Logo Radio Łódź

Podsumowanie najważniejszych wydarzeń tygodnia [PODCAST]

Zapraszamy na podsumowanie najważniejszych wydarzeń kończącego się tygodnia. Reporterzy Radia Łódź mówili m.in. o rekordowych wzrostach zakażeń koronawirusem, problemach z prawem prezydenta Sieradza, niepewnej przyszłości pani wójt Krośniewic, kontrowersyjnych buspasach w Łodzi, a także o konsekwencjach śmiertelnego pobicia mieszkańca Wielunia.

Posłuchaj Podcastu: 

Zaczynamy od absolutnych dziennych rekordów w liczbie zakażeń koronawirusem w Polsce. O ile w czwartek liczba sięgnęła blisko dwóch tysięcy, to w piątek stanowczo tę granicę przekroczyła. I to o prawie 300 osób. I choć to tylko suche liczby to dają one do myślenia i wpływają na codzienne życie mieszkańców regionu. Ogniska pojawiają się w kolejnych instytucjach i szkołach. Dlatego ministerstwo zdrowia zapowiada zaostrzenie obostrzeń w strefach żółtych i czerwonych.

Strefa żółta to obowiązek zasłaniania ust i nosa w transporcie publicznym, zakładach pracy, w miejscach kultu religijnego czy w przestrzeni publicznej, jeżeli nie ma zachowanego dystansu. To także limit jednej osoby na 4 metry kwadratowe w przypadku targów, konferencji czy wystaw i limit jednej osoby na 7 metrów kwadratowych np. w siłowniach czy w klubach fitness. To też jedna czwarta publiczności, np. w kinach. Limit gości na uroczystościach rodzinnych to 100 osób. 

Nowe zasady mają zacząć obowiązywać w połowie października, choć ministerstwo nie wyklucza, że zostaną wprowadzone wcześniej. To ważne z punktu widzenia również regionu łódzkiego, gdzie pojawiły się kolejne żółte strefy. Poza tą funkcjonującą już w powiecie piotrkowskim do obszarów zagorzenia powraca Wieluń. Żółta strefa obowiązuje też w Bełchatowie. Tu warto przypomnieć, że jeszcze niedawno stref zagrożenia w województwie nie było w ogóle. Jak w takim razie mieszkańcy reagują na ponowne wprowadzanie reżymu sanitarnego?

- Może jest może nie ma wirusa. Jak się słucha, to się aż wierzyć nie chce. Wirus jest, ale nie wierzę w te wszystkie konsekwencje - mówią pytani przez naszych reporterów mieszkańcy Bełchatowa. 

Rosnąca liczba przypadków zakażeń karze się zastanawiać czy dla chorych pacjentów nie zabraknie łóżek w szpitalach i respiratorów. Problemy z dostępnością miejsc dla osób chorych pojawiły się między innymi w województwie pomorskim i małopolskim. Czy podobnie może być w Łódzkiem? NFZ zapewnia, że nie – w minionym tygodniu zwiększona została liczna covidowych łóżek. Dodatkowy oddział został uruchomiony w szpitalu w Łagiewnikach. To w sumie ponad 400 miejsc dla chorych. Jednak wątpliwości co do wydolności systemu ma Okręgowa Izba Lekarska. Lekarz Łukasz Jasek zwraca uwagę, że w województwie nie ma żadnej placówki na 3 poziomie, przeznaczonej dla pacjentów najciężej przechodzących chorobę.

- Mamy najstarszą populację aglomeracyjną w kraju. Pacjentów będziemy mieli coraz więcej. Przesyłanie ich do szpitali specjalistycznych do Warszawy, czy Poznania, gdzie mamy odpowiednie szpitale, samochodem, czy drogą lotniczą nie jest najbardziej rozsądne i bezpieczne dla pacjentów - dodaje. 

Jednak zdaniem NFZ na razie nie ma potrzeby uruchamiania w województwie szpitala na 3 poziomie. Dyrektor medyczna łódzkiego Funduszu Aneta Zapart, która była gościem Radia Łódź zapewnia, że sytuacja cały czas jest monitorowana.

- Obecnie w Łódzkiem jest 200 łóżek izolacyjnych i 400 łóżek dla osób chorych na covid19. Zajętych jest ponad połowa - blisko 250 miejsc. Zdaniem NFZ na razie nie ma obawy, żeby miejsc zabrakło. Podobnie jest z respiratorami, których większość jest wolna. W środę zapadła decyzja o wyodrębnieniu kolejnego oddziału na 2. poziomie, czyli dla pacjentów zakażonych koronawirusem. Powstanie on w szpitalu w Łagiewnikach, który będzie już 6 taką placówką w regionie - mówi Zapart. 

Pytanie o wydolność służby zdrowia w związku z rosnącą liczbą zakażeń nie jest jedynym, które zadają sobie mieszkańcy. Coraz częściej pojawia się również to o kolejny lockdown. Czy możliwe jest ponowne zamrożenie gospodarki i naszego życia? Taką decyzję podjęły choćby władze Izraela. W Europie do tej pory żaden kraj się na to nie zdecydował. I nic dziwnego – uważa gość Radia Łódź Maciej Plutecki z konfederacji pracodawców prywatnych Lewiatan. Jak podkreśla kolejne zamknięcie gospodarki oznaczałoby katastrofę.

- Z punktu widzenia gospodarki kolejny lockdown byłby katastrofą - ocenia Maciej Plutecki z konfederacji pracodawców prywatnych Lewiatan. Gość Rozmowy Dnia Radia Łódź podkreśla, że firmy prywatne nawet teraz, kilka miesięcy po ostatnim zamknięciu gospodarki, walczą o życie. Kolejne jej zamrożenie byłoby katastrofalne w skutkach.

Jak dodaje Maciej Plutecki, obecny nie najgorsze odczyty gospodarce w Polsce, chodzi między innymi o stopę bezrobocia, czy wskaźnik aktywności finansowej, to przede wszystkim efekt ogromnego zastrzyku pieniędzy ze strony budżetu państwa do prywatnych przedsiębiorców. Na drugą, taką samą pomoc nikogo nie stać.

Przenosimy się do Wielunia. Jednak nie po to, żeby rozmawiać z mieszkańcami o żółtej strefie zagrożenia epidemicznego, ale o wydarzeniu, które wstrząsnęło mieszkańcami miasta. Chodzi o śmiertelne pobicie 39-letniego Emila, ojca dwójki dzieci. Jego śmierć wywołała falę komentarzy o bezpieczeństwie w mieście, ale również zachęciła wielunian do działania. Mieszkańcy zorganizowali zbiórkę pieniędzy, żeby wesprzeć rodzinę zamordowanego, a także planują zorganizowanie marszu milczenia przeciwko przemocy. 

39-letni Emil zmarł w szpitalu po kilku dniach śpiączki. Osierocił dwoje dzieci. Został skatowany nieopodal bloku w którym mieszkał. Jego znajomy z urazem głowy również przebywa w szpitalu. Po zdarzeniu, do którego doszło 18 września, zatrzymano dwóch 21-latków. Postawiono im zarzuty pobicia z pobudek chuligańskich. Wciąż trwają poszukiwania 21-letniego Nikodema O., który zbiegł za granicę. Ciąży na nim najpoważniejszy zarzut - doprowadzenia do śmierci wskutek pobicia. - Zostały wdrożone wszystkie procedury poszukiwawcze. Tylko kwestią czasu jest ujęcie go, osadzenie w areszcie i postawienie zarzutu -  - informuje zastępca Prokuratora Okręgowego w Sieradzu Jolanta Szkilnik. Mężczyzna jest znany policji ze sprawy także dotyczącej uszkodzenia ciała.

Mieszkańcy solidaryzują się w akcjach przeciwko przemocy, planowany jest marsz przez miasto. - Teraz był ten, potem może być ktoś jeszcze. Nie może być tak, że zwykli mieszkańcy czują się niebezpiecznie w Wieluniu - informuje jeden ze społeczników Grzegorz Sobczyk.

Społecznicy uruchomili zbiórkę pieniędzy na rzecz dzieci Emila - 6-letniej Bianki i 4-letniego Maksa, który cierpi na dziecięce porażenie mózgowe. Zmarły był jedynym żywicielem rodziny, stąd potrzeba wsparcia.

Do akcji pomocy rodzinie włączył się również wieluński poseł Paweł Rychlik, który był gościem Radia Łódź. - Potrzeby są duże, ale żadna zapłata nie przykryje tej straty. Marsz odbędzie się w najbliższych dniach, ale na razie należy skupić się na analizie tego tragicznego zdarzenia - mówi Rychlik. 

Ostatni tydzień przyniósł kolejne tragiczne wydarzenia w naszym regionie. Tym razem w Głownie, gdzie nożownik zaatakował 16 letnią dziewczynę. Nastolatka trafiła w stanie ciężkim do szpitala, a śledczy zatrzymali jej 23-letniego partnera. 

- Ustalono, że prawdopodobnym napastnikiem może być 23-letni chłopak pokrzywdzonej. Podjęto szeroko zakrojone działania mające na celu jego zatrzymanie - informuje rzecznik łódzkiej prokuratury okręgowej Krzysztof Kopania. - W miejscu zamieszkania, w jednej z miejscowości w gminie Głowno zabezpieczono zakrwawioną odzież. Odnaleziono także jego, prawdopodobnie, porzucony samochód. Poszukiwanego udało się ująć w domu wujka, gdzie ukrywał się w piwnicy pod podłogą. Właz do schowka przykryty był chodnikiem - dodaje prokurator.

23-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa, za co grozi kara dożywotniego więzienia. Mężczyzna nie przyznał się do winy, ale potwierdził, że pomiędzy nim a jego dziewczyną doszło do konfliktu. Tego wieczora, kiedy doszło do ataku, mężczyzna szukał kobiety, miał też ze sobą nóż, żeby - jak przekonywał - ją nastraszyć. Do obrażeń ciała miało dojść przypadkowo w czasie szarpaniny. 

Naszemu reporterowi udało się porozmawiać z matką napastnika. - Oni się często kłócili. Zabrała mu samochód, może o to poszło. Nie pozwalała mu pić alkoholu w ogóle, a syn twierdził, że pracuje od świtu do nocy, więc może się napić. Powiedział, że jak jej nie pasuje to droga jest wolna, a ona i tak przychodziła. Tyle razy jej mówiłam, że się kłócą i nie nadają się dla siebie. Po co z nim jesteś, wiesz że lubi wypić - mówiła kobieta. Mieszkańcy miejscowości, z której pochodzi chłopak mówią, że krążyły plotki o tym, że bierze narkotyki. 

- 16-latka przeszła skomplikowaną operację i znajduje się w śpiączce. Straciła dużo krwi - mówi Adam Czerwiński z Instytutu Centrum Zdrowia Matki Polki.

23-latek usłyszał zarzut usiłowania zabójstwa za co grozi nawet kara dożywotniego więzienia. Podczas przesłuchania nie przyznał się do winy i złożył obszerne wyjaśnienia. Sąd Rejonowy w Zgierzu na wniosek prokuratora zdecydował o tymczasowym aresztowaniu mężczyzny. 

Czytaj: Rodzina ugodzonej nożem nastolatki prosi o pomoc w zbiórce krwi

Teraz o polityce, bo lokalnie przez ostatnie kilka dni sporo się działo.

Na przykład w Krośniewicach, gdzie w minionym tygodniu mieliśmy prawdziwą polityczną burzą. Podczas posiedzenia Rady Gminy tamtejsi radni podjęli uchwałę dotyczącą przeprowadzenia referendum w sprawie odwołania burmistrz miasta. Przypomnijmy, że wcześniej Katarzyna Erdman dwa razy nie otrzymała wotum zaufania od rady. Poza tym radni mają wiele zastrzeżeń do jej pracy. Jak mówi przewodniczący rady Sławomir Kępisty - między innymi pani burmistrz miała zerwać umowę na przebudowę targowiska, nie uzgadniając tego z radnymi.

Za przeprowadzeniem referendum było 8 radnych, przeciwko 6. Burmistrz Erdman powiedziała, że zamierza nadal pracować dla dobra gminy. - Jest obawa odwołania, ale zadecydują mieszkańcy. Spodziewałam się takiego wyniku, ponieważ radni nie są mi przychylni. To walka polityczna - mówi.

- Wielokrotnie zwracaliśmy uwagę na pewne rzeczy jakie dzieją się na terenie gminy. Pani burmistrz lekceważyła nasz głos. Naszym zdaniem mieszkańcy też są już zirytowani tą sytuacją, która jest w tej chwili. My działamy na rzecz mieszkańców i to oni powinni zadecydować o jej przyszłości - mówi wiceprzewodnicząca rady Anna Chmielecka. 

Głosy mieszkańców są podzielone. - Nic nie robi, tylko są długi - mówią jedni, a zwolennicy burmistrz uważają, że wywiązuje się ze swoich obowiązków. - Radni niech zaczną od siebie, a nie od pani burmistrz - mówią. 

Dyrektor Krajowego Biura Wyborczego w Łodzi Grażyna Majerowska-Dudek wyjaśnia, że najpierw wojewoda z tytułu nadzoru musi zbadać uchwałę. - Komisarz wyborczy też będzie się przyglądał i czekamy 30 dni. Termin na przeprowadzenie wszystkich czynności związanych z tym referendum to 50 dni - informuje Majerowska-Dudek. 

Katarzyna Erdman w ostatnich wyborach samorządowych wygrała z poprzednią burmistrz Barbarą Herman różnicą zaledwie siedmiu głosów. Według spekulacji, to właśnie przez sympatię do poprzedniej burmistrz radni nie dali wotum zaufania obecnej włodarz Krośniewic.

Póki co wszystko wskazuje na to, że to mieszkańcy zdecydują o przyszłości pani burmistrz. Ale czy tak się stanie? To tematu na pewno powrócimy.

(Fot. Piotr Krysztofiak)

Również w Sieradzu na ustach mieszkańców, w mijającym tygodniu był prezydent miasta. Jednak nie ze względu na zarzuty polityczne, ale karne. Paweł Osiewała w środę usłyszał prawomocny wyrok 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na 2 lata, za potrącenie samochodem kobiety. 

Samorządowiec pojawił się w sieradzkim Sądzie Okręgowym w towarzystwie trzech obrońców. Kwestionowali oni analizy biegłego. Prawnicy mówili, że jeśli są, a ich zdaniem są, w tej sprawie wątpliwości, to należy je rozstrzygnąć na korzyść oskarżonego . Uważali, że poprzedni, utrzymany teraz w mocy wyrok, czyli 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, jest zbyt surowy. Chcieli warunkowego umorzenia postępowania.

Prokurator uważa, że Osiewała umyślnie naruszył zasady bezpieczeństwa w ruchu lądowym, żądał on kary bezwzględnego więzienia dla samorządowca.

Adwokaci przedłożyli sądowi podpisy poparcia za prezydentem od członków lokalnej społeczności. Sąd przyjął je, ale oddalił wniosek o włączenie do sprawy kolejnej analizy, forsowanej przez obrońców Osiewały. Podczas rozprawy na sali nie było 80-letniej pokrzywdzonej ani jej rodziny.

Paweł Osiewała w marcu tego roku usłyszał wyrok 8 miesięcy pozbawienia wolności w zawieszeniu na dwa lata, 3 lat zakazu kierowania pojazdami mechanicznymi i 10 tysięcy złotych grzywny na rzecz pokrzywdzonej. W środę 30 września sąd apelacyjny utrzymał w mocy poprzedni wyrok.

(Fot. Marzena Grzelak)

Co ważne - wyrok, nawet prawomocny, ale za nieumyślne działanie, nie pozbawia Pawła Osiewały stanowiska prezydenta miasta Sieradza. Będzie on dalej pełnił swoją funkcję, bo został skazany za nieumyślne spowodowanie wypadku. Jak się okazuje nie będzie to w województwie przypadek odosobniony, bo czynnych samorządowców, którzy mają problemy z prawem jest więcej.

Przenosimy się do Łodzi, w której również w mijających dniach sporo się działo.

Dyskusję wywołały pojawiające się na ulicach miasta nowe buspasy. Zostały wymalowane się między innymi na alei Unii Lubelskiej, alei Palki, ulicy Traktorowej, a wkrótce zostaną wymalowane też na ulicy Aleksandrowskiej. To w sumie 5 kilometrów nowych, wydzielonych pasów dla komunikacji miejskiej.

Buspasy to nowa strategia miasta, która ma ograniczyć opóźnienia w kursowaniu MPK, które w godzinach szczytu są rzeczywiście spore. Na przykład linia 83, która kursuje między innymi po al. Unii potrafiła się spóźniać nawet o kilkanaście minut. To ogromne koszty - nie tylko dla pasażerów, ale również dla miejskiego przewoźnika. - Buspasy powodują oszczędności w paliwie, ale każde opóźnienie to wydłużenie czasu przejazdu, a co za tym idzie wystawienie kolejnego autobusu i kierowcy - mówi Tomasz Andrzejewski z Zarządu Dróg i Transportu. 

Teoretycznie mogłoby się więc wydawać, że pasy spotkają się z ciepłym przyjęciem łodzian. Tak się jednak nie stało. Pojawiły się protesty. Zdaniem między innymi nieformalne grupy Zmotoryzowani Łodzianie sposób w jaki Zarząd Dróg i Transportu myśli o ruchu miejskim jest zaskakując. Jak zauważa Krzysztof Komorowski, buspasy powinny powstawać w miejscach, gdzie jest duże natężenie ruchu autobusowego. Tymczasem trudno mówić, że nowe lokalizacje spełniają ten warunek.

- Zawsze buspasy się wyznacza, jeżeli jedzie dużo linii autobusowych i pojazdy komunikacji miejskiej jeżdżą często, a nie jak w przypadku Łodzi, czasami są przerwy 15-20 minutowe. Wystarczy spojrzeć na rozkład jazdy i na to, jak często autobus jedzie czy w godzinach szczytu wejść do autobusu, policzyć pasażerów i jednocześnie sprawdzić, ile w tym czasie jedzie samochodów - twierdzi Komorowski.

Ostatnie decyzje łódzkich drogowców są na tyle kontrowersyjne, że grupa mieszkańców zrzuciła się w internecie na reklamę na telebimie, na której żąda likwidacji ZdiTu. 

(Fot. ŁDZ Zmotoryzowani łodzianie)

- Żądamy likwidacji Zarządu Dróg i Transportu i Zarządu Inwestycji Miejskich. Po co są te dwa twory? Wystarczy jeden dyrektor i jeden kierownik. Nasz bilbord powstał ze zrzutki LDZ Zmotoryzowani Łodzianie. Mamy dość buspasów, stref płatnego parkowania, zwężania ulic, czyli wszystkiego co jest przeciwko zmotoryzowanym - mówi przedstawiciel grupy Jarosław Kostrzewa.

Takim reakcją nie ma się co dziwić - komentuje dziennikarz transportowy Kasper Fiszer z portalu transport publiczny pl. Jak zauważa, malowanie buspasów zawsze budziło i będzie budzić kontrowersje.

- W zasadzie każde wytyczenie nowego buspasa powoduje istotne protesty. Tak było na samym początku w Łodzi i tak dzieje się w innych Polskich Miastach. Jednak miejsce na drodze jest ograniczone i zawsze musimy podejmować decyzje kto na tej drodze będzie miał priorytet - przekonuje dziennikarz.

Jak dodaje Kasper Fiszer to kwestia decyzji i polityki transportowej miasto. Buspasy rzeczywiście mogą powodować większe korki, ale dają realne korzyści na przykład pasażerom MPK.

- Trzeba podjąć decyzję, kto na drodze ma priorytet. Wiele miast na świecie, w tym Łódź, przyjmuje rozwiązanie, które ma ułatwić poruszanie się komunikacji miejskiej kosztem samochodów osobowych - dodaje ekspert. W Łodzi nie brakuje głosów, które chwalą nowe rozwiązania. Zadowoleni są między innymi taksówkarze. - Mamy łatwiejsze przejazdy przez miasto - mówią. 

Zarząd Dróg i Transportu zapewnia, że nowe buspasy na ulicach to na razie rozwiązanie testowe. Drogowcy obserwują jakie efekty dają wprowadzone rozwiązania.

Jakie będą w takim razie ostateczne decyzje w sprawie buspasów? Wszystko wskazuje, że większość z nich zostanie na stałe, choć nie wszystkie. Po 6 dniach zniknął pas dla autobusów na al. Palki. Zdaniem drogowców spowodował on więcej utrudnień niż korzyści dla pasażerów.

To wszystko w tym podsumowaniu. Na kolejne zapraszamy za tydzień. 

Koronawirus - co musisz wiedzieć?

ZDJĘCIA, NAGRANIA WIDEO, WIĘCEJ INFORMACJI Z ŁODZI I REGIONU 
ZNAJDZIESZ W DZIALE "WIADOMOŚCI". KLIKNIJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką