Logo Radio Łódź

Powyborcze rozliczenia w łódzkiej Koalicji Obywatelskiej

Czy Koalicja Obywatelska w Łodzi odniosła sukces w wyborach parlamentarnych? Czy jej kandydaci mogli liczyć na więcej mandatów poselskich ? Czy wszyscy wspólnie pracowali na jak najlepszy wynik? Przemysław Naze zebrał opinie na ten temat wśród koalicyjnych polityków.

"Działacze Platformy w Łodzi powinni sobie zrobić rachunek sumienia" - tak mówił w ostatnim wywiadzie dla komercyjnego portalu lider listy Koalicji Obywatelskiej, były komentator sportowy Tomasz Zimoch.

No i okazało się, że proszący o rachunek sumienia Tomasz Zimoch, chyba sam na siebie ukręcił tak zwany bicz, bowiem jak można usłyszeć, jednym z dwóch odpowiedzialnych za słaby wynik wyborczy i tylko cztery mandaty poselskie w Łodzi, jest właśnie on - a ten drugi - to sam przewodniczący Platformy Obywatelskiej, Grzegorz Schetyna. Bo to - jak mówi członkini zarządu łódzkiej PO Karolina Kępka - Schetyna ułożył lokalną listę i postawił na jej czele komentatora Zimocha. - Ustalanie list w Warszawie nie było dobrym pomysłem. Gdyby lista łódzka była ustalona przez członków łódzkiej Platformy, to mielibyśmy szansę na pewno chociaż o jeden mandat więcej. Konstrukcja tej listy była błędna. Przy tym pierwotnym założeniu, gdzie jedynką w tym pierwszym kroku Hanny Zdanowskiej, miał być Cezary Grabarczyk, który powinien był startować się z Łodzi, to wtedy na pewno wynik jedynki łódzkiej, w takim kształcie byłby pierwszym wynikiem w Łodzi - mówi Kępka.

A tak Tomasz Zimoch w Łodzi przegrał z trójką na liście PiS-u Waldemarem Budą.

Duże pretensje do sposobu prowadzenia kampanii, no i oczywiście do pracy lidera listy, ma do Platformy Obywatelskiej jej koalicjantka, Nowoczesna - mówi sekretarz tej partii w regionie Damian Raczkowski. - Nie było takiej kampanii wspólnej, wspólnej listy. Być może jest to kwestia tego, że po prostu lider, który był liderem listy, nie czuł się do tego zobowiązany. No bo nie był, powiedzmy stąd i z naszego środowiska. To, że ktoś jest komentatorem sportowym i myśli, że polityka to jest jak mecz na boisku do piłki nożnej, to tylko tak może myśleć. W rzeczywistości jest zupełnie inaczej. Trzeba umieć ze sobą współpracować, w polityce consensus jest bardzo istotną rzeczą. A jak się przychodzi tylko i wyłącznie po to, żeby zacząć rozliczać i straszyć i komentować z punktu widzenia zewnętrznego, to być może po prostu lider listy za bardzo przyzwyczaił się do tego, że jest komentatorem, a nie rzeczywistym uczestnikiem meczu albo polityki - dodaje Raczkowski.

Tomaszowi Zimochowi - liderowi narzuconemu wbrew członkom łódzkiej Platformy - dostało się też od politologa z UŁ, dr Huberta Horbaczewskiego. - Źle robi Platformie, bardzo źle robi i to już od dłuższego czasu to wiemy, przywożenie kandydatów w teczkach. Każde ugrupowanie, które chce zrobić jakiś dobry wynik w okręgu, powinno przede wszystkim stawiać na ludzi, którzy są rozpoznawani w tym okręgu. Mogło się wydawać, że pan redaktor Zimoch, znany chociażby ostatnio z odczytanych w tramwajach tras jazdy, jednak okazał się niewystarczająco znany - podsumowuje Horbaczewski.

Ale odpuśćmy już Tomaszowi Zimochowi, bo przecież - jak sam zapewniał - on na listę się nie pchał - o tym zdecydował szef PO Schetyna - i to między innymi za to - choć nie tylko - powinien ponieść konsekwencje w postaci utraty sterów partyjnej władzy - przyznaje Raczkowski z Nowoczesnej. - Według mnie już same te wybory i wynik przewodniczącego Schetyny we Wrocławiu pokazał, że chyba coś jest na rzeczy i najwyższy czas się zastanowić. Nie można być Kim Ir Senem i trzymać się za wszelką cenę u władzy. Jeśli członkowie Platformy zdecydują, że mimo wszystko akceptują politykę Grzegorza Schetyny, chcą go jako przywódcę, no to taka jest ich wola - podkreśla Raczkowski.

A kto za Schetynę - Borys Budka, Rafał Trzaskowski, Małgorzata Kidawa-Błońska, a może Bogdan Zdrojewski - łódzcy działacze PO - tak jak Karolina Kępka - mają jeszcze inną propozycję. - Ja myślę, że najbliższe tygodnie, miesiące pokażą, kto będzie chciał kandydować na to stanowisko. Ja nie jestem w stanie dzisiaj powiedzieć, czy Hanna Zdanowska zdecyduje się na ten krok, trzeba zapytać pani prezydent, ale myślę że jeszcze nic nie jest przesądzone - dodaje Kępka.

Przemysław Naze postanowił o powyborczą sytuację w łódzkiej Platformie zapytać kogoś, kto kiedyś był jednym z liderów i prominentnych działaczy PO - a teraz pomimo upadku przy okazji tak zwanej afery hazardowej, dalej ma partyjną legitymację. Mirosław Drzewiecki były minister sportu i skarbnik Platformy stanął w obronie tak Zimocha jak i Schetyny. - W Łodzi byśmy zdobyli sześć albo siedem mandatów, jakbyśmy mieli powtórzenie wyborów do Parlamentu Europejskiego i byłaby jedna wspólna lista. Wtedy zwycięstwo tej listy byłoby miażdżące. Tutaj Platforma wygrała, a ta różnica między PiS na Platformą nie jest taka wysoka, natomiast gdyby to była zjednoczona Lewica-SLD i PSL, to byśmy mieli zdecydowanie rekordowy wynik - mówi Drzewiecki.

Partyjne wybory w PO odbędą się w lutym przyszłego roku - ale można odnieść wrażenie, że do tego czasu wszystko się może jeszcze wydarzyć. 

ZDJĘCIA, NAGRANIA WIDEO, WIĘCEJ INFORMACJI Z ŁODZI I REGIONU 
ZNAJDZIESZ W DZIALE "WIADOMOŚCI". KLIKNIJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką