w którym informują, że podczas Derbów Łodzi nie zostało zachowane bezpieczeństwo i jeden z pracowników mediów klubowych musiał opuścić obiekt. Prezes ŁKS-u przyznał, że błędem było przyznanie akredytacji wspomnianej osobie.

Nie milkną echa 66. Derbów Łodzi. Najpierw mówiliśmy o różnych połowach obu drużyn, później o pięknej bramce Ricardinho, a następnie o zmianie trenera w ŁKS-ie. Teraz coraz głośniej mówi się o sytuacji sprzed rozpoczęcia tego pojedynku.

- Klub Widzew Łódź SA z przykrością informuje, że podczas meczu 19. kolejki Fortuna 1 Ligi naszej drużyny z ŁKS-em Łódź doszło, w naszej ocenie, do nieprawidłowości i naruszeń bezpieczeństwa ze strony gospodarzy. W konsekwencji, oficjalny przedstawiciel klubowych mediów, będący stałym pracownikiem naszego klubu, nie był w stanie wykonać swojej pracy i musiał opuścić obiekt mieszczący się przy Al. Unii 2 w Łodzi - czytamy w liście otwartym zarządu Widzewa.

Mowa o Arkadiuszu Stolarku, który od kilku lat związany jest z oficjalnymi: telewizją i radiem Widzewa. Jednak to nie obecna praca, a przeszłość sprawiła, że doszło do niepotrzebnej sytuacji.

- Stąpamy po bardzo kruchym lodzie, jeśli chodzi o relacje między jednym i drugim klubem. Bardzo często są incydenty z udziałem chuliganów, pseudokibiców. I po prostu ten pan jest jednym z nich. Dzisiaj jest kreowany na kogoś takiego, kto prowadzi "chór w kościele" i ewentualnie prowadzi doping na sektorze rodzinnym z najgorszym hasłem: "chociaż macie ładne gacie, to z nami nie wygracie", ale rzeczywistość jest zupełnie inna i przeszłości nie można wymazać. A jest jeszcze dzisiaj takie orędzie jak Internet. Wydaje mi się, że zbyteczne jest przytaczać niektóre slogany tego Pana - mówi Tomasz Salski, prezes ŁKS-u.

Ta przeszłość to prowadzenie dopingu na trybunie Pod Zegarem, a zarządzającym ŁKS-em chodzi o tę wulgarną część "dopingu". Prezes Salski przyznaje jednak, że błędem było przyznanie akredytacji. - Między klubami wymienia się tylko listy mediów klubowych i te listy tak na dobrą sprawę są standardem, i tego się nie weryfikuje. W tym miejscu był błąd moich współpracowników, którzy powinni bardziej dokładnie zweryfikować tę listę przysłaną z Widzewa. Jeden z pracowników mediów nie powinien tej akredytacji otrzymać. Niestety otrzymał - tłumaczył Tomasz Salski.

Widzewiacy zwracają jednak uwagę, że pomimo zamknięcia obiektu z powodu epidemii koronawirusa (wyjątkiem są strefy dla mediów i SkyBoxy) ktoś miał dostęp do ich pracownika. Goście ostatnich Derbów podkreślają, że argumentem ochrony był brak możliwości zagwarantowania bezpieczeństwa. - Sytuacja jest tym bardziej absurdalna, że przedstawiciele ŁKS-u uniemożliwienie prowadzenia transmisji radiowej przez oficjalne klubowe radio Widzew.FM argumentowali brakiem możliwości zapewnienia bezpieczeństwa jej realizacji w sektorze zamkniętym, dostępnym jedynie przedstawicielom mediów, a przede wszystkim w trakcie meczu rozgrywanego bez udziału publiczności! - czytamy dalej w liście Widzewa.

Z tym nie zgadza się jednak ŁKS. - Z całą stanowczością chciałbym podkreślić, że bezpieczeństwo na stadionie było zapewnione tak, jak i zawsze przy każdym meczu. Problemu bezpieczeństwa na tym obiekcie, niezależnie od tego, z kim gramy nie ma - przekonuje Tomasz Salski.

W tej kwestii mamy więc słowo przeciwko słowu. Obie strony są zgodne co do tego, że Arkadiusz Stolarek nie zachowywał się wulgarnie na samym obiekcie. - Warto zaznaczyć, że przedstawiciele mediów klubowych Widzewa Łódź w całości skupieni byli na wykonywaniu swoich obowiązków służbowych. Zgodnie z ustaleniami z organizatorem pojawili się na stadionie we wskazanym czasie, zajęli swoje miejsca i przygotowywali się do realizacji zadań - informują działacze Widzewa. Potwierdził to też prezes Salski.

Warto dodać, że w geście solidarności ze Stolarkiem, obiekt przy al. Unii opuściła też oficjalna delegacja Widzewa. - W związku z tym wspólnie z nim ze stadionu wyszli również przedstawiciele zarządu Widzewa Łódź, którzy w obliczu tych zajść podjęli decyzję o wspólnym powrocie na stadion Widzewa. Wraz z nimi solidarnie mecz opuściła cała oficjalna delegacja klubowa, dając tym samym wyraz bezwzględnej solidarności ze swoim pracownikiem i dezaprobaty dla bezprawnych działań gospodarza sobotniego meczu - wyjaśniają działacze Widzewa.

Nad tym najbardziej boleje też sternik ŁKS-u. - Niestety, boleję, że solidarnie z nim strefę skybox opuścili oficjele Widzewa, którzy mieli do dyspozycji jedną z lóż. Kilku sympatyków i pracowników klubu jednak zostało i mieli zapewnione bezpieczeństwo - przyznaje Salski.

Czy sprawę uda się załatwić między klubami? A może będzie potrzebna interwencja Polskiego Związku Piłki Nożnej? Miejmy nadzieję, że sprawa zostanie szybko załatwiona i wrócimy do rozmów o skuteczności w wykańczaniu akcji przez Widzew, czy pięknym uderzeniu Ricardinho.

Poniżej możecie przeczytać list otwarty Widzewa, a także obejrzeć konferencję prasową prezesa ŁKS-u

"LIST OTWARTY


 

Klub Widzew Łódź SA z przykrością informuje, że podczas meczu 19. kolejki Fortuna 1 Ligi naszej drużyny z ŁKS-em Łódź doszło, w naszej ocenie, do nieprawidłowości i naruszeń bezpieczeństwa ze strony gospodarzy. W konsekwencji, oficjalny przedstawiciel klubowych mediów, będący stałym pracownikiem naszego klubu, nie był w stanie wykonać swojej pracy i musiał opuścić obiekt mieszczący się przy Al. Unii 2 w Łodzi.

Przede wszystkim niedopuszczalne jest to, że pracownik Biura Prasowego Widzewa Łódź oraz członek oficjalnej delegacji, której skład zgłoszony został gospodarzom z odpowiednim wyprzedzeniem, usłyszał groźby pod swoim adresem z ust osób trzecich, które w obecności ochrony znalazły się na trybunie przeznaczonej dla przedstawicieli mediów.

Osoby te poinformowały o możliwym zagrożeniu dla życia i zdrowia naszego pracownika w przypadku jego pozostania na trybunie prasowej i dalszej pracy przy transmisji radiowej dla naszych klubowych mediów. Jest to skandal i okoliczność absolutnie niedopuszczalna w cywilizowanym świecie, w ramach oficjalnych rozgrywek organizowanych pod szyldem tak profesjonalnego podmiotu, jakim jest Polski Związek Piłki Nożnej. Sytuacja jest tym bardziej absurdalna, że przedstawiciele ŁKS-u uniemożliwienie prowadzenia transmisji radiowej przez oficjalne klubowe radio Widzew.FM argumentowali brakiem możliwości zapewnienia bezpieczeństwa jej realizacji w sektorze zamkniętym, dostępnym jedynie przedstawicielom mediów, a przede wszystkim w trakcie meczu rozgrywanego bez udziału publiczności!

Zapewniamy przy tym, że Widzew Łódź dołożył wszelkich starań, by odpowiednio przygotować się do tego meczu, również w zakresie logistyki i bezpieczeństwa własnych przedstawicieli. Klub rywala nie tylko otrzymał kilka dni wcześniej pełną listę osobową oficjalnej delegacji Widzewa Łódź, łącznie z przedstawicielami oficjalnych mediów klubowych, którą zaakceptował, ale również potwierdził podczas spotkania z Policją, będąc już w posiadaniu widzewskiej listy, zapewnienie bezpieczeństwa wszystkim uczestnikom przedmiotowego meczu.

Warto zaznaczyć, że przedstawiciele mediów klubowych Widzewa Łódź w całości skupieni byli na wykonywaniu swoich obowiązków służbowych. Zgodnie z ustaleniami z organizatorem pojawili się na stadionie we wskazanym czasie, zajęli swoje miejsca i przygotowywali się do realizacji zadań. Brak możliwości prowadzenia transmisji radiowej, czyli uniemożliwienie pracy Arkadiuszowi Stolarkowi, a także towarzyszące temu groźby sprawiły jednak, że musiał on opuścić stadion ŁKS-u. W związku z tym wspólnie z nim ze stadionu wyszli również przedstawiciele zarządu Widzewa Łódź, którzy w obliczu tych zajść podjęli decyzję o wspólnym powrocie na stadion Widzewa. Wraz z nimi solidarnie mecz opuściła cała oficjalna delegacja klubowa, dając tym samym wyraz bezwzględnej solidarności ze swoim pracownikiem i dezaprobaty dla bezprawnych działań gospodarza sobotniego meczu.

Arkadiusz Stolarek współpracuje z Widzewem Łódź od 2017 roku. W tym czasie odpowiadał za realizację dziesiątek transmisji telewizyjnych i radiowych ze stadionów na terenie całego kraju, w ramach rozgrywek III, II i I ligi polskiej, a także Pucharu Polski. W tym czasie żaden inny klub nie stwarzał mu problemów podczas realizacji transmisji i był w stanie zapewnić każdemu innemu przedstawicielowi Widzewa Łódź bezpieczeństwo, szanując instytucję pracownika klubu, reprezentującego go oficjalnie na zewnątrz. Z całą stanowczością chcemy podkreślić, że jako Widzew Łódź stoimy murem za wszystkimi naszymi pracownikami, a sobotnie wydarzenia to niebezpieczny precedens, który rzutować może na przebieg innych rywalizacji piłkarskich na polskich stadionach.

Cała sytuacja jest tym bardziej niezrozumiała, że podczas jesiennego meczu Widzewa Łódź z ŁKS-em Łódź na stadionie przy Al. Piłsudskiego 138 nikt nie ingerował w skład delegacji klubu gości, podobnie jak w liczebność akredytacji dla przedstawicieli mediów. Wszyscy oficjele mogli liczyć na swobodę działania na naszym obiekcie, mimo obecności na tamtym meczu kilku tysięcy kibiców Widzewa Łódź.

Tego rodzaju niedopuszczalne praktyki sprawiają, że rywalizacja sportowa schodzi na dalszy plan, a negatywne emocje i zdarzenia zagrażające zdrowiu i bezpieczeństwu uczestników meczów piłkarskich rujnują wizerunek całych rozgrywek, ich uczestników i organizatorów, ale także ogólnie piłki nożnej i sportu, zniechęcając tysiące kibiców, a także potencjalnych partnerów, sponsorów i inwestorów niezbędnych do dalszego rozwoju naszej ukochanej dyscypliny.

 

Z wyrazami szacunku,

Zarząd Widzew Łódź SA"

Koronawirus - co musisz wiedzieć?

ZDJĘCIA, NAGRANIA WIDEO, WIĘCEJ INFORMACJI Z ŁODZI I REGIONU 
ZNAJDZIESZ W DZIALE "WIADOMOŚCI". KLIKNIJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką