Logo Radio Łódź

Maciej Kozakiewicz | Radio Łódź

Gość Radia Łódź to dr Maciej Kozakiewicz, koordynator ze Stowarzyszenia Bełchatów 2050, wspierającego transformację energetyczną regionu.

Tomasz Lasota rozmawiał z nim o tym, co o zmianach związanych z przyjęciem nowej strategii energetycznej myślą mieszkańcy, na co liczą i do jakich zmian są przygotowani, a także jak wykorzystać wsparcie finansowe z europejskiego Funduszu Sprawiedliwej Transformacji.

- Co mieszkańcy Bełchatowa wiedzą o zmianach czekających region? Mówi się o odejściu od węgla i przejściu na odnawialne źródła energii. Co to konkretnie oznacza dla mieszkańców?

- Od dwóch lat działa projekt „Bełchatów 2050”, w którym sygnalizujemy mieszkańcom, że nadeszły zmiany i należy się do nich przygotować. Datą krytyczną będzie rok 2035, bo wszystko na to wskazuje, że właśnie pomiędzy rokiem 2030 a 2035 rozstrzygnie się ostatecznie, czy jeszcze w ogóle będzie funkcjonowała elektrownia Bełchatów. Z naszej strony obserwujemy, że mieszkańcy są zagubieni. W lipcu, podczas kampanii wyborczej, były informacje, że przy tym węglu będziemy trwali. Ale przez ostatnie pół roku nastąpiły wyraźne zmiany, i w dokumentach rządowych wyraźnie zostało zasygnalizowane, że idziemy w kierunku energetyki odnawialnej. W przypadku takiego miasta i regionu przemysłowego jakim jest Bełchatów, takie zmiany wymagają strategii na ok. 30 lat. Obserwując inne kraje na świecie wiemy, że jeśli zmiany nie zostaną dobrze zaplanowane, to miastu i regionowi grozi zapaść społeczno-gospodarcza.

- Możemy odwołać się do przykładu Łodzi, która z dnia na dzień została pozbawiona głównego źródła dochodu. Upadł przemysł lekki, i miasto i ludzie musieli sobie radzić sami. Czy Bełchatów może czekać to samo?

- Tak, taki scenariusz jest jak najbardziej realny, i musimy sobie o tym wyraźnie powiedzieć. Ale to tylko jedna warstwa scenariusza. Druga jest taka, że już dziś wiemy, że Bełchatów ma zadeklarowane w dokumentach rządowych, które zostaną przedłożone Komisji Europejskiej, ok. 1,5 mld zł. Zatem scenariusz zupełnie czarny dla Bełchatowa raczej się nie zrealizuje. Większy problem może być z sensownym wykorzystaniem tych środków, w taki sposób, aby zapewniony był trwały rozwój, a przynajmniej, żeby ten wstrząs przejścia na nowe przemysły był mniej odczuwalny.

- Mieszkańcy mogą włączyć się w konstruowanie tej przyszłości. Terytorialny Plan Sprawiedliwej Transformacji, to ochrona dla likwidowanych branż, czy plan dla przyszłych pokoleń?

- To powinien być plan dla przyszłych pokoleń, ale aby tym był, musi być współtworzony przez samorządowców i lokalnych mieszkańców. Dotychczas, z obserwacji, które mamy, wynika, że sytuacja jest o tyle dobra, iż środki są zadeklarowane i będą. Zła, bo zdaję sobie sprawę, że jeśli wypracowane dziś pomysły mają mieć wartość na dwie – trzy dekady do przodu, to muszą być bardzo przemyślane. Na dziś dialog na temat rozwiązań dotyczących przyszłości jest zbyt mały, zbyt płytki. Tutaj musimy sobie zdawać sprawę, że mamy do czynienia z branżą strategiczną. Z dnia na dzień nie przejdziemy na odnawialne źródła energii w 100 proc., bo nie są one stabilne. Do momentu, do którego rentowne nie staną się sposoby magazynowania tej energii, zapewniające dostęp praktycznie przez 100 proc. czasu, to to bezpieczeństwo staramy się zabezpieczać w inny sposób, akurat u nas energetyką węglową uwarunkowaną historycznie. Miasto Bełchatów musi sobie zdawać z tego sprawę, bo jest głównym zagrożonym w procesie.

- Miasto, czyli samorządowcy Bełchatowa?

- Jak. Używamy skrótu Bełchatów, ale mówimy o regionie. Inne zagrożenia są dla gmin, na terenie których położona jest odkrywka i składowiska, takie jak Kleszczów, Rząśnia, Sulmierzyce i Szczerców. To cztery gminy wiejskie, na terenie których odbywają się operacje kopalni i elektrowni. W zupełnie innej sytuacji jest miasto Bełchatów, które powstało w kilkadziesiąt lat, jako można powiedzieć zaplecze i sypialnia, gdzie pracownicy spędzają czas. Miasto Bełchatów, którego mieszkańcy w głównej mierze żyją z zatrudnienia w zakładzie pracy, który jest zagrożony upadkiem, i to wiemy, także z komunikatów PGE…

- Dla górników i energetyków problem jest tu i teraz. Czy nasza energetyka jest przygotowana do zastąpienia węgla inną technologią? Mówi się o odnawialnych źródłach energii, mówi się o elektrowni jądrowej. Czy jest dziś czym zastąpić węgiel?

- Mówimy o perspektywie 10 – 15 lat. Jeśli spojrzymy na to, z jak ogromną dynamiką wzrasta innowacyjność i rentowność odnawialnych źródeł energii, to możemy powiedzieć, że w roku 2030 – 2035 będziemy w zupełnie innym miejscu, niż jesteśmy dziś. Zwróćmy uwagę, co się stało z napędami w samochodach. Przez wiele lat wydawało się, że przyszłością są tylko hybrydy. Nagle okazało się, że wszystkie koncerny są przygotowane na to, żeby wprowadzić silniki elektryczne. Czyli one przygotowywały się do tego procesu, nie można z dnia na dzień wymienić silnika spalinowego na napęd elektryczny. Tak samo wygląda sytuacja w przypadku energetyki. To są procesy niezależne od samorządów, który musi obserwować trendy i wiedzieć, że energetyka będzie się zmieniała. Dla Bełchatowa oznacza to, że nie będzie już tak silnego monolitu dostarczającego miejsca pracy w postaci PGE, jak dotychczas. Samorząd musi przygotować się na pozyskiwanie środków z każdych źródeł, bo jest ich wiele. To co dziś powinni zrobić samorządowcy, to stworzyć związek gmin, zjednoczyć się i zacząć tworzyć wspólny plan. Najlepiej radzą sobie te miasta, gdzie są liderzy, którzy mają jasną wizję i ją realizują. Dziś brakuje spójnej wizji samorządowców dla regionu. Każdy stara się tworzyć własny pomysł. A to nie zadziała. Musi powstać spójny, realny i weryfikowalny plan dla regionu. Zupełnie inne wyzwania są na terenach wiejskich, bo jeśli nie dojdzie tam do problemów z rekultywacją pokopalnianych obszarów, to ona są już dziś wygrane. Samorządowcy zdają sobie z tego sprawę, ponieważ uzyskali nieprzeciętnie wysokie przychody z opłat wynikających z degradacji środowiska, i zapewnili swoim mieszkańcom nieprzeciętnie lepszą jakość życia, w stosunku do innych regionów. Natomiast samo miasto Bełchatów może się uratować nowym pomysłem, który będzie atrakcyjny dla mieszkańców. Jeśli taki pomysł nie powstanie, to będzie problem. Dlatego proponujemy, aby Bełchatów stał się wzorcowym miastem ekologicznym takim smart-city średniej wielkości w Europie. Nie mamy w Polsce takiego spektakularnego przykładu całościowego podejścia do zazielenia miasta, na poziomie transportu, ogrzewania i infrastruktury miejskiej. Wydaje się, że to miasto ma prawo, jako stolica energetyczna Polski, na taką kompleksową i przemyślaną przemianę.

- Są już pierwsze start-upy zainteresowane inwestowaniem w Bełchatów, pojawiają się informacja o dachach konstruowanych z paneli fotowoltaicznych. Czy taka produkcja mogłaby być uruchomiona w Bełchatowie? Czy Bełchatów mógłby być tym miastem, który zamieniłby dachy klasyczne na fotowoltaiczne?

- Mam ogromną satysfakcję, że inwestycją w Bełchatowie zainteresowała się innowacyjna firma, którą kieruje Lech Kaniuk. To ciekawy przykład. Kiedy półtora roku temu zaprosiliśmy na pierwsze nasze seminarium pana Kaniuka, to mówiliśmy tylko i wyłącznie o dachach solarnych, czyli połączeniu solaru z powierzchnią dachu, aby nie tworzyć dwóch warstw. I to już się wydawało innowacją. Dziś praktycznie mówimy o wirtualnej elektrowni. Minęło 1,5 roku, a firma, poprzez obserwację trendów światowych, zorientowała się, że przyszłością nie jest budowanie infrastruktury, tylko zarządzanie produkowaną energią w taki sposób, aby zwiększyć to bezpieczeństwo i płynność.

- Wirtualna elektrownia? Wyjaśnijmy, o co chodzi...

- To połączenie wszystkich producentów energii w system, w którym nadmiary energii są gromadzone, i przechowywane, albo sprzedawane do sieci. To o tyle ważne, że jeśli idziemy w stronę pokrywania powierzchni dachów, czy nawet ścian budynków solarami, to w tym momencie dla jednego właściciela budynku następuje nadprodukcja energii. Nie jest on w stanie jej wykorzystać i musi ją oddać do sieci, ponieważ przy obecnych przepisach może ją wykorzystywać tylko na swoje potrzeby. W tym momencie właścicielowi nie opłaca się inwestowanie w taki dach solarny, bo w efekcie wydaje sporą kwotę pieniędzy, która mu się nie zwraca. W związku z tym tworzymy z tego wirtualną sieć, a instytucja zarządzająca w naszym imieniu dysponują tą energią.

- Mieszkańcy Bełchatowa być może zadają sobie teraz pytanie: ok, będziemy mieli na dachach elektrownię, ale gdzie będziemy pracować?

- Inwestycja o której mówimy, to także deklaracja o wybudowaniu fabryki. Druga rzecz, to rozmowy ze start-upem tworzącym pojazdy elektryczne. I jest szansa, żeby na świecie poruszały się pojazdy w systemie wynajmu "Made in Bełchatów" lub "Made in Kleszczów". Z naszej strony pokazujemy, że są realne możliwości i inwestorzy, którzy mogą tworzyć tę równoległą rzeczywistość, przestrzeń dla innowacyjnych firm, które będą tworzyć miejsca pracy.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką