Logo Radio Łódź

Łodzianie poza granicami Polski. Jak w innych krajach radzą sobie z koronawirusem?

Ponad 30 tysięcy Polaków przebywających poza granicami kraju deklaruje chęć powrotu do Polski - poinformowało rano Ministerstwo Spraw Zagranicznych. Niektórzy jednak pozostają zagranicą i tam śledzą sytuację związaną z rozprzestrzenianiem się wirusa. Dotarliśmy do łodzian, którzy są teraz poza granicami Polski.

Najpierw  zaglądamy do Włoch, które są największym w Europie skupiskiem potwierdzonych przypadków choroby - to blisko 25 tysięcy wykrytych zachorowań, liczba ofiar śmiertelnych zbliża się do 2 tysięcy.

Pani Karolina - łodzianka mieszkająca od wielu lat we Włoszech mówi, że społeczeństwo początkowo mało rygorystycznie podchodziło do środków zapobiegawczych, ale w pewnym momencie mieszkańcy zrozumieli, co się dzieje. - Nie tyle się opamiętali, tylko otworzyli oczy. Codzienne apele lekarzy zaczęły działać, wprowadzono też rygor, który był potrzebny. Wcześniej restauracje i bary były otwarte do godz. 18. Kiedy się okazało, że to nie wystarcza, zostało wszytko zablokowane - dodaje pani Karolina.

W Niemczech z powodu epidemii koronawirusa zamknięto szkoły, przedszkola i żłobki. Ale w odczuciu pana Jana mieszkającego na zachodzie tego kraju - Niemcy nie panikują. 

- W weekend była ładna pogoda. Byliśmy na spacerze w parku z dziećmi. Może było mniej ludzi, ale pustek nie było. Strachu nie widać, chociaż mniej ludzi podróżuje, a kolej zmniejsza liczbę składów, ponieważ pociągi jeżdżą później - opowiada pan Jan.

W  80 milionowych Niemczech, z około 5800 wykrytych zostało przypadków jest 13 ofiar śmiertelnych. Dla porównania w Norwegii wykryto 1200 przypadków, ale tam mamy tam niewiele ponad 5 milionów ludzi. Pani Paulina obserwuje różne etapy zachowań społecznych. - Kiedy mieliśmy spory przyrost chorych ludzie nie wychodzili z domów. Pod koniec tygodnia, kiedy liczby urosły dramatycznie, półki w sklepach zaczęły robić się puste. Masowo wykupowana jest też insulina - mówi pani Paulina. 

Łódzki duchowny, ks. Przemysław przebywa obecnie w Tunezji, tam wykrytych zakażeń jest zaledwie 20, mimo to koronawirus jest tematem numer jeden. - Tunezyjczycy reagują spokojnie, nie widać paniki, nie ma rzucania się na zakupy w sklepach. Po godzinie 16 obowiązuje zakaz spotykania się w restauracjach - wyjaśnia ks. Przemysław. 

Pani Justyna mieszka w Barcelonie, ale obserwuje i porównuje też sytuację w Hiszpanii do tej w Polsce. - Przez długi czas lekceważono problem i życie toczyło się bez zmian. W tym tygodniu będzie można odczuć restrykcje i inne podejście mieszkańców. Popularny jest np. hasztag - zostań w domu - relacjonuje mieszkanka stolicy Katalonii. 

Posłuchaj:

Wiceminister spraw zagranicznych Marcin Przydacz powiedział w Polskim Radiu 24, że z akcji "Lot do domu" chciałoby skorzystać 30 tysięcy osób. W jej ramach obywatelom polskim przebywającymi za granicą jest umożliwiony powrót do kraju. Wiceminister dodał, że z szacunków MSZ wynika, iż poza granicami kraju może przebywać kilkaset tysięcy obywali Polski.

W ramach programu "Lot do domu" wczoraj z Londynu przyleciało do Warszawy 1300 osób. Dziś na lotnisku Chopina w Warszawie wyląduje 11 samolotów z Polakami na pokładach.

Koronawirus - co musisz wiedzieć?

ZDJĘCIA, NAGRANIA WIDEO, WIĘCEJ INFORMACJI Z SIERADZA I REGIONU 
ZNAJDZIESZ W DZIALE "RADIO ŁÓDŹ NAD WARTĄ". KLIKNIJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką