Logo Radio Łódź

Sprawa pogryzionego przez psa Gracjana - dwa lata po wypadku

Wracamy do sprawy Gracjana z powiatu opoczyńskiego, którego ponad dwa lata temu, dotkliwie pogryzł pies. Chłopiec po długim i uciążliwym leczeniu walczy o sprawność lewej ręki. Równolegle toczył się proces w sprawie jego pogryzienia. Na ławie oskarżonych zasiadł właściciel zatrzymanego w dniu wypadku psa. Problem w tym, ze sąd uznał jednak, że to nie ten pies pogryzł chłopca.

(Fot. Monika Gosławska)

Do wypadku doszło 13 stycznia 2018 roku. Chłopiec bawił się na podwórku, gdy został zaatakowany przez psa. Zwierzę przyszło od strony od strony pola. - Gdyby nie dziadek to może dziecka by już nie było - tak o tamtych wydarzeniach opowiadał jego tata. To dziadek uratował dziecko. Usłyszał jak mały wołał o pomoc i odgonił psa. Chłopiec został przetransportowany śmigłowcem do kliniki w Trzebnicy w województwie dolnośląskim. Był dotkliwie pogryziony.

- Gracjan został przyjęty z bardzo rozległymi obrażeniami przedramienia lewego, z ubytkami mięśni, ścięgien oraz nerwu i zagrożeniem utraty kończyny - mówił Tobiasz Szajerka, jeden z lekarzy, który zajmował się Gracjanem.

W trakcie kilku skomplikowanych operacji rączkę udało się uratować. Mały jest teraz cały czas pod opieką lekarzy. Mam chłopca mówi, ze ich życie od czasu wypadku bardzo się zmieniło.

- To już nie to samo co wcześniej. Teraz ciągle jeździmy na rehabilitację, korepetycje, kontrole i cały czas boimy się o tę rękę. To nie tak, że już jesteśmy szczęśliwi i leczenie zakończyło się - mówi mama Gracjana.

Chłopiec jest bardzo dzielny. - Ja to przeżyłem bardzo dobrze. Mogę ruszać palcami - mówi Gracjan.

Pies, którego na miejscu schwytano, kilka dni wcześniej uciekł z miejscowości oddalonej o kilkanaście kilometrów. W związku z tą sprawą na ławie oskarżonych zasiadł jego właściciel. Proces toczył się przed opoczyńskim sądem. W trakcie rozprawy przesłuchiwano osoby, które tuż po wypadku były na miejscu, m.in. jednego z policjantów, który brał udział w łapaniu psa. Leszek Szcześniak mówił, że dziadek wskazał wilczura jako psa, który zaatakował jego wnuka.

- Powiedział, że pies jest gdzieś koło rzeki, ale nie wskazał go, bo psa nie było obok nas w tym momencie - zeznawał policjant.

Pies był około 200 merów od posesji. Policjant na pytanie sądu o ślady krwi, odpowiedział, że nie widział takich śladów. Przesłuchiwani byli także pracownicy schroniska dla zwierząt, gdzie trafił pies. Arkadiusz Nitka mówił, że kiedy przyjechał po niego nie widział krwi. Mariusz Półbrat, kierownik schroniska widział psa zaraz po tym jak zwierze zostało do niego przywiezione.

- To zwierze nie przejawia w żaden sposób agresji do moich pracowników. Zwierze potrzebuje kontaktu z człowiekiem, lubi się bawić - mówił Półbrat.
Zeznawał też tata chłopca. - Pies miał zakrwawione łapy i mordę - mówił

Na miejscu była też behaviorystka Monika Kansy-Dziurdzia, która obserwowała psa. Mówiła, że jest on wysoce emocjonalny i mógł dopuścić się zarzucanego mu czynu. Zwróciła też uwagę, że pies ma silny instynkt łowiecki.

- Tego psa powinno nauczyć się radzić sobie z emocjami, z którymi on sobie nie radzi. Przez to narasta frustracja i jest łańcuch łowiecki zaostrzony. Dzięki temu mogło się wydarzyć, to co prawdopodobnie się wydarzyło - powiedziała ekspertka.

Wyrok zapadł w marcu. Na jego uzasadnienie trzeba było poczekać ze względu na pandemię. Właściciel psa został uniewinniony od zarzucanego mu czynu narażenia chłopca na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia lub ciężkiego uszczerbku na zdrowiu poprzez nieupilnowanie psa.

Sąd w uzasadnieniu wskazał, że materiał dowodowy, zebrany przez organy prowadzące postępowanie przygotowawcze miał wiele wad. Jedną z nich było niezabezpieczenie odzieży dziecka. Inną sporządzenie bardzo pobieżnych oględzin posesji bez uwzględnienia innych psów. Sąd zwrócił uwagę, że przy tak dotkliwych obrażeniach chłopca powinna być krew. Według zabezpieczonych dowodów, w tym wypadku zdjęć - zatrzymany pies nie miał krwi na pysku, sierści czy łapach.
Sąd zwraca uwagę, że w trakcie procesu udało się zabezpieczyć odzież chłopca z dnia wypadku. Biegli ze specjalistycznego laboratorium wyselekcjonowali materiał do badań porównawczych. Według sądu to materiał należący do suczki z gatunku pies domowy. Zatrzymany w sprawie pies to samiec. Sąd uznał, że to nie ten pies pogryzł chłopca.
Rodzice chłopca nie zgadzają się z wyrokiem opoczyńskiego sądu. Będzie apelacja w tej sprawie. Do prawomocnego wyroku pies pozostaje w bełchatowskim schronisku.

Koronawirus - co musisz wiedzieć?

ZDJĘCIA, NAGRANIA WIDEO, WIĘCEJ INFORMACJI Z ŁODZI I REGIONU 
ZNAJDZIESZ W DZIALE "WIADOMOŚCI". KLIKNIJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką