Logo Radio Łódź

Najważniejsze wydarzenia tygodnia w Łódzkiem [PODCAST]

Zapraszamy na podsumowanie najważniejszych informacji mijającego tygodnia z wyłączeniem kampanii prezydenckiej. Przez cały tydzień pojawiały się one w magazynie informacyjnym "Słuchasz i wiesz".

Zachęcamy też do posłuchania podsumowania w formie podcastu:

Zaczynamy od apelu, który w zasadzie pojawia się co jakiś czas. Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa a także szpitale w imieniu pacjentów apelują o oddawanie krwi.
Krwi zazwyczaj brakuje w wakacje ale teraz mamy jeszcze epidemię. Nie tylko krwiodawcy wyjeżdżają na urlopy, ale również część z nich się obawia zakażenia. Największe problemy są z grupami ujemnymi. Aby zaspokoić potrzeby łódzkich szpitali codziennie 300 osób powinno oddawać krew. Obecnie jest ich o połowę mniej. Apelujemy zatem po raz kolejny - jeśli ktoś może, niech odda krew. To naprawdę ratuje życie i jest bezpieczne, nawet w czasie epidemii.

O oddawanie krwi apeluje Regionalne Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Łodzi przy ul. Franciszkańskiej, ale również szpitale, które mają własne banki. W szpitalu im. Kopernika w Łodzi krwi potrzebują między innymi ofiary wypadków, pacjenci onkologiczni i hematologiczni.

- Jeżeli jest to pilny zabieg to trudno, staramy się operować z większym ryzykiem, bo operacja np.  nie może czekać. Oczywiście tutaj Bank Krwi, który posiadamy w szpitalu robi wszystko, aby do takiej sytuacji nie doszło. Krew może uratować komuś życie i bardzo prosimy o oddawanie jeśli ktoś ma taką możliwość. W ten sposób można pomóc wielu osobom - mówi dr Dariusz Timler ze szpitala im. Kopernika w Łodzi 

Czytaj: Krew może uratować komuś życie. Apel od szpitali i centrum o jej oddawanie

Od kilku dni słychać było głosy, że stawką meczu piłkarskiej drugiej ligi Widzewa z Pogonią Siedlce w minioną niedzielę będzie nie tylko zwycięstwo łodzian, ale również zachowanie posady przez trenera Marcina Kaczmarka. Lider tabeli nie sprostał jednak zadaniu. Przegrał w bardzo słabym stylu 3:1, i tym samym coraz bardziej prawdopodobne jest, że szkoleniowiec Widzewa straci pracę.

W poniedziałek Piotr Galiński sprawdzał czy tak się stanie i kto ewentualnie poprowadzi zespół w czterech ostatnich meczach. - Ostatnie tygodnie to wyjątkowo rozczarowujący czas. Po takim meczu, gdzie tracimy punkty trudno coś więcej powiedzieć. Chcę zebrać myśli i spokojnie zastanowić się nad przyszłością - mówił Marcin Kaczmarek. 

Pojawiły się już informacje, że działacze Widzewa rozmawiają z kandydatem na nowego trenera Leszkiem Ojrzyńskim. Był on obecny na meczu w Siedlcach. Inne nazwisko, które pojawia się w kuluarach to były współpracownik Adama Nawałki - Bogdan Zając. 

Jednak pod koniec tygodnia okazało się, że z dużej chmury spadł mały deszcz w jutrzejszym spotkaniu z GKS Katowice piłkarzy Widzewa porowadzi dotychczasowy trener Marcin Kaczmarek.

(Fot. Adam Owczarek)

We wrześniu ubiegłego roku funkcjonariusze Centralnego Biura Śledczego Policji, Nadbużańskiego Oddziału Straży Granicznej i Mazowieckiego Urzędu Celno-Skarbowego zlikwidowali nielegalną fabrykę papierosów pod Rawą Mazowiecką. Zarzuty udziału w zorganizowanej grupie przestępczej usłyszało wówczas 21 obywateli Ukrainy, których działalność mogła pozbawić Skarb Państwa nawet 10 mln zł z tytułu niezapłaconego podatku akcyzowego. W miniony wtorek przed sądem okręgowym w Łodzi rozpoczął się proces w tej sprawie.

Czytaj: Proces gangu handlującego nielegalnymi papierosami bez akcyzy

Wakacje w Szkolnym Schronisku Młodzieżowym w Grotnikach miały być przygodą. Dla 10-letniego Nataniana przygoda zakończyły się groźnym wypadkiem. Chłopiec w podczas ryzykownego wyczynu wypadł z okna i połamał sobie kilka kości. - Kolega powiedział, że jak nie przejdę dwa razy pomiędzy oknami, no to będę tym, tym, tym i nawet nie powiem kim. Za pierwszym razem mi się udało. Powiedział też, że będę gnębiony przez całe tygodnie. A ja nie chciałem być gnębiony i po prostu chciałem mieć przyjaciół - mówi Natanian.

Nadzór nad Szkolnym Schroniskiem Młodzieżowym sprawuje Urząd Miasta Łodzi. W otrzymanym oświadczeniu czytamy, że nie dopatrzono się tam żadnych nieprawidłowości.

Agata Olejnik psycholog z fundacji "Słonie na Balkonie" mówi, że na początku kolonijnego turnusu pomiędzy dziećmi zdarza się walka o pozycję w grupie. - Zaczyna się taka troszeczkę rywalizacja, kto ma przewodniczyć grupie, kto ma być na przykład najważniejszą osoba w pokoju. Może dobrze by było na początku kolonii, zrobić takie zajęcia integracyjne. Chodzi o to, żeby dzieci mogły już na tych zajęciach wyłonić sobie tego lidera grupy. To by było pod kontrolą i na zajęciach, które byłyby jak najbardziej dla nich bezpieczne - podkreśla psycholog.

10-latek przebywa teraz w domu. Reszta dzieci uczestniczy w turnusie kolonijnym w Grotnikach.

(Fot. Michał Makowski)

Zaglądamy teraz do Kutna. Od kilkunastu miesięcy trwa tam jedna z największych inwestycji w historii miasta - przebudowa Rynku Zduńskiego i Placu Wolności. Problem w tym, że nie wszystkim się to podoba. W ostatnim czasie wycięto tam 127 drzew. A mieszkańcy i niektórzy politycy mówią, że w centrum powstaje betonowa pustynia. Nie tak dawno widzieliśmy w różnych mediach do czego może doprowadzić zabetonowanie miasta i brak w nim zieleni. Podczas silnych ulew, niektóre miejscowości zostały dosłownie zatopione.

- Było pięknie, a teraz wielki kurz i brud. Był piękny jesion kilkudziesięcioletni - mówią mieszkańcy. Wiceprezydent Kutna Jacek Boczkaja mówi, że projekt remontu placu Wolności powstał w 2011 roku i nikt nie miał do niego uwag. Zapewnił też, że po remoncie na placu pojawi się zieleń, a stare drzewa, które były chore zastąpią nowe nasadzenia. - Mieszkańcy będą dumni z tego placu. Będzie to piękna żyjąca przestrzeń - dodaje.

(Fot. Katarzyna Grabowska)

Czas na Skierniewice. Kiedyś kojarzone z Instytutem Ogrodnictwa, jabłkami i profesorem Szczepanem Pieniążkiem.Dzisiaj symbol braku wody. Jak to się stało, że miasto mieniące się stolicą nauk ogrodniczych wspominane jest tylko przy okazji suszy, a politycy, którzy odwiedzają Skierniewice nie o ogrodnictwie mówią, a o braku wody właśnie. 

W Skierniewicach zabrakło wody. Na szczęście, tym razem tylko ciepłej. Ale przecież pamiętamy, że rok temu nawet zimna z kranów nie leciała. Jak to się stało, że Skierniewice stały się symbolem braku wody w kranach? - Raczej już przyzwyczailiśmy się do tego, że Skierniewice i woda to "naczynia" połączone. To jest pokłosie tego, co się stało. Były problemy, ograniczyliśmy ciśnienie wody. Były czasowe ograniczenia w dostawach wody - przypomina Jacek Pełka, prezes spółki Wod Kan.

Od 6 lipca w Skierniewicach znowu nie ma ciepłej wody w kranach. I wcale nie jest to spowodowane problemami wodnej spółki, a inwestycjami w drugiej. - W chwili obecnej Energetyka Cieplna niestety musiała wyłączyć dostawę ciepłej wody dla mieszkańców Skierniewic. Spowodowane jest to z już końcowym etapem realizacji inwestycji związanej z instalacją odsiarczania spalin - wyjaśnia Mateusz Jarczyński, prezes Energetyki Cieplnej.

Przyzwyczajeni do komfortu i ciepłej wody w kranie mieszkańcy Skierniewic różnie sobie radzą z jej brakiem. - Trudno, jest to taki czas, i trzeba sobie radzić. Trzeba myć głowę w misce. Dawniej tak było, to myślę, że starsze pokolenie nie ma aż takiego problemu, bardziej młodzież cierpi z tego tytułu. Jest to taki trudny okres. Damy radę. Jak już włączą, to całą wannę nalejemy i się wymoczymy konkretnie - mówią skierniewiczanie.

Od czasu kiedy rok temu w Skierniewicach wyschły wszystkie źródła wody, wywiercono w mieście cztery nowe studnie. - Na chwilę obecną oddaliśmy do użytkowania studnię numer sześć, którą wykonaliśmy w zeszłym roku. To największa w Skierniewicach studnia, o głębokości ok. 650 metrów i wydajności 190 m3 na godzinę. Obecnie w trakcie realizacji są trzy kolejne studnie. To są duże zasoby, niemal podwoimy zeszłoroczne - mówi Mariusz Maszkowski z miejscowego magistratu.

Spółka Wod Kan zamierza przygotować również wieloletni program rozwoju i działań zabezpieczających dostawy wody dla miasta. Na razie zachęca mieszkańców do korzystania z programu "Moja woda" i sięgania po dotacje na zbiorniki na deszczówkę. - Sprzedajemy detalicznie zbiorniki na wodę deszczową. Jeden ze zbiorników mamy wystawiony w urzędzie miasta. Są one bardzo estetyczne. W zależności od aranżacji ogrodu, podłączamy te urządzenia lub zakopujemy je pod ziemią. Wpisuje się to w program, który od początku lipca uruchomił Wojewódzki Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Łodzi dotyczący wód opadowych i roztopowych - wyjaśnia Jacek Pełka.

Czytaj: Skierniewice "walczą" o wodę

Jedna z siłowni pod chmurką w Bełchatowie stoi od kilku tygodni w wodzie. Mieszkańcy nie kryją rozżalenia, bo nie mogą z niej korzystać. Miasto, które jest inwestorem twierdzi, że znalazło już rozwiązanie. Musi tylko zniknąć woda. Na razie po powstałym tam stawie pływają kaczki.

Częściej niż bełchatowianie do siłowni zaglądają teraz kaczki. A mieszkańcy miasta narzekają. - No nie powinno tak być. - Powinna być dostępna dla wszystkich, ale spadło tyle deszczu, że zalało. - Tam już wcześniej było bajorko, może nie jest to miejsce na siłownię. - Chyba nie był to temat do końca przemyślany - mówią bełchatowianie.

Marcin Michalak, zastępca dyrektora wydziału inżynierii i ochrony środowiska bełchatowskiego magistratu, tłumaczy, że ostatnie ulewy nie pozostały bez wpływu na to, co się stało. Do tego dochodzi usytuowanie siłowni, w mocno zaniżonym miejscu. Marcin Michalak dodaje, że rozwiązanie już jest. - Kiedy ta woda zejdzie, określimy najniższy punkt tej niecki i spróbujemy tę wodę odprowadzić. Trochę poprzez drenaż, a trochę przez zwykłe rury kanalizacyjne do najbliższego cieku wodnego. Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca. Mam nadzieję, że jeżeli pogoda się utrzyma i opadów nie będzie, to w najbliższych dniach ta woda stamtąd zniknie. Wtedy wprowadzimy docelowe rozwiązanie, które jeżeli niezupełnie wyeliminuje w przyszłości takie problemy, to na pewno je zminimalizuje - mówi Michalak.

Siłownia jest jednym z elementów dużego projektu "Zielony Bełchatów" realizowanego przez miasto. Jego celem jest zagospodarowanie około 28 hektarów, głównie terenów zielonych, wzdłuż rzeki Rakówki. Projekt zakłada m.in. stworzenie rekreacyjnych miejsc dla mieszkańców. Siłownia jest jednym z nich.

(Fot. Monika Gosławska)

Teraz przenosimy się do Błaszek, gdzie rozgorzał pewien spór. Chodzi o tak zwane witacze, przy drogach, czyli znaki, które informują o tym, że wjeżdżamy do jakiegoś miasta gminy, albo powiatu. W zasadzie to stały już element krajobrazu polskich dróg. Przy drodze krajowej numer 12, w gminie Błaszki właśnie stanęły nowe witacze. Szybko jednak zostały zdjęte, bo Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad uznała, że jest to reklama.

Z taką interpretacją nie zgadza się wójt gminy, którego zdaniem to po prostu znaki informacyjne. Czy jednak rzeczywiście ? Co mówią o witaczach przepisy i czy możemy się spodziewać, że znikną one z polskich dróg ?

Główny specjalista ds. komunikacji społecznej łódzkiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad Maciej Zalewski tłumaczy, że w przepisach nie istnieje witacz jako znak informacyjny. W gminie Błaszki problem witaczy nie jest nowy, już wcześniej o zgodę na postawienie takiego obiektu wnioskował były burmistrz Błaszek, Karol Rajewski.

Burmistrz Świderski, obecny włodarz gminy, zapowiada, że witacze i tak się pojawią, prawdopodobnie na prywatnych posesjach po uzgodnieniach z ich właścicielami. 

(Fot. arch. pryw. Karola Rajewskiego)

Przyjrzymy się teraz sytuacji w łódzkiej oświacie, bo w ostatnim czasie pojawia się sporo kontrowersji. Z jednej strony protesty rodziców, którzy nie chcą łączenia klas w szkołach. Z drugiej protest pracowników oświaty przed urzędem miasta w sprawie wypowiedzenia układu zbiorowego.

Chodzi o dokument regulujący przede wszystkim system wynagradzania pracowników, którzy nie są nauczycielami. To m.in. prawo do premii, która jest wypłacana, bez względu na to czy praca jest świadczona. 8 lipca w tej sprawie zorganizowano protest pod siedzibą łódzkiego magistratu.

- Chcielibyśmy zachować Ponadzakładowy Układ Zbiorowy. To jest dokument obejmujący około 400 placówek w Łodzi. Nie każdy dyrektor poszczególnej placówki musiałby zawierać regulamin wynagradzania, tylko obowiązuje jednolity układ dla wszystkich pracowników, wszystkich placówek. Czekamy na rozmowy dotyczące wypowiedzenia Ponadzakładowego Układu Zbiorowego - mówi przewodniczący Międzyregionalnej Sekcji Oświaty NSSZ Solidarność Ziemi Łódzkiej Roman Laskowski.

Jednak jak zaznacza Piotr Bors, dyrektor Departamentu Pracy, Edukacji i Kultury w Urzędzie Miasta Łodzi, zaproszenie na rozmowy zostało już do związków wystosowane. - Do związków zawodowych, które są stronami tego porozumienia zostało wysłane oficjalne zaproszenie do negocjacji. Wyrażam wielkie zdumienie, że Solidarność zorganizowała ten protest - dodaje.

Przewodniczący Laskowski potwierdza, że takie pismo otrzymał, ale jak mówi - nie było w nim mowy o układzie zbiorowym. Jednocześnie obie strony deklarują chęć podjęcia rozmów.

W łódzkiej oświacie kontrowersje wzbudza także planowanie łączenia klas w szkołach, co łączy się ze zwiększeniem liczby uczniów w klasie. Piotr Bors zapewnia jednak, że przypadki łączenia klas są jeszcze analizowane. - Po połączeniu klasa nie może mieć więcej niż 27 uczniów - zapewnia. 

Apel w tej sprawie do władz miasta wystosował też łódzki kurator Grzegorz Wierzchowski. 

Wreszcie kończy się I etap przebudowy alei Rydza-Śmigłego. Remont stał a w zasadzie dalej stoi na ramionach gigantów a dokładnie gigantycznych opóźnień w budowie i gigantycznych korków w godzinach szczytu.

W niedzielę kierowcy nareszcie przejadą zachodnią jezdnią alei Śmigłego-Rydza w Łodzi. Ten etap remontu drogi zaliczył ponad roczne opóźnienie. Kontrola przeprowadzona przez Centrum Unijnych Projektów Transportowych wykazała, że opóźnienie prac remontowych było spowodowane niewystarczającym przygotowaniem inwestycji po stronie urzędników.

Dyrektor Zarządu Inwestycji Miejskich Agnieszka Kowalewska-Wójcik zapowiada, że organizacja ruchu zostanie zmieniona w nocy z soboty na niedzielę. - Od niedzieli jedziemy nitką zachodnią. A co dalej? Od poniedziałku na wschodniej nitce będą pracować geodeci. Od wtorku zaczynamy frezowanie i przechodzimy do następnego etapu robót - mówi Kowalewska-Wójcik.

Sposób organizacji ruchu będzie bardzo zbliżony do tego, jaki był prowadzony na nitce wschodniej - informuje Tomasz Andrzejewski z Zarządu Dróg i Transportu. - W kierunku ulicy Przybyszewskiego pojedziemy jednym pasem ruchu. Natomiast w kierunku skrzyżowania marszałków będzie dostępny jeden pas dla samochodów, a drugim pasem pojadą autobusy. To będzie specjalnie dla nich dedykowany buspas - dodaje Andrzejewski.

Cała inwestycja przy alei Śmigłego-Rydza ma zostać oddana do użytku w październiku 2021 roku.

Taki był kończący się tydzień. Zapraszamy na magazyny informacyjne Radia Łódź "Słuchasz i Wiesz" - codziennie od poniedziałku do piątku o godzinie 16.00

Koronawirus - co musisz wiedzieć?

ZDJĘCIA, NAGRANIA WIDEO, WIĘCEJ INFORMACJI Z ŁODZI I REGIONU 
ZNAJDZIESZ W DZIALE "WIADOMOŚCI". KLIKNIJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką