Logo Radio Łódź

Konwencja stambulska. Posłanka PiS nie chce jej wypowiadać, bo Polska ma "wiele do ugrania w Unii"

Od tygodnia trwa w Polsce dyskusja na temat konwencji stambulskiej, po tym jak Minister Sprawiedliwości i szef Solidarnej Polski Zbigniew Ziobro złożył do szefowej resortu rodziny, pracy i polityki społecznej wniosek o wszczęcie procedury wypowiedzenia tego dokumentu. Od razu wywołało to sprzeciw opozycji; przeciwko takim krokom jest również posłanka PiS Joanna Lichocka, choć nie z tych samych powodów. Z jakich? I co dokładnie znajduje się w treści dokumentu?

(Fot. Sebastian Szwajkowski)

Posłuchaj relacji naszego reportera:

Dokładna nazwa dokumentu będącego przedmiotem sporu to "Konwencja rady europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej". Premier Morawiecki skierował do trybunału konstytucyjnego wniosek o zbadanie czy zawarte w konwencji zapisy nie są zgodne z polską konstytucją. Pewny tego, że nie są zgodne, jest Zbigniew Ziobro, który komentował sprawę w Telewizji Trwam. Ziobro sam podkreśla tutaj inny od premiera punkt widzenia.

Z kolei sieradzka posłanka Prawa i Sprawiedliwości Joanna Lichocka sprzeciwia się wypowiedzeniu konwencji. Dlatego, że dokument nie ma w Polsce mocy prawnej. Według parlamentarzystki szkodliwa w tekście jest definicja płci społeczno-kulturowej i gdyby konwencja zmuszała do określonych kroków państwa ją ratyfikujące, należałoby ją natychmiast wypowiedzieć. Zdaniem Lichockiej wypowiadanie konwencji w tym momencie byłoby błędem politycznym. Uderzyłoby w wizerunek Polski w czasie, gdy, tu cytat, "mamy wiele do ugrania na scenie europejskiej." Posłanka zabrała głos na łamach portalu niezależna.pl w tekście zatytułowanym "Gest, który przyniesie straty."

Wypowiedzeniu konwencji sprzeciwia się opozycja, środowiska feministyczne i LGBT (Fot. Sebastian Szwajkowski)

Polska podpisała konwencję stambulską w 2012, a ratyfikowała w 2015 roku. Dokument liczy ponad 30 stron, znajduję się w nim następująca definicja: "Płeć społeczno-kulturowa - oznacza społecznie skonstruowane role, zachowania, działania i atrybuty, które dane społeczeństwo uznaje za odpowiednie dla kobiet lub mężczyzn". Ponadto czytamy, że wdrażanie postanowień konwencji będzie zapewnione bez dyskryminacji ze względu na, w dosłownie takiej kolejności: "płeć, płeć społeczno-kulturową, rasę, kolor skóry i inne."

Wniosek premiera wpłynął do Trybunału, rzecznicy zapewniają, że Trybunał będzie zajmował się tą sprawą "tak samo, jak w przypadku wpływu innych dokumentów".

Sieradzka posłanka Lewicy Paulina Matysiak również jest za tym, by konwencji nie wypowiadać. Oczywiście wskazuje inne powody. Jej zdaniem nie ma powodów do obaw w związku z rozszerzoną definicją płci. Matysiak uważa, że chodzi o to, by zmieniająca się na przestrzeni lat kultura nie narzucała kobietom ram co do tego, czym miałyby się zajmować.

Swoje zdanie kliknięciami w internecie wyrażają przeciwnicy konwencji. Zebrano do tej pory blisko 50 tys podpisów za wypowiedzeniem, jak czytamy w opisie zbiórki, "genderowej konwencji". Petycję stworzyło krakowskie Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks Piotra Skargi. Petycja skierowana jest do premiera Morawieckiego i do Jarosława Kaczyńskiego.

Poznaj pełną treść konwencji będącej przedmiotem sporu:

Konwencja o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej.pdf 426 KB
Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką