Logo Radio Łódź

Małgorzata Moskwa-Wodnicka | Radio Łódź

Gościem Radia Łódź w piątek jest wiceprezydent Łodzi Małgorzata Moskwa-Wodnicka. O nauczaniu zdalnym, domach kultury w Łodzi, a także o planach budowy spalarni śmieci rozmawiała z nią Maciej Trojanowski.

- Czy w Łodzi powstanie spalarnia śmieci?

- Rozpoczęliśmy konsultacje rynkowe, ale one nie oznaczają ostatecznej decyzji, że taka spalarnia powstanie. Konsultacje są po to, aby zbadać rynek, jakie jest zainteresowanie, ponieważ mówimy o badaniu podmiotów, które byłyby chętne zbudowaniem instalacji termicznego przekształcania odpadów komunalnych w Łodzi w systemie partnerstwa publiczno-prywatnego.

- Ale takie firmy chyba się pokażą, śmieci to teraz najlepszy biznes. Słyszeliśmy, że firma Veolia chce w Łodzi postawić spalarnię.

- Do zgłoszenia mogą rejestrować się podmioty, które mają doświadczenie w zaprojektowaniu, wybudowaniu bądź eksploatacji przez 10 lat takiej instalacji o przepustowości ok. 150 tys. ton rocznie. Musimy zbadać rynek pod kątem, czy są podmioty gotowe do wybudowania takiej instalacji.

- Miastu trochę czasu zajęło przygotowanie się do ogłoszenia takiego pomysłu. Czego miasto się bało? Eksperci, m.in. prof. Wielgosiński z Politechniki Łódzkiej, wiele razy podkreślali, że spalarnia to najlepszy sposób, aby ograniczyć ceny wywozu odpadów.

- Wniosek do ministra klimatu, o gotowości miasta i zainteresowaniu budową takiej instalacji złożyliśmy 27 lutego ubiegłego roku. Jeśli wraca Pan swoimi pytaniami do roku 2014 lub 2015 roku, to pamiętajmy, że nie mieliśmy do czynienia z tak wysokimi cenami odpadów i były różne warunki rynkowe.

- Gdyby wtedy myśleć do przodu, teraz nie mielibyśmy aż takiego problemu z cenami śmieci; tych ciągłych dyskusji, przerzucania się argumentami, debat podczas rad miejskich…

- Cały czas podkreślam, że ogólnopolski system gospodarki odpadami jest, niestety, nieudolny, a Prawo i Sprawiedliwość od dłuższego czasu nie ma pomysłu, jak tę sytuację zmienić, bo przecież wysokie ceny za odpady mamy w całej Polsce, to nie dotyczy tylko Łodzi.

- Gdyby spalarnia powstała wcześniej, ceny byłyby pewno niższe. Przywołam tylko przykład Krakowa, tam spalarnia jest, a mieszkańcy – jeśli dobrze pamiętam – płacą już po podwyżce 26 zł od osoby. To cena przyzwoita, jak na warunki ogólnopolskie.

- Bardzo często słyszę przykład Krakowa, ale tam jest wiele, a w Łodzi rynek jest bardzo ubogi, stąd firmy dyktują bardzo wysokie ceny, jeśli chodzi o zagospodarowanie odpadów.

- Już widzę oczami wyobraźni, jak protestują mieszkańcy Konstantynowa Łódzkiego i zachodniej części Łodzi, ponieważ spalarnia, według wstępnych planów, ma powstać przy ul. Sanitariuszek. 10 lat temu spalarnia miała powstać na Widzewie, mieszkańcy nie byli zadowoleni, protestowali także radni z Widzewa. Nie obawia się Pani, że powstaną ruchy społeczne, które będą przeciwne spalarni?

- Jesteśmy na etapie konsultacji rynkowych. Teren, o którym Pan wspomina to teren przemysłowy, tam funkcjonuje Grupowa Oczyszczalnia Ścieków. Trzeba podkreślić, że instalacje, które dziś funkcjonują są naprawdę zaawansowane technologicznie, ale na pewno trzeba będzie tłumaczyć mieszkańcom z jaką instalacją mają do czynienia. Powiedziałabym, że jest to bardziej elektrociepłownia, a nie spalarnia, dlatego nazywa się to instalacja termicznego przekształcania odpadów komunalnych.

- Będą konsultacje z mieszkańcami na ten temat?

- Podkreśliłam na samym początku, że konsultacje rynkowe nie oznaczają ostatecznej decyzji miasta o budowie instalacji. Przetarg w harmonogramie przewidziany jest w roku 2023, a ewentualne zakończenie inwestycji - w 2026 roku. Tak więc długa droga przed nami.

- Edukacja w związku z epidemią, to temat ważny dla uczniów i rodziców. 400 polskich podstawówek, które w klasach I – III powinny uczyć stacjonarnie, przeszło na tryb zdalny ze względu na zakażenia koronawirusem. Jak to wygląda w Łodzi? Wiemy, ile szkół boryka się z takim problemem?

- Tak jak w ubiegłym roku, to ok. 10 placówek dziennie. Jest tu duża rotacja. Obecnie mamy trzy przedszkola w trybie zdalnym, ale jest to związane z odczynami i złym samopoczuciem nauczycieli po szczepieniach. Podkreślam, że to naturalny odczyn, ale ze względu na to, że kilkoro nauczycieli nie było w stanie pojawić się w pracy, w uzgodnieniu z sanepidem przeszło na tryb zdalny na ok. tydzień.

- Wczoraj minister Piontkowski mówił, że nie widać wzrostu zakażeń w klasach, które pracują stacjonarnie. Wiemy, że to nie miasta decyzja, ale czy utrzymałaby Pani naukę stacjonarną w tych klasach I – III?

- Myślę, że każdy życzyłby sobie, abyśmy wrócili do normalności. Unikam odpowiedzi na to pytanie, bo nie jestem epidemiologiem, nie jestem ekspertem. Życzyłabym sobie, żeby wszyscy wrócili do szkół. Dziś dyskusja trwa dookoła osób, które będą miały egzaminy: maturzystów, uczniów klas ósmych i egzaminów w szkołach zawodowych. Tutaj powinno być skupienie władz rządowych, żeby ci uczniowie mogli wrócić, aby w odpowiednich warunkach przygotować się do egzaminów. Nie wiem, czy w trybie zdalnym jest taka możliwość.

- Łódzka „Gazeta Wyborcza” informuje, że niektóre szkoły organizują takie zajęcia w szkołach stacjonarnie. Rodzice podpisują masowo deklaracje, że ich dzieci nie mają dostępu do internetu, a to umożliwia ich zaproszenie do budynku szkoły. Ile jest takich szkół? Nie ma obawy, że reżim sanitarny nie zostanie tam utrzymany?

- Cały czas monitorujemy sytuację, pojawił się taki artykuł, ale dotyczy on zgodnych z przepisami konsultacji i testów sprawdzających dla maturzystów i uczniów klas ósmych, które są przeprowadzone w reżimie sanitarnym.

- Czy to nie ma szans przerodzić się w coś większego, co może spowodować wzrost zakażeń?

- Nie. Dyrektorzy mają doświadczenie w tym zakresie i muszą postępować zgodnie z reżimem i rozporządzeniem. Konsultacje mogą się odbywać do siedmiu osób i trzeba tego pilnować.

- Wokół tematu domów kultury mamy dużo zamieszania. Na ostatniej sesji miejscy radni zdecydowali, że pójdą do sądu w sprawie rozstrzygnięcia nadzorczego wojewody. Przypomnijmy, że miasto zdecydowało o połączeniu formalnym wszystkich łódzkich domów kultury. Wojewoda nie uznał tej decyzji, wskazał na błędy formalne w tej uchwale. Teraz będzie batalia w sądzie. Czy to rozsądne wyjście?

- Nie nazwałabym to batalią. Radni mają możliwość, aby dochodzić swoich praw w sądzie. Uszanuję każdy wyrok. Tutaj są wątpliwości, bo mamy kilka przykładów łączenia i uchwał, które miały podobne zapisy, ale nie zostały uchylone przez wojewodę, dlatego myślę, że to będzie dobra wykładnia i decyzja sądu, jak dalej postępować z takimi procesami. Ja nie zgadzam się z elementami, które wojewoda uzasadnia w swoich zaskarżeniu.

- Co z łączeniem? Na prawomocny wyrok możemy poczekać może nawet dwa lata. Do tego czasu łódzkie domy kultury nie będą połączone?

- Pójście do sądu nie zamyka drogi związanej z rozmowami, jeśli chodzi o łączenie domów kultury. Cały czas podtrzymuję wolę tego procesu łączenia…

- ... ale uchwała jest poza obiegiem prawnym, została zakwestionowana przez wojewodę.

- Zakwestionowane zostały elementy statutowe, natomiast sama procedura łączenia domów kultury nie została uchylona, wojewoda nie miał tutaj zarzutów do samej procedury łączenia. I tak jak podkreślam, będziemy kontynuować ten proces i myślę, że w marcu mieszkańcom, pracownikom i państwu przedstawimy cały harmonogram.

- Wokół konsultacji przed łączeniem było sporo zamieszania, opozycja i część pracowników wskazuje na to, że tych konsultacji nie było. Da się nadrobić ten stracony czas i przekonać pracowników do pomysłu, które ma miasto?

- Konsultacje, które mieliśmy obowiązek przeprowadzić ze związkami oczywiście się odbyły. Nie mówię, że w tym procesie nie popełniono błędów. Czas i wyciągnięcie wniosków pozwoli nam na to, żeby te błędy wyeliminować. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby rozmawiać z pracownikami i przekazać im informację, że to wszystko co robimy jest dla mieszkańców. Żeby przekazać im szerszą i ciekawszą ofertę kulturalną.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką