Logo Radio Łódź

Najważniejsze wydarzenia tygodnia w Łódzkiem [PODCAST]

Zapraszamy na podsumowanie najważniejszych informacji mijającego tygodnia z Łodzi i regionu. Przez cały tydzień pojawiały się one w magazynie informacyjnym "Słuchasz i wiesz".

W poniedziałek Senat odrzucił projekt ustawy podwyższającej wynagrodzenia dla parlamentarzystów i wysokich urzędników państw. Kluby opozycyjne zmieniły zdanie i wycofały swoje poparcie dla projektu. Posłowie i senatorowie w tej kadencji parlamentu nie będą więcej zarabiać.

Ustawa o której mówi cała Polska ma powiązać pensję prezydenta, premiera, ministrów, marszałków, parlamentarzystów i wojewodów z wysokością wynagrodzenia sędziego Sądu Najwyższego - a nie jak do tej pory podsekretarza stanu. Radosław Fogiel zastępca rzecznika Prawa i Sprawiedliwości zwracał uwagę, że zarobki de facto miały być powiązane ze wskaźnikami gospodarczymi.  Dla przykładu posłowie i senatorowie zarabialiby więcej o 4600 złotych brutto. Wynagrodzenie otrzymałaby również Pierwsza Dama. Sejm przyjął ustawę ale Senat odrzucił ją różnicą 3 głosów o co apelowała senator Lewicy Gabriela Morawska-Stanecka. - W dobie kryzysu musimy wykazać elementarną solidarność - mówiła. 

Już samo przyjęcie projektu ustawy przez Sejm wywołało poruszenie. W akcie protestu łódzcy działacze zorganizowali zbiórkę ubrań dla parlamentarzystów.

Czytaj: Happening na Piotrkowskiej. Łódzcy społecznicy zbierali ubrania dla polityków

 W Sejmie za przyjęciem ustawy głosowało 386 posłów, przeciw było 33 a 15 wstrzymało się od głosu. Po głosowaniu kluby parlamentarne Koalicji Obywatelskiej i Lewicy wycofały poparcie dla projektu a sam szef klubu KO Borys Budka rekomendował senatorom głosowanie przeciw ustawie.  Ryszard Terlecki wicemarszałek Sejmu i szef klubu par PIS powiedział, że "wydaje mu się, iż odrzucenie ustawy przez Senat kończy jej historię". Zmianę decyzji opozycji upatruje w ingerencji z zewnątrz. - Opozycja zmieniła zdanie w dwa dni pod wpływem m.in. Donalda Tuska, może też innych osób - mówił Terlecki. 

Poseł Cezary Grabarczyk uważa, że głosowanie na Tak w Sejmie było błędem za który kierownictwo partii powinno ponieść konsekwencje.               

Przeciwko ustawie podwyższającej wynagrodzenia parlamentarzystów głosował łódzki poseł KO Tomasz Zimoch, który uważa, że Borys Budka powinien zrezygnować z funkcji przewodniczącego klubu parlamentarnego Koalicji Obywatelskiej.

Czytaj: Sejm zdecydował o podwyżkach dla posłów, ministrów i prezydenta. Jak głosowali łódzcy parlamentarzyści?

W ciągu ostatnich kilku dni doszło w rządzie do nagłej i niespodziewanej rekonstrukcji.  Chodzi nie tylko o dymisję ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego, ale również jego zastępcy – Janusza Cieszyńskiego i wiceminister cyfryzacji Wandy Buk. Co stoi za tymi niespodziewanymi odejściami ? Czy wpłyną na działania tak kluczowych resortów w czasie epidemii ?

Dymisja ministra zdrowia Łukasza Szumowskiego zaskoczyła polityków z regionu łódzkiego. Choć zarówno sam minister, jak i premier Mateusz Morawiecki zapewniają, że to ruch planowany już co najmniej od kilku tygodni było wiadomo o zmianach w resorcie, to politycy opozycji nie dają wiary takim tłumaczeniom. Jak zauważa przewodniczący komisji zdrowia w łódzkiej Radzie Miejskiej Sebastian Bohuszewicz, ministerstwo zdrowia zostało bez szefa w kluczowym momencie. - Do tej pory nie mamy jasnych wytycznych na jesienny sezon grypowy. Grypa i infekcje będą podobne w objawach do COVID-19. Nie mamy zabezpieczenia w postaci procedury i testów - dodał. 

Premier Morawiecki uważa, że to czego dokonał minister Szumowski uratowało polską służbę zdrowia. - Wdrożyli e-receptę, elektroniczne zwolnienia i skierowania. Uratowali życie wielu osób - mówił szef rządu. 

Czytaj: Minister zdrowia Łukasz Szumowski podał się do dymisji

Z kolei poseł KO Dariusz Joński jest przekonany, że dymisja ma związek z nieprawidłowościami do jakich miało dojść przy zakupie przez resort zdrowia respiratorów i maseczek. Z taką tezą nie zgadza się jednak poranny gość Radia Łódź członek sejmowej komisji zdrowia, poseł PiS Paweł Rychlik. Jego zdaniem, jeśli cokolwiek miało wpływ na decyzję o dymisji, to działania opozycji i nieprawdziwe oskarżenia.

- Praca pod ogromną presją i fala hejtu ze strony opozycji - to zdaniem wieluńskiego posła PiS-ubyły główne powody dymisji ministra zdrowia.

Nowego ministra zdrowia powołano 20 sierpnia. Został nim Adam Niedzielski, dotychczasowy szef NFZ.

W czwartek swojego szefa straciło Ministerstwo Spraw Zagranicznych - swoją misję zakończył Jacek Czaputowicz. I ta dymisja interesuje nas szczególnie ponieważ następcą Czaputowicza został były wojewoda łódzki Zbigniew Rau.

- Wiele lat poświęcił na zajmowanie się sprawami związanymi z polityką zagraniczną, prawem. Jest profesorem prawa. Ma ogromne doświadczenie we współpracy ze Stanami Zjednoczonymi, ale także ma zainteresowania gospodarcze, czy europejskie - mówił o nowym ministrze premier Mateusz Morawiecki. 

Nominacja prof. Zbigniewa Raua na szefa polskiej dyplomacji na pewno jest niespodziewana, ale nie do końca zaskakująca - uważa politolog z Uniwersytetu Łódzkiego prof. Jacek Reginia-Zacharski. Jak podkreśla - były wojewoda łódzki jest prawnikiem, a jednocześnie od pewnego czasu politykiem, co daje mu kompetencje do kierowania resortem. - Jest profesorem prawa. Posiada również doświadczenie polityczne w pełnieniu różnych funkcji.  Profesor Rau zajmował się oczywiście prawem międzynarodowym. To będzie bardzo ciekawa, nie wiem czy zmiana, ale uzupełnienie pewnej jakości - uważa prof. Jacek Reginia-Zacharski.

Zupełnie inaczej nominację ocenia poseł Koalicji Obywatelskiej Dariusz Joński. Zaznaczył, że nowemu ministrowi życzy jak najlepiej, ale jest pełen obaw o to, jak będzie wyglądała polska dyplomacja pod przewodnictwem prof. Raua, który będąc wojewodą wdawał się w konflikty z łódzkim samorządem. - Jeśli będzie takim reprezentantem na świecie jak reprezentantem rządu, no to mam pewne obawy i uważam, że to nie będzie dyplomacja Skubiszewskiego, Rotfelda, Cimoszewicza czy Sikorskiego. Tylko to będzie bardziej dyplomacja na kształt Anny Fotygi, dyplomacja wpadek. Mam nadzieję, że tak nie będzie - mówi Joński.

Nowemu ministrowi spraw zagranicznych nie można zarzucić braku doświadczenia politycznego ani międzynarodowego - przekonuje europoseł, były minister spraw zagranicznych Witold Waszczykowski. Gość Radia Łódź przypomina, że prof. Zbigniew Rau był senatorem, posłem, a także wojewodą. Był szefem komisji spraw zagranicznych w sejmie i wiele lat mieszkał za granicą. Witold Waszczykowski odniósł się także do czasu w którym następuje zmiana na stanowisku szefa polskiej dyplomacji. Jak podkreśla – nie ma dobrego czasu na dymisję ministra spraw zagranicznych, ale przyznaje jednocześnie, że wymiana szefa resortu co dwa lata nie jest dobra.

Drugi blok tematyczny podsumowania tygodnia będzie dotyczył infrastruktury i remontów

W czwartek uczyniono kolejny krok w stronę lepszego skomunikowania województwa łódzkiego.

Przedstawiciele Bełchatowa, Piotrkowa, a zwłaszcza Wielunia wskazują na problem kiepskiego połączenia kolejowego z Łodzią. Bardzo chcą tę sytuację zmienić, dlatego wraz z marszałkiem województwa podpisali w tej sprawie list intencyjny.

- To jest nasza propozycja, nasza odpowiedź na kolejny znakomity program rządowy Kolej na plus. Projekt, który naprawdę będzie wielką szansą dla regionu - mówił marszałek województwa Grzegorz Schreiber.

Chodzi o 72 kilometry nowych połączeń kolejowych, w tym prawie 40 całkowicie nowej linii.  Projekty zakładają modernizację i elektryfikację linii z Piotrkowa do Bełchatowa z przedłużeniem do Kleszczowa i budowę łącznika linii z Wielunia z linią Śląsk-Pomorze. Dla wójta Kleszczowa, Sławomira Chojnowskiego, najistotniejszy jest rozwój przemysłu. - Mamy kilka stref przemysłowych i tak naprawdę nie mamy tylko połączenia kolejowego. Dzisiaj nasze firmy, które działają w strefie, bardzo tego potrzebują - podkreśla wójt. - W tej chwili jest tak, że większość absolwentów szkół średnich jako miasto pierwszego wyboru na studia wskazuje Wrocław - wskazuje z kolei burmistrz Wielunia Paweł Okrasa.

Projekty trafią bezpośrednio do PKP. Spółka musi je rozpatrzeć, wówczas władze województwa będą opracowywać szczegóły. Pula na cały projekt Kolej Plus jest ograniczona. Udział województwa wyniósłby 15 procent kosztów.

Teraz o tym, że województwie łódzkim trwa budowa brakujących odcinków autostrady A1.

Nasza reporterka Monika Gosławska odwiedziła plac budowy najdłuższego z nich, bo liczącego aż 25 kilometrów. To odcinek od węzła Piotrków-Południe do węzła Kamieńsk.

- To jeden z czterech kontaktów, w ramach których budowana jest ta najważniejsza trasa północ-południe na terenie województwa łódzkiego. Prace na tym odcinku ruszyły z 10-miesięczną różnicą w stosunku do pozostałych odcinków. Wszystko jednak dzieje się zgodnie z harmonogramem, a zaawansowanie prac na tym odcinku zbliża się do 30% - mówi rzecznik łódzkiego oddziału GDDKiA Maciej Zalewski.

  - Jesteśmy w trakcie realizacji 24 mostów drogowych - mówi kierownik budowy Wojciech Wójcicki. - Wszystkie obecnie budowane to są obiekty w ciągu lewej jezdni, ale 10 z nich to przejazdy górą nad autostradą. Wcześniej w tych miejscach były skrzyżowania w jednym poziomie, a więc bardzo niebezpieczne. Teraz to wszystko zostanie zlikwidowane. Powinny powstać w tym roku - dodaje kierownik budowy Wojciech Wójcicki.

Budowany odcinek to najdłuższy z czterech brakujących fragmentów A1. Ma 25 kilometrów. - To duże przedsięwzięcie logistyczne - podkreśla dyrektor kontraktu wykonawcy spółki Mirbud, Artur Waktor. - Zawsze jest powyżej 500 osób na budowie i około 140 jednostek sprzętowych. To jest bardzo dużo, ale jeżeli tempo pracy ma być dostosowane do założonych osiągnąć, to niestety musimy tak pracować. I udaje się to robić. A ten odcinek jest tak długi, że można powiedzieć, że tych ludzi nie widać - ale są, naprawdę są. Gdyby ich nie było, to nie osiągnęlibyśmy tego, co mamy na dzień dzisiejszy - zapewnia Waktor.

Według planów, odcinek o którym mowa, ma zostać oddany do użytku jako ostatni z brakujących na autostradzie A1. Z całą pewnością będzie to historyczny moment, bo wtedy w końcu cała autostrada bursztynowa - wiodąca od morza do granic z Czechami - będzie gotowa. Wykonawca ma czas do października 2022 roku.              

W Rawie Mazowieckiej rozpoczęła się rewitalizacja centrum miasta. Oznacza ona zmiany jakich Rawa nie przeżyła od dziesięcioleci. Zmieni się całe centrum - dwa place i  łącząca je ulica. Zmieni się zieleń.

Mieszkańcy zastanawiają się jak miasto będzie wyglądało po rewitalizacji - czy tak jak Skierniewice, które są symbolem betonowania przestrzeni miejskiej, czy może władze wezmą sobie do serca doświadczenia innych i zieleń pozostanie. Mogą to zobaczyć na planszach prezentowanych przed ratuszem.

 - Mieszkańcy zwracają uwagę głównie na tablicę dot. układu komunikacji miejskiej, który będzie zmieniony - mówi Artur Piotrowski, wiceburmistrz Rawy Mazowieckiej. - Skwer zostanie zachowany. W nawiązaniu do tradycji klasztoru ojców pasjonistów, pojawi się na stałe dywan kwiatowy. Liczba miejsc parkingowych w samym centrum będzie zbliżona do obecnej. Zmieni się też organizacja ruchu na ul. Wyszyńskiego. Pojawią się nowe nasadzenia drzew, będą fontanny.  

Dzisiaj można mieć pewne obawy co do przyszłościowego wyglądu Rawy Mazowieckiej, ponieważ wydaje się, że miasta nie uczą się na błędach, ani na własnych, ani na cudzych oraz nie biorą sobie do serca uwag i opinii o betonowaniu miejskiej przestrzeni.

Przykładem mogą być Skierniewice, gdzie po wybetonowaniu rynku miasto właśnie wybetonowało ulicę Rawską. To jedna z głównych ulic dochodzących do centrum. Kończy się jej gruntowny remont i, co rzuca się w oczy, nie ma tu ani jednego drzewa. Te, które były, zostały wycięte, a zieleń mają stanowić wąskie paseczki niskich nasadzeń typu róże. - Nie powinniśmy wycinać zieleni, a wręcz odwrotnie, sadzić ją tam, gdzie to możliwe. Tam, gdzie jest zieleń, jest życie - mówią mieszkańcy. 

Wiceburmistrz Skierniewic Eugeniusz Góraj przyznaje, że mogą się pojawić albo drzewa, albo parkingi. Na Rawskiej wybrano te drugie. - Coś za coś. Albo budujemy parkingi, które w tym miejscu są bardzo potrzebne, albo sadzimy drzewa. Tutaj przez projektanta został wybrany wariant z parkingami. 

Na koniec podsumowania tygodnia będzie o oświacie - przed nami początek roku szkolnego, a cały czas panuje epidemia

Koronawirus wywrócił do góry nogami życie szkół i przedszkoli już w marcu. Teraz, po wakacjach, okazuje się, że dużo łatwiej nie będzie. Czy na tydzień przed początkiem roku szkolnego wiemy, jak będzie wyglądała edukacja szkolna i przedszkolna?

10 sierpnia szkoły otrzymały wytyczne od głównego inspektora sanitarnego. Dwa dni później ministerstwo edukacji opublikowało projekty rozporządzeń, które regulują funkcjonowanie szkół od nowego roku. Funkcjonowanie już w trybie stacjonarnym w salach lekcyjnych i z bezpośrednim kontaktem z nauczycielami.

- Obecna sytuacja epidemiczna według ministerstwa zdrowia i głównego inspektora sanitarnego pozwala na to, aby w większości placówek edukacyjnych naszego kraju, w zdecydowanej większości szkół, przedszkoli i żłobków, można było przywrócić standardowe zajęcia, polegające na bezpośrednim kontakcie nauczyciela i ucznia - mówił kilka dni temu minister edukacji Dariusz Piontkowski.

W przypadku zagrożenia epidemią w szkole, nowe przepisy dają dyrektorem możliwość przejścia w tryb zdalny albo łączony. W tym drugim część zajęć będzie prowadzona przez internet. - Cała odpowiedzialność spada na dyrektora. Dyrektor ma zdecydować o zawieszeniu zajęć, o czasowym ograniczeniu albo o zawieszeniu zajęć w jednej grupie, bądź całej placówce. Dyrektor ma decydować też o tym, jak będzie wyglądał w razie czego, program profilaktyczno-wychowawczy - zwraca uwagę Anna Kowalczyk ze Związku Nauczycielstwa Polskiego w Sieradzu.

W przedszkolach obowiązują na razie wytyczne z lipca dotyczące między innymi odległości między maluchami. To są dwa metry dla dzieci, które przebywają krócej niż pięć godzin, dwa i pół metra dla dzieci, które przebywają w przedszkolu dłużej niż 5 godzin. - Mamy 18 tys. miejsc w przedszkolach, natomiast jeśli te przepisy zostaną utrzymane, nie możemy przyjąć wszystkich dzieci - podkreśla wiceprezydent Łodzi Małgorzata Moskwa- Wodnicka.

Z wyliczeń łódzkiego magistratu wynika, że do miejskich przedszkoli w reżimie mogłoby chodzić 8 tys. dzieci, czyli nawet nie połowa z tych, które zostały zrekrutowane. Dlatego miasto wysłało list do ministra edukacji w sprawie przywrócenia zasiłku opiekuńczego.

Jeszcze o sytuacji w przedszkolach:

Od września w miejskich przedszkolach miało znaleźć się prawie 18 tys. dzieci, ale wytyczne sanitarne nie pozwalają przyjąć wielu z nich - mówił Piotr Bors, dyrektor departamentu pracy, edukacji UMŁ. - Zgodnie z reżimem mamy miejsce na mniej więcej 8 tys. dzieci - szacował Bors.

Sprawą zainteresował się kurator Grzegorz Wierzchowski, który za pomocą ankiet postanowił sprawdzić, ile dzieci faktycznie mogą przyjąć łódzkie przedszkola.

W oświadczeniu kuratora czytamy:

"Z informacji przekazanej nam przez dyrektorów 95 procent miejskich placówek wynika, iż przy zastosowaniu obostrzeń sanitarnych, przedszkola zapewnią miejsca dla prawie 14 tys. dzieci. Do tych przedszkoli zapisano w Łodzi 17,5 tys. dzieci"

Wierzchowski dodaje, że informacje z magistratu wprowadzają rodziców w błąd, ponieważ różnica pomiędzy liczbą miejsc, a liczbą przyjętych dzieci jest trzykrotnie mniejsza.

Kurator poinformował, że według najnowszych wytycznych Głównego Inspektora Sanitarnego. nie będzie problemu z przyjęciem wszystkich zapisanych dzieci. Jednak ostatnie oficjalne wytyczne ukazały się w lipcu, a o ich aktualizacji na razie nic nie wiadomo.

W zeszłym tygodniu władze Uniwersytetu Łódzkiego ogłosiły, że większość zajęć nie będzie prowadzona w aulach i salach, ale online. I to wywołało falę komentarzy. Także falę emocji, bo studenci nie wyobrażają sobie kolejnego roku nauki spędzonego przed komputerem.

W zeszłym tygodniu władze Uniwersytetu Łódzkiego ogłosiły, że większość zajęć nie będzie prowadzona w aulach i salach, ale online. I to wywołało falę komentarzy. Także falę emocji, bo studenci nie wyobrażają sobie kolejnego roku nauki spędzonego przed komputerem.

Decyzje o powrocie studentów na uczelnie podejmują władze konkretnej placówki, choć mogą liczyć na wytyczne Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Mówił o tym w Radiu Łódź szef resortu Wojciech Murdzek. - Pomagamy w przygotowaniu takich przemyślanych wytycznych - mówił Murdze.

Z tej autonomii najwcześniej skorzystał ustępujący już rektor Uniwersytetu Łódzkiego prof. Antoni Różalski. Zdecydował, że większość zajęć odbędzie się w trybie zdalnym. To jednak także decyzja nowych władz uczelni. 

Rzecznik uczelni Paweł Śpiechowicz zapewnia, że sytuacja będzie na bieżąco monitorowana

- Ta decyzja wydawała się jedyną bezpieczną w tej chwili, co nie oznacza, że nie będzie modyfikowana lub zupełnie zmieniana, w przypadku poprawy sytuacji z koronawirusem - mówi Śpiechowicz. 

Sami studenci, choć chcieliby wrócić na tradycyjne zajęcia, rozumieją kwestie bezpieczeństwa. Najwięcej wątpliwości mają studenci, którzy nie mieszkają w Łodzi.

 - Studenci nie wiedzą czy zajęcia będą się odbywać i w jakiej formie. Pojawia się pytanie czy jest to opłacalne, wynajmować mieszkanie lub miejsce w akademiku, jeżeli mieliby i tak mieć zajęcia zdalnie - mówi Hanna Radzińska przewodnicząca uczelnianej Rady Samorządu Studentów Uniwersytetu Łódzkiego. 

Decyzja wzbudziła sporo kontrowersji. Na przykład publicysta Liberte Błażej Lenkowki ocenił ją w Radiu Łódź jako przedwczesną.

Władze pozostałych łódzkich uczelni publicznych nie podjęły jeszcze ostatecznej decyzji w kwestii formy nauczania od października. Większość z nich jednak skłania się do systemu hybrydowego, zakładającego zarówno zajęcia tradycyjne, jak i online.

Taki był kończący się tydzień. Zapraszam na magazyny informacyjne Radia Łódź "Słuchasz i Wiesz" - codziennie od poniedziałku do piątku o godzinie 16.00

Koronawirus - co musisz wiedzieć?

ZDJĘCIA, NAGRANIA WIDEO, WIĘCEJ INFORMACJI Z ŁODZI I REGIONU 
ZNAJDZIESZ W DZIALE "WIADOMOŚCI". KLIKNIJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką