Logo Radio Łódź

Sarenka topiła się w Bzurze. Uratował ją łodzianin

Miesięczna sarenka rozpaczliwie poszukująca matki mogła zginąć po tym, jak utknęła w Bzurze. Zwierzę zostało uratowane przez Krzysztofa z Łodzi i jego żonę.

(Fot. archiwum prywatne, Piotr Krysztofiak)

Historia rozegrała się w Zgierzu. Krzysztof wracał z Łodzi na swoją działkę w Grotnikach. Na ulicy Wiosny Ludów w Zgierzu na drodze stanęła mu mała sarenka. - Stała sobie na drodze taka mała i ani w prawo, ani w lewo nie chciała iść. Wysiadłem z auta, wziąłem na ręce i przeniosłem kilka kroków do lasu. Spojrzałem, że stanęło sobie gdzieś z boku, ale mówię może znajdzie mamę - wspomina.

Łodzianin dojechał do celu, jednak myśl o sarence nie dawała mu spokoju. - Sumienie mnie gryzło i mówię do żony, że jedziemy zobaczyć, czy sobie poradziła, czy może trzeba jej pomóc, zawieźć do weterynarza.

Po dojechaniu na miejsce zwierzaka nie było widać. Łodzianie usłyszeli jednak piski, wydobywające się z głębi lasu. - Weszliśmy kawałek do lasu i słyszę jego nawoływanie, jakby matkę wołał czy coś. Poszliśmy głębiej, w jakieś krzaki, pokrzywy. Doszliśmy do rzeki i ten bidok był zaplątany w jakieś chaszczory. Całe szczęście wody było tam do kolan, ale on się prawie cały w niej schował - wspomina Krzysztof, który bez wahania wskoczył do wody w butach. Wyciągnął sarenkę, a później owinął ją we własne ubranie. - Poczuł takie ciepło ode mnie i się uspokoił, nawet później mi już na rękach zasnął. Zadzwoniliśmy do straży miejskiej i oni przyjechali.

Strażnicy wezwali na miejsce lekarza weterynarii. Sarenka ostatecznie trafiła do schroniska Jasionka. Jego pracownik mówi, że zwierzę było w nie najlepszym stanie. - Organizm był bardzo mocno wycieńczony, wychłodzony przez wodę. Teraz przebywa u nas, jest karmiona butelką - wyjaśnia Przemysław Skupiński.

Mała sarenka prawdopodobnie straciła mamę. Gdyby nie pomoc ludzi, nie przeżyłaby. - Mogło się tak stać, że matka została zagryziona np. przez psy, czy zginęła w po zderzeniu z samochodem. Małe po prostu płakało, piszczało. To była rozpacz małego szukającego matki. Raczej nie przeżyłoby bez matki z powodu wychłodzenia organizmu - nie ukrywa Tadeusz Smejda, leśnik i dodaje, że jest szansa, aby sarenka wróciła do swojego naturalnego świata. - Około września, października należy wypuszczać ją do lasu i jest szansa, że zaadoptuje się do warunków naturalnych.

Z uratowania sarenki cieszy się Krzysztof, choć przyznaje, że bohaterem się nie czuje. - To była dla mnie normalna sprawa, że trzeba pomóc. Jednak, dzięki tej całej przygodzie poczułem się lepszym człowiekiem.

Posłuchaj więcej:

A potem myśliwi zamordują .....

Nagroda dla tego Pana! Brawo! :)

super gość brawo😍

Oby więcej TAAAKICH Ludzi. Szacunek szacunek dla Pana. Pozdrawiam.

Czapki z głów! Taka wiadomość od rana przywraca wiarę w ludzi. Panie Krzysztofie jest Pan Wielki. Pozdrawiam

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką