Logo Radio Łódź

Piłkarze i trenerzy po meczu Widzew - Legia [KOMENTARZE]

Trener Legii Aleksandar Vuković przyznał, że woli grać mecze przy takiej publiczności, jak w Łodzi, niż kiedy na trybunach jest mało kibiców. Widzewiacy nie ukrywali zadowolenia ze swojej postawy, ale czuli niedosyt z wyniku.

(Fot. Sebastian Szwajkowski)

Mecze Widzewa z Legią od wielu lat uchodzą za tzw. Klasyki. Od sześciu lat drużyny te jednak ze sobą nie rywalizowały. Legia przez ten czas co roku walczy o mistrzostwo Polski, Widzew po upadku chce wrócić tam, gdzie jego miejsce - do PKO Ekstraklasy. Przed starciem w 1/16 finału Totolotek Pucharu Polski można się było zastanawiać czy II-ligowcy będą w stanie przeciwstawić się drużynie, która ostatnio zwyciężyła ekstraklasie 7:0. Co więcej, trener Aleksandar Vuković w porównaniu do spotkania z krakowską Wisłą wymienił tylko bramkarza. Widzewiacy się jednak nie przestraszyli. - Daliśmy z siebie tyle ile można, a nawet więcej - przyznał po końcowym gwizdku Marcin Kaczmarek, trener Widzewa. - Pokazaliśmy charakter, że jesteśmy zespołem - dodał obrońca Daniel Tanżyna, a trener rywali to potwierdził, mówiąc o ambitnej postawie łodzian. - To jest dobra, ekipa. Zagrali bardzo ambitnie i to było emocjonujące spotkanie.

Widzewiacy od początku grali odważnie, wysoko atakowali. W ich poczynaniach nie brakowało woli walki, choć kiedy legioniści włączali wyższy bieg, bez problemów przedostawali się przed bramkę Wojciecha Pawłowskiego. Choćby w pierwszej połowie mieli cztery "setki", ale piłka do siatki nie wpadła. - Legia miała więcej okazji. Mają w szeregach klasowych piłkarzy i momentami było to widać - nie ukrywał Kaczmarek.

Kolejne przyspieszenie Legii miało miejsce tuż po przerwie. Dwie akcje lewą stroną Michała Karbownika, dwa poślizgnięcia obrońców Widzewa i warszawianie prowadzili 2:0. Wydawało się, że to koniec sportowych emocji, ale nic bardziej mylnego. - Duży szacunek, że przy 2:0 można było ten mecz zakończyć w głowach, a odbiliśmy na 2:2 z tak klasowym przeciwnikiem - cieszył się trener widzewiaków. - Pokazaliśmy charakter, doprowadziliśmy do remisu - dodał Tanżyna.

Remis 2:2, a w głowach niektórych kibiców na pewno budował się wspaniały scenariusz, czyli powtórka z 1997 roku, kiedy łodzianie wyciągnęli z 0:2 na 3:2. Tym razem decydującego gola strzelili jednak legioniści. Gol choć ładnej urody, był jednak trochę przypadkowy, bo Igor Lewczuk dostał piłkę pod nogi po wcześniejszym wybiciu widzewiaków. Uderzył bez namysłu i Pawłowski nie miał szans. - Szkoda straconej bramki po stałym fragmencie gry. Była jeszcze okazja doprowadzić do dogrywki, która byłaby niesamowita - smucił się odrobinę Tanżyna. - Jak odrabia się z Legią na 2:2, to ma się apetyt na coś więcej. Ta ostatnia bramka była taka trochę kuriozalna, a Legia miała wcześniej dużo lepsze sytuacje. Szkoda - podsumował jeszcze trener Kaczmarek.

Choć szkoleniowiec Widzewa nie robił z przegranej sukcesu, nie ukrywał, że postawa jego piłkarzy powinna być dla nich pozytywnym impulsem. - Jeśli będziemy podążali tą drogą mentalnie, i będziemy pracować jak w tym tygodniu, to Widzew będzie się rozwijał. Pokazaliśmy, że jesteśmy jednością. To daje nam bodziec i kopa do dalszej pracy, choć nikt nie lubi przegrywać - przyznał Kaczmarek. Zgadzali się z tym jego piłkarze. - Nabierzemy pewności siebie. Głowa do góry, klata do przodu - powiedział Pawłowski, a Tanżyna dodał: - Takimi meczami buduje się zespół. Da nam to potężnego kopa mentalnego na końcówkę rundy jesiennej. Musimy powygrywać mecze ligowe, aby zrobić komfortową sytuację przed przerwą zimową.

Oprócz tego co działo się na murawie, nie sposób nie powiedzieć o tym, co działo się na trybunach. Miało być piłkarskie święto i było. Przed spotkaniem nie brakowało, co prawda wulgarnych przyśpiewek pod adresem przeciwnych drużyn, ale kiedy rozbrzmiał gwizdek sędziego Szymona Marciniaka, fani obu ekip skupili się głównie na dopingu dla własnych piłkarzy. - Chciałem podziękować kibicom. To jest fenomen. Przy okazji takich meczów jak dzisiejszy, widać jak ci ludzie spragnieni są wielkiej piłki. Olbrzymi szacunek, że przez 90 minut można dopingować i reagować w taki, fajny, sposób - nie krył podziwu dla kibiców trener Kaczmarek. - Atmosfera, jaką zgotowali kibice, to coś pięknego. To nas niesie - dodał Tanżyna.

Zobacz też, fotorelację z meczu Widzew - Legia

Pod wrażeniem atmosfery był także trener przyjezdnych, który przyznał, że czeka na powrót Widzew do PKO Ekstraklasy. - Mimo że jesteśmy tu witani tak, jak jesteśmy, to wolę grać tutaj, niż w miejscu, gdzie przychodzi trzy tysiące ludzi - nie ukrywał Vuković.

Jeśli widzewiacy będą w stanie prezentować taką ambicję, jak 30 października 2019 roku, w przyszłym roku będą już tylko o krok od PKO Ekstraklasy i regularnych spotkań z Legią i innymi wielkimi polskimi drużynami, a na kolejny pojedynek z warszawianami czeka trener Kaczmarek, którego drużyna już po raz trzeci strzela legionistom dwa gole, ale szkoleniowiec jeszcze "Wojskowych" nie pokonał. - Bardzo bym chciał doczekać jeszcze jednego meczu Legią, najlepiej w Widzewie, bo być może wtedy uda mi się wygrać - zakończył Kaczmarek.

Posłuchaj więcej:

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką