Logo Radio Łódź

Podsumowanie najważniejszych wydarzeń tygodnia [PODCAST, WIDEO]

Zapraszamy na przegląd wydarzeń z Łodzi i regionu mijającego tygodnia. W tym tygodniu obserwowaliśmy m.in. jak dobowe liczby zakażeń koronawirusem biją kolejne rekordy. Ponad 2 tysiące, ponad 3 tysiące, aż wreszcie ponad 4 tysiące. W sobotę ogłoszono, że liczba nowych zakażeń wynosi 5300 osób.

Minister zdrowia ogłosił program zero tolerancji dla osób lekceważących obostrzenia sanitarne i karanie takich osób mandatami. Pod koniec tygodnia ogłoszono, że od weekendu w całym kraju obowiązuje żółta strefa epidemiczna.

Każdy z nas musi więc przestrzegać ograniczeń narzuconych przez służby sanitarne. Są też strefy czerwone, gdzie jest jeszcze gorzej. Generalnie kraj systemowo szykuje się do odparcia jesiennej fali zakażeń. 

W każdym województwie jeden szpital ma być przekształcony na koordynacyjny dla zakażonych pacjentów. Nad całością opieki czuwać mają Wojewódzkie Zespoły Zarządzania Kryzysowego poszerzone o przedstawicieli Narodowego Funduszu Zdrowia, lekarzy i pielęgniarki. Na szpital koordynacyjny został wyznaczony szpital im. Biegańskiego w Łodzi. Poza częścią dla pacjentów z innymi chorobami zakaźnymi całość będzie przeznaczona dla chorych na Covid-19. 

 - W szpitalu Biegańskiego znajduje się najlepsza, najbardziej wykwalifikowana kadra zakaźnicza w naszym województwie. Tam pracuje pani profesor Anna Piekarska, tam pracuje pani doktor Anetta Bartczak, która jest konsultantem wojewódzkim w dziedzinie chorób zakaźnych. To wysoce specjalistyczny szpital i będziemy go w najbliższych dniach przekształcać - wyjaśnia wojewoda Tobiasz Bocheński.

Do końca przyszłego tygodnia liczba łóżek dla pacjentów covidowych zostanie podwojona. W kilku szpitalach w całym województwie ma być ich ponad 860.

Nad całością opieki, a także przepływem pacjentów czuwać będzie wojewódzkie centrum koordynacyjne, wspierane przez lekarzy zakaźników. - Wówczas będziemy korzystali z autorytetu lekarza zakaźnika. Specjalista będzie jasno na podstawie swojej wiedzy medycznej wskazywał, iż pacjent może znaleźć się w konkretnym szpitalu, i że to jest zgodne z diagnozą jego stanu, jak i perspektywą przebiegu jego choroby. Jeżeli pacjent będzie wymagał wielospecjalistycznego szpitala, czy innych zabiegów nie tylko związanych z Sars Cov2, wówczas będzie trafiał na odpowiedni oddział - mówi wojewoda.

W przeszłym tygodniu i w zależności od sytuacji będą też zapadały decyzje o przesunięciach kadry medycznej. Jak dodaje wojewoda Tobiasz Bocheński decyzje będą konsultowane z medykami.

Pora sobie przypomnieć jakie zakazy obowiązują w żółtej strefie, bo - jak się wydaje poczynania władz zmierzają również do tego, aby wymusić ich respektowanie. Najgorzej będzie oczywiście w strefach czerwonych, których w województwie łódzkim mamy teraz trzy: to powiaty bełchatowski i wieluński i Piotrków Trybunalski.

W obu strefach trzeba będzie zasłaniać usta i nos. Nie tylko w sklepie, autobusie lub w kościele, ale także na ulicy. Z tego obowiązku będą zwolnione osoby, które mają zaświadczenie lekarskie bądź dokument, który potwierdza ich niepełnosprawność.

W strefie czerwonej wprowadzono całkowity zakaz organizowania imprez kulturalnych. Strefa czerwona, to także ograniczenia w komunikacji miejskiej. Równocześnie będzie mogło podróżować tyle osób, ile wynosi 30 proc. liczby wszystkich miejsc siedzących i stojących z zastrzeżeniem, że połowa miejsc siedzących w autobusie musi być wolna.

W województwie łódzkim są miejsca, gdzie czerwona strefa była, i wraca po przerwie. Przykładem może być powiat wieluński. Wówczas straż miejska i policja miały uczulać mieszkańców, i przypominać im o obowiązujących zasadach. Jednak im rzadziej mieszkańcy Wielunia sięgali po maseczki, tym częściej stróże prawa sięgali po bloczki z mandatami. - Funkcjonariusz będą kontrolowali przestrzeganie nowych obostrzeń i każde niestosowanie się do nich będzie się spotykało ze zdecydowaną reakcją – zapowiada Katarzyna Grela, rzecznik prasowy komendanta powiatowego policji w Wieluniu. Za nieprzestrzeganie przepisów grozi mandat karny w wysokości do 500 zł.

Poza tym w czerwonej strefie lokale gastronomiczne będą pracować między godzinami 6 a 22. W całym kraju w lokalach gastronomicznych i innych zamkniętych pomieszczeniach nie będzie można tańczyć. Liczba weselników i uczestników innych uroczystości rodzinnych została ograniczona - do 50 w strefie czerwonej i do 75 - w żółtej.

Zmiany w organizacji imprez kulturalnych zapowiada także Łódź, która – jak cały kraj – jest w strefie żółtej. - Dyrektor wydziału kultury został zobowiązany, żeby wspólnie z dyrektorami poszczególnych instytucji kulturalnych wprowadzać obostrzenia, ale na tyle elastycznie, żeby tam gdzie można imprez lub zajęć nie odwoływać, ale np. przenosić je w plener – wyjaśnia dyrektor Departamentu Pracy Edukacji i Kultury Urzędu Miasta Łodzi Piotr Bors.

Wirus oczywiście wszędzie jest groźny i atakuje nie pomijając nikogo. Dość wspomnieć, że na złapał go marszałek województwa a prezydent Zgierza udał się na kwarantannę.
Na kwarantannie jest również wojewoda łódzki Tobiasz Bocheński. Z kolei prezydent Łodzi Hanna Zdanowska sama zdecydowała o urlopie, choć służby sanitarne nie nałożyły na nią obowiązku izolacji. Ale trzeba też wspomnieć, że jeśli ktoś już jest lub może być chory to absolutnie nie może narażać innych wychodząc z domu, czy ze szpitala.

W Wieluniu rozpoczął się pierwszy w Polsce proces o ucieczkę chorego z obowiązkowej izolacji. Pewien mężczyzna w marcu uciekł ze szpitala zakaźnego w Zgierzu i komunikacją publiczną pojechał do Łodzi.

Przed łódzkim Sądem Okręgowym stanął mężczyzna, który w marcu, podejrzewany o zakażenie koronawirusem, uciekł ze szpitala zakaźnego w Zgierzu, a następnie przemieszczał się komunikacją miejską. W rozpoczętym dziś (8.10) procesie zapewniał, że działał nieświadomie.

Adam K. w drugiej połowie marca przyjechał autokarem z Niemiec do Wrocławia, a stamtąd - do Łodzi. Podczas podróży zasłabł i z podejrzeniem zakażenia SARS-CoV-2 trafił do szpitala jednoimiennego w Zgierzu. Następnego dnia, wykorzystując nieuwagę personelu placówki, wyszedł ze szpitala i autobusami komunikacji miejskiej pojechał do Łodzi, najpierw do swojej siostry, później do swojego mieszkania. Tam został zatrzymany przez policję.

(Fot. K.Zimoch)

Według prokuratury, mężczyzna swoją ucieczką miał narazić życie i zdrowie wielu osób, bo mimo umieszczenia w szpitalu zakaźnym, z podejrzeniem zarażenia, samowolnie oddalił się ze szpitala i podróżował środkami komunikacji publicznej, powodując zagrożenie epidemiologiczne i szerzenie się choroby zakaźnej COVID-19.

Oskarżony swoje zasłabnięcie podczas podróży do Łodzi tłumaczył stresem, związanym z obawą przed więzieniem. Jak się okazało, przez 10 lat poszukiwany listem gończym za niespłacony kredyt. Tłumaczył też, że ze szpitala uciekł, bo chciał odpocząć, czuł się brudny i zmęczony po podróży. Przekonywał, że do kraju wrócił w pełni zdrowy. - Na granicy miałem 36,3 stopnie Celsjusza. Nie miałem żadnych objawów, nigdy nie miałem kaszlu, nigdy nie miałem 38 stopni temperatury ciała. Mężczyzna wyjaśniał, że nie miał świadomości, że może być chory ani nawet, że jest w placówce zakaźnej. Kombinezony lekarzy nie wzbudziły w nim podejrzeń. Zeznający lekarz ze zgierskiego szpitala przyznał, że pacjent w chwili ucieczki nie wiedział jeszcze, czy był zakażony. Czekano jeszcze na wynik badania, a pacjenta poinformowano, że jeśli wynik będzie ujemny, będzie mógł opuścić szpital. Jak się później okazało - wynik był pozytywny. Sąd czeka jeszcze na opinię biegłego, który na podstawie obecnej wiedzy o SARS-CoV-2 orzeknie, jakie realne niebezpieczeństwo dla mieszkańców regionu mógł stworzyć uciekinier.  Oskarżonemu grozi do 8 lat więzienia.

Ubiegła środa minęła pod znakiem rolniczych blokad, które w naszym regionie szczególnie dały się we znaki kierowcom. Wolno jadące drogami ciągniki rolnicze blokowały ruch w okolicach Sieradza, Skierniewic, Łowicza i Kutna. Rolnicy protestowali też w centrum Piotrkowa Trybunalskiego.

Rolnicy powiatu piotrkowskiego wnieśli taczkę z gnojowicą do biura parlamentarnego Prawa i Sprawiedliwości w Rynku Trybunalskim. Wcześniej przeszli z transparentami ulica Słowackiego. Dołączyli się w tym samym do ogólnopolskiego protestu rolników. Protestujący to hodowcy trzody chlewnej. Przypominali, że co 20 świnia w kraju pochodzi właśnie z powiatu piotrkowskiego. Zwracali uwagę na zagrożenie ASF i niskie ceny skupu żywca. - Nie mamy już z czego żyć, banki zaczną zabierać nam gospodarstwa - mówili protestujący. Rolnicy żądali zmian w przyjętej niedawno noweli ustawy o ochronie zwierząt. Mówili, że to bije w ich działalność. Chcieli spotkać się z posłem Antonim Macierewiczem. W imieniu parlamentarzysty wyszedł do nich Łukasz Janik, działacz PiS i radny miejski. Dokładny termin spotkania ma zostać ustalony.

Czytaj: Nie chcą "piątki dla zwierząt". W ramach ogólnopolskiego protestu rolnicy wyjechali na drogi [ZDJĘCIA, WIDEO]

Około 50 ciągników wyjechało na drogi w powiecie łowickim. Rolnicy poruszali się z Błędowa w kierunku Łowicza, ich dalsza trasa to DK 92 w kierunku Sochaczewa, skręt na DK50 i powrót na teren powiatu łowickiego.

Nowelizacja ustawy o ochronie zwierząt jest teraz analizowana w Senacie i niewykluczone, że proponowane przepisy zmienią się podczas dalszych prac w parlamencie.
Ale postulaty organizatorów blokad raczej się nie zmienią, zwłaszcza te dotyczące podniesienia cen skupu żywca i płodów rolnych.

Do Łodzi przyjechali biskupi z całej Polski, którzy odprawili msze w kilkunastu parafiach na terenie diecezji, a w poniedziałek spotkali się w katedrze, gdzie mszę koncelebrował cały Episkopat Polski. W Łodzi odbyło się również Plenarne Zebranie Konferencji Episkopatu. To wyjątkowe wydarzenie w życiu łódzkiego Kościoła, a związane z jubileuszem 100-lecia łódzkiej diecezji. 

- Wpisanie tego zebrania w kontekst łódzki było trafione. To było bardzo dobre także dla księży biskupów, którzy często podkreślali, że odkrywają piękno tej ziemi, bogactwo duchowe i modlą się z tutejszym Kościołem - mówi rzecznik Konferencji Episkopatu, ksiądz Leszek Gęsiak.

Biskupi obradowali m.in. nad wyzwaniami przynoszonymi przez pandemię, aktualną sytuacją rodziny i wspólnot parafialnych. Po raz pierwszy w historii zebranie plenarne Konferencji Episkopatu Polski odbywało się w tematycznie dobranych grupach.

Rok Jubileuszowy Diecezji Łódzkiej został oficjalnie ogłoszony podczas uroczystej mszy w Bazylice Archikatedralnej w Łodzi, której przewodniczył Nuncjusz Apostolski w Polsce Arcybiskup Salvatore Pekiano.

Przed sądem okręgowym w Łodzi wciąż nie może się rozpocząć proces wójta gminy Daszyna. Zbigniew Wojtera jest znany z tego, że postawiono mu prawie sto zarzutów a i tak powtórenie wygrał wybory samorządowe. Nie przeszkodziło mu nawet to, że kandydował zza krat aresztu.
To może świadczyć o wielkim przywiązaniu mieszkańców do Zbigniewa Wojtery jako lokalnego gospodarza. Może też ozaczać, że wyborcy - podobnie jak oskarżony - uważaja, że jest niewinny. Chociaż kaliber niektórych zarzutów jest bardzo poważny - mówił o tym prokurator Sebastian Faliszewski

(Fot. Piotr Krysztofiak)

- Pan Zbigniew W. jest jednym z oskarżonych o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, której przedmiotem działalności było popełnianie przestępstw polegających na wyłudzaniu dotacji od Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa. To kwota kilku milionów złotych - mówił prokurator. 

Zbigniew Wojtera przed wejściem na salę rozpraw powtarzał to, co mówił od początku - że jest niewinny. - Wierzę w sprawiedliwy wyrok. Myślę, że prawda, która jest do udowodnienia zostanie przedstawiona i wyrok uniewinni moją osobę.

Wójtowie Daszyny można tylko pozazdrościć niezachwianego poparcia wyborców. Ale gdyby się okazało, że super-wójt ma jednak nieczyste sumienie to grozi mu wymiar kary do 15 lat więzienia. Sprawę na razie przełożono na grudzień.

(Fot. Agata Gwizdała)

Łódzkie uczelnie rozpoczęły rok akademicki, który z powodu epidemii będzie zupełnie inny niż poprzednie. Przede wszystkim każda szkoła stara się aby jak najwięcej zajęć można było przeprowadzić zdalnie. Nawet samo rozpoczęcie roku na Uniwersytecie Łódzkim wyglądało jakoś dziwnie.

Ze względu na epidemię koronawirusa uczelnia będzie pracowała w systemie hybrydowym. 

- Na pewno są obawy. Myślę jednak, że rozwiązanie online jest odpowiednie w tym momencie. Jest reżim, jest troszeczkę strachu. Nie wiadomo jak to będzie funkcjonować za miesiąc, za dwa - przyznają studenci.

Podobnie jest w Politechnice Łódzkiej, w której o formie zajęć decydować będą dziekani poszczególnych wykładów. - Zajęcia w Politechnice Łódzkiej rozpoczną się 7 października - mówi Ewa Chojnacka, rzecznik prasowy uczelni. - Zajęcia laboratoryjne wymagające bezpośredniego kontaktu z prowadzącym, będą odbywały się na terenie uczelni i to jest różnie organizowane na różnych wydziałach. Natomiast wykłady będą odbywały się zdalnie - zapowiada Ewa Chojnacka.

W trybie mieszanym pracować będzie też Uniwersytet Medyczny, a także łódzkie uczelnie artystyczne czyli Akademia Muzyczna, Szkoła Filmowa i Akademia Sztuk Pięknych.

(Fot. CBŚP)

Wszystkich z pewnością zbulwersowała sprawa porwania dziecka w Wieluniu. Sprawca uprowadził kilkuletniego chłopca wprost z ulicy i zażądał okupu za jego uwolnienie.
Gdy obiecano mu wypłacić pieniądze wypuścił dziecko. Wkrótce potem rozpoczął się zakrojony na dużą skalę policyjny pościg.

Meżczyzna, który w piątek popołudniu porwał dziecko w Wieluniu został zatrzymany i aresztowany tymczasowo na trzy miesiące. 

- 25-latek, został zatrzymany tego samego dnia przed godziną 18:00 w powiecie kluczborskim. Nie miał on najmniejszych szans na ucieczkę, ponieważ drogę miał zablokowaną przez policjantów ruchu drogowego z Kluczborka. Funkcjonariusze znaleźli przy nim narkotyki, kominiarkę, nóż i atrapę broni - mówi rzecznik wojewódzkiej policji w Łodzi Joanna Kącka.

Przed odebraniem okupu 25-latek uwolnił dziecko, któremu nic się nie stało i tego samego dnia było już w domu. W akcję koordynowaną przez funkcjonariuszy CBŚP zaangażowani byli funkcjonariusze z Komendy Wojewódzkiej z Łodzi, Opola i Wrocławia. W akcję włączono także śmigłowce policyjne, których załogi przeszukiwały teren z powietrza. Funkcjonariusze po zatrzymaniu podejrzanego dalej nieustannie, przez całą noc i kolejny dzień wyjaśniali wszelkie okoliczności porwania, dążąc do ustalenia wszystkich osób mogących mieć związek z tym przestępstwem.

25-latek w Prokuraturze Okręgowej w Sieradzu usłyszał zarzut porwania dziecka w celu uzyskania okupu, a następnie został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Za bezprawne pozbawienie wolności grozić może kara nawet 15 lat więzienia. Śledztwo prowadzą policjanci z Zarządu w Łodzi Centralnego Biura Śledczego Policji, pod nadzorem Prokuratury Okręgowej w Sieradzu.

Porwanie wzbudziło silne emocje także w mieszkańcach Wielunia. - Dla mnie to jest w ogóle obłęd że ktoś potrafił uprowadzić dziecko innej osobie. Takie rzeczy były kiedyś niedopuszczalne. To jest sytuacja nie do przewidzenia: dzieci przecież chodzą same, spacerują, bawią się na placu zabaw - zwracali uwagę mieszkańcy. 

Porwanemu dziecku i jego rodzinie zapewniono opiekę psychologa. 

Nie milkną echa protestów rodziców dzieci, które przebywają w łódzkim szpitalu Matki Polki. Chodzi o brak możliwości regularnych odwiedzin ze względu na epidemię koronawirusa. Na apele załamanych rodziców reaguje też sam szpital.

Czytaj: Protest pod ICZMP. Rodzice domagają się możliwości odwiedzin dzieci [ZDJĘCIA]

Stop separacji - pod takim hasłem kilkanaście osób, w tym rodzice, których dzieci przebywają na oddziałach neonatologii, protestowało przed Instytutem Centrum Zdrowia Matki Polki w Łodzi. Chodzi o ograniczoną możliwość odwiedzin swoich dzieci. 

- Mój synek jest w szpitalu już 131 dni. Przy zachowaniu odpowiednich środków ochrony, założeniu maseczki, dezynfekcji rąk, te odwiedziny mogłyby być realizowane. Mam trzyipółmiesięczne dziecko w budynku B, którego nie jestem w stanie zobaczyć. Jest z nim żona, ale żyjemy osobno od tego czasu - żona przy dziecku, ja na zewnątrz. Widujemy się przez barierkę lub szybkę, zawsze w maskach - mówi jeden z rodziców. 

Ze względu na trwającą epidemię, wizyty są możliwe tylko w czterech określonych przypadkach. Po pierwsze, jeżeli matka urodziła w Instytucie i przebywa w nim po porodzie. Po drugie, jeśli nagle pogorszył się stan dziecka lub jeśli dziecko było przygotowywane do wypisu. Dodatkowo, po okazaniu negatywnego testu na Covid-19, wizyta rodzica jest możliwa raz na 10 dni. Z kolei od jutra (6 października) 25 osób będzie mogło zamieszkać w szpitalu na czas hospitalizacji noworodka. - Mamy muszą mieć aktualny, czyli wykonany w ostatnich 72 godzinach test na koronawirusa, oraz muszą zapłacić tzw. koszty hotelowe. To wychodzi 35 zł za dobę bez wyżywienia - tłumaczy Adam Czerwiński, rzecznik prasowy szpitala.

Na potrzeby całej Matki Polki funkcjonuje też hotel z 34 miejscami. Szpital oferuje także pomoc w zrobieniu testu na koronawirusa i nie wyklucza, że zwiększy limit miejsc noclegowych w ramach potrzeb. Mimo restrykcji, na neonatologii w Matce Polce pojawiło się ognisko koronawirusa. Zakażonych jest trzech lekarzy, ale szpital pracuje bez zmian.

(Fot. Sebastian Szwajkowski)

Drewniane ustępy wystawione przez Piotra Misztala w centrum Łodzi na złość urzędnikom chyba przez dłuższy czas jeszcze pozostaną. Wskazuje na to niemrawy przebieg sporu sądowego, którego finał ma dać odpowiedź na pytanie jak można zagospodarować działkę w tej części miasta. Misztal chciałby tu postawić 100-metrowy wieżowiec ale miasto na to nie pozwala powołując się na plan zagospodarowania

We wtorek w sądzie miała ruszyć ale znowu się nie udało. - Ze względów formalnych i usprawiedliwioną nieobecnością będę wnosił o odroczenie terminu posiedzenia - mówił przed rozprawą zastępujący obrońcę Misztala adwokat Krzysztof Domański. Na sali okazało się, że chodzi o zwolnienie lekarskie biznesmena, obowiązujące aż do 29 listopada. Wzbudziło to wątpliwości sądu, który zdecydował się powołać biegłego lekarza, żeby ten zbadał obwinionego.

Czytaj: Proces przeciwko Piotrowi Misztalowi odroczony. Jak długo będziemy oglądać drewniane toalety na działce w centrum Łodzi?

- Sąd postanowił odroczyć rozprawę do 10 listopada - mówiła sędzia Małgorzata Pąśko. 

Na sali był za to obecny menedżer ulicy Piotrkowskiej, Piotr Kurzawa, który jest świadkiem w tej sprawie. - Życzę zdrowia panu Misztalowi. Mam nadzieję, że szybko się spotkamy i tę sprawę wyjaśnimy i toaleta zniknie - powiedział Kurzawa. 

Przypomnijmy jakie były dotychczasowe losy działki na rogu Piotrkowskiej i Mickiewicza. Piotr Misztal kupił ją od miasta za 3 mln zł i początkowo chciał tam wybudować hotel. Projektu nie zaakceptowała jednak Wojewódzka Konserwator Zabytków. Drugą propozycją był ponad stumetrowy wieżowiec, a ten z kolei okazał się niezgodny z miejscowym planem zagospodarowania przestrzennego. Żeby skłonić urzędników do zmiany obowiązującego dokumentu, Piotr Misztal postawił na działce sławojkę z kartką "Wejście do urzędu".  

- Próbują urzędnicy zrobić mi krzywdę i wziąć ode mnie pieniądze za to, że nie chcą zezwolić mi na wybudowanie ekskluzywnego budynku. Jeżeli będą dalej tak postępowali nie mają szans na wygranie. Dostanę pozwolenie na budowę i takich "kibli" będę mógł podczas budowy postawić ile będę chciał - mówił w lipcu biznesmen.

Na początku sierpnia dostawił kolejne toalety i średniowieczne dyby. Usunięcie instalacji i ponowne ułożenie chodnika na działce wielokrotnie nakazywała Wojewódzka Konserwator Zabytków, a sprawa dotarła aż do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, które poparło urzędników. Biznesmen jednak nakazu nie respektuje i odwołuje się od kolejnych decyzji, a toalety na rogu Piotrkowskiej i Mickiewicza kłują w oczy przechodniów. 

(Fot. materiały Fundacji Gajusz w Łodzi)

Na koniec poruszająca i jednocześnie napawająca optymizmem historia cierpiącego na zespół Treczera Kolinsa kilkumiesięcznego Karola, który w kwietniu trafił do Hospicjum Fundacji Gajusz a tyeraz znalazł rodziców. Ma już mamę, tatę i rodzeństwo. Chłopiec ma chińskie pochodzenie, dlatego w fundacji Gajusz – nazywano go Bao, czyli skarb – mowi prezes fundacji Tisa Żawrocka-Kwiatkowska.

- Już od kilku dni nie ma Bao w fundacji. Zawsze jak tam schodzę, to się dziwię, że nie ma dziecka, ale to jest właśnie ten cud. Jeśli chodzi o bardzo chore dzieci, to w Polsce ludzie nie podejmują decyzji o adopcji.

Zobacz: Mały Bao, podopieczny Fundacji Gajusz, znalazł rodzinę zastępczą

Rodzina zastępcza Karola będzie starać się także o jego adopcję. Poza mamą i tatą, chłopiec ma także rodzeństwo. - To była potrzeba serca. Oni wcześniej mówili o tym, że chcieliby pomóc dziecku. W momencie, kiedy pojawiły się posty na Facebooku, to oni poczuli, że to jest ten chłopiec i będziemy o niego walczyć - mówi Natalia Pasiecznik, dyrektor Hospicjum Stacjonarnego Fundacji Gajusz.

Bao jest dowodem na to, że tego rodzaju cuda się zdarzają, choć w innych krajach adopcje ciężko chorych dzieci nie robią aż tak dużego wrażenia jak w Polsce.
Pozostaje życzyć chłopcu dobrego życia, do którego wsparcie kochającej rodziny jest najlepszym startem.

To wszystko w naszym tygodniowym przeglądzie wydarzeń w relacjach naszych reporterów.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką