Logo Radio Łódź

W Łodzi powstanie muzeum upamiętniające ofiary niemieckiego nazistowskiego obozu dla polskich dzieci przy ul. Przemysłowej

Wicepremier, minister kultury, dziedzictwa narodowego i sportu prof. Piotr Gliński, Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak oraz reprezentujący Instytut Pamięci Narodowej - Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu dyrektor Oddziału w Łodzi dr hab. Dariusz Rogut podpisali list intencyjny w sprawie współpracy na rzecz utworzenia muzeum upamiętniającego ofiary niemieckiego nazistowskiego obozu dla polskich dzieci w Łodzi - Kinder-KL Litzmannstadt 1942-1945.

(Fot. Danuta Matloch gov.pl)

Podpisany dokument ma zapewnić instytucjonalną opiekę państwa nad inicjatywą powołania muzeum. - Prawda o wstrząsających zbrodniach dokonanych na tysiącach polskich dzieci w czasie II wojny światowej, przetrzymywanych, zmuszanych do niewolniczej pracy, katowanych, głodzonych i w efekcie doprowadzanych do śmierci, nigdy nie powinna zostać zapomniana. Dzięki muzeum historia łódzkiego obozu zostanie zachowana i przekazana następnym pokoleniom - mówi rzeczniczka resortu kultury Anna Bocian.

Rzecznik Praw Dziecka Mikołaj Pawlak podkreślał, że muzeum jest bardzo potrzebne, ponieważ oprócz pomnika Pękniętego Serca, który stoi w Łodzi od lat 70. ubiegłego wieku oraz kilku prac naukowych IPN, nie ma upamiętnienia dramatu polskich dzieci-więźniów.

Rzecznik zaznaczył, że łódzkie muzeum będzie nosić nazwę "Kinder-KL Litzmannstadt 1942-1945", ale będzie miało charakter uniwersalny: upamiętni krzywdy wyrządzone nie tylko małym więźniom z niemieckiego obozu w Łodzi. - Muzeum, które znajduje się w centralnej części Polski, dla wszystkich będzie tak samo blisko. To będzie upamiętnienie wszystkich trudnych okresów dla dzieci, a szczególnie z czasu II wojny światowej. Wszystkie miejsca, z których dzieci były krzywdzone w czasie wojny, chcemy żeby były scalone w tzw, Centrum Pamięci Dzieci Polskich - dodaje Mikołaj Pawlak.

Dyrektor łódzkiego oddziału IPN Dariusz Rogut uważa, że mimo wielu inicjatyw takich, jak chociażby wystawy, czy film poświęcony historii obozu, wiedza na jego temat wciąż jest niewielka. - W szkołach raczej się o tym nie mówi na lekcjach historii. W takiej przestrzeni publicznej również nie funkcjonuje on w większej świadomości. Uważaliśmy wspólnie, że jeśli powstanie taka instytucja, która jest też finansowana przez ministerstwo, przy naszej merytorycznej współpracy, to będzie to nie tylko godne upamiętnienie tych ofiar, ale przede wszystkim zostanie to głębiej w świadomości.

Józef Lurka trafił do obozu w Łodzi w wieku 8 lat. W audycji archiwalnej Polskiego Radia z 1971 roku wspominał, jak po pobycie w karcerze został bestialsko pobity przez wachmana Edwarda Augusta. - Po karcu leżałem na ziemi, potem jakoś się pozbierałem. Koledzy mnie wyprowadzili. Trafiłem na salę, przyszedł August i pytał się „Jak jest, gnojku? Żyjesz? Bo cię dobiję!” i zaczął odgrażać się pistoletem. Wziął go odwrotnie i bił nas rączką po głowach. Dwa razy tak mnie uderzył, że przebił mi głowę.

Czesława Dylewicz-Henke była więźniarką filii obozu na folwarku w Dzierżąznej w pobliżu Zgierza. W filmie Łukasza Bindka "Odebrano nam całe dzieciństwo", zrealizowanym dla Telewizji Trwam, wspominała pobyt w karcerze oraz strach towarzyszący jej każdego dnia. - Byłam trzy dni w karcu, bo podczas dyżuru w kuchni ukradłam kosz ziemniaków. Człowiek był przede wszystkim wystraszony. Myślałam, co będzie jutro. Ale był ten sam dzień, co i każdy jeden. Stale się było pod strachem.

Tadeusz Wiśniewski w archiwalnym nagraniu Polskiego Radia z 1971 mówił, że dzieci spały w obozie na gołych deskach w nieogrzewanych pomieszczeniach. - Organizowaliśmy się po trzech-czterech. Wszyscy spaliśmy na jednej pryczy. Było strasznie zimno, w baraku nie było palone, byliśmy tylko w koszulkach i kalesonach, bo nie było wolno mieć żadnych szalików, swetrów, czy czegoś na nogi. Przytulaliśmy się jeden do drugiego. Jak na pryczy spało nas trzech, to jeden koc mógł być na spód, a dwa koce zyskiwało się, żeby się przykryć.

Krystyna Lewandowska wspominała, że dzieci były deprawowane przez Niemców i ciągle głodzone. - Myśmy musieli jeden na drugiego donosić. To była walka o przetrwanie. Dzieci walczyły nawet o kawałek trawy i nasiona, kiedy pracowały u ogrodnika – jedno kładliśmy do ziemi, a drugie zjadałyśmy. Głód był okropny – wspomina była więźniarka. W pamięci utkwił jej wieczór 24 grudnia. - Zrobili apel. Padał śnieg, a my mieliśmy głowy ogolone, stopy gołe w trepach. Wachmani byli pijani, a my musieliśmy przez dwie godziny stać.

Według szacunków historyków w obozie śmierć poniosło co najmniej 200 dzieci

Przyczyną śmierci było przede wszystkim niedożywienie oraz złe warunki sanitarne, które powodowały wiele chorób zakaźnych - między innymi epidemię tyfusu, która wybuchła w końcu 1943 roku i trwała do wiosny 1944 roku. Zdarzały się także przypadki zamordowania małego więźnia - na przykład w trakcie wymierzania publicznej kary chłosty na placu obozowym czy wskutek pobicia dziecka w trakcie pracy przez funkcjonariuszy obozowych.

Historykom udało się ustalić z imienia i nazwiska ponad 300 byłych więźniów, zaś na obecny moment do dyspozycji jest około setka relacji tych osób. Okolony trzymetrowym płotem z zasiekami obóz pracy dla polskich dzieci Niemcy utworzyli w połowie 1942 roku na pięciohektarowej działce wewnątrz zamkniętej strefy łódzkiego getta - Litzmannstadt Ghetto, a więc na terenie włączonego do III Rzeszy obszaru Polski.

Znajdował się w kwartale ulic: Górniczej, Emilii Plater, Brackiej i Przemysłowej. Był przeznaczony dla dzieci i młodzieży polskiej od 6. do 16. roku życia. Jednak - według relacji świadków - trafiały do niego także młodsze dzieci.

Do obozu można był trafić między innymi za drobne kradzieże, handel, jazdę tramwajami bez biletu, żebranie. W obozie Niemcy więzili także dzieci pochodzące z rodzin, które odmówiły podpisania volkslisty, dzieci osób zesłanych do obozów lub więzień, a także młodzież podejrzaną o uczestnictwo w ruchu oporu. Do łódzkiego łagru trafiały także dzieci z niewielkim upośledzeniem psychicznym lub fizycznym.

Pierwsze dzieci-więźniów zarejestrowano w łódzkim obozie 11 grudnia 1942 roku, choć formalnie rozpoczął on funkcjonowanie dziesięć dni wcześniej. Ostatnim dniem działania obozu przy ulicy Przemysłowej w Łodzi był 18 stycznia 1945 roku. Armia Czerwona, której pododdziały wkroczyły do miasta następnego dnia, odnalazła tam kilkaset osłabionych, głodnych, chorych, zmarzniętych dzieci.

Inicjatywa powołania nowej instytucji kultury, której utworzenie i finansowanie kosztów jej działalności zadeklarował wicepremier Gliński, pozwoli połączyć systemowe działania resortu kultury, mające na celu upamiętnienie wszystkich ofiar II wojny światowej, z zaangażowaniem Rzecznika Praw Dziecka oraz pracami i dotychczasowymi wynikami badań nad historią obozu prowadzonymi przez Instytut Pamięci Narodowej - Komisję Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu Oddział w Łodzi.

Sygnatariusze listu zapowiadają, że przy tworzeniu placówki zwrócą się o współpracę do Prezydent Miasta Łodzi. Szczegółowe zasady współpracy zostaną określone w porozumieniu, które będzie zawarte po formalnym utworzeniu muzeum.

Koronawirus - co musisz wiedzieć?

ZDJĘCIA, NAGRANIA WIDEO, WIĘCEJ INFORMACJI Z ŁODZI I REGIONU 
ZNAJDZIESZ W DZIALE "WIADOMOŚCI". KLIKNIJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ.

A może wehrmaht się dołoży ?! Albo jakieś wnuki tych bydlaków

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką