Logo Radio Łódź

Arcybiskup, który nie boi się słowa "przepraszam" [KOMENTARZE]

Łódzki arcybiskup Grzegorz Ryś podczas nabożeństwa pokutnego w katedrze w imieniu całego Kościoła przeprosił ofiary pedofilii dokonanej przez duchownym. Zwykłe słowo "przepraszam" wybrzmiało bardzo mocno nie tylko w Łodzi, ale w całej Polsce.

Podczas nabożeństwa abp Ryś powiedział, że ma wiedzę o 10 małoletnich osobach molestowanych przez duchownych z archidiecezji łódzkiej. Z ust pasterza padły też słowa, których oczekiwali chyba wszyscy wierni. - Odpowiedzialność jest wspólna, moja jest pierwsza. W tej współodpowiedzialności chcę w swoim i w waszym imieniu powiedzieć każdej z tych 10 osób "przepraszam". To jest o 10 osób za dużo. Żaden z tych faktów nie miał prawa się wydarzyć - powiedział arcybiskup.

Czytaj też: Nabożeństwo pokutne za skrzywdzonych przez ludzi Kościoła [ZDJĘCIA]

Słowo, które usłyszeliśmy, jest proste, ale zarazem niesamowicie trudne. - Jeżeli człowiek ma w sobie jakąś winę, coś zrobił złego, to potem wypowiedzenie tego słowa jest ciężkie. W przypadku hierarchii kościoła katolickiego trwało to zbyt długo. Można było je powiedzieć wyraźnie podczas ogólnopolskiej konferencji, na której był przedstawiany raport. Dobrze się stało, że abp Ryś znalazł w sobie tyle odwagi i determinacji, by ujawnić te przypadki, które były w kościele łódzkim i za nie przeprosić - ocenia Zygmunt Chabowski z Katolickiego Stowarzyszenia Dziennikarzy.

Właściwie nie było to pierwsze "przepraszam" w tej sprawie, zauważa Łukasz Głowacki, publicysta i twórca kanału Maskacjusz TV. - Abp Grzegorz Ryś bardzo wyraźne przeprosiny powiedział już w czasie pielgrzymki na Jasną Górę, kiedy szedł razem z innymi ludźmi. To była zwykła msza, ale w homilii abp powiedział, jak na to patrzy. To było bardzo emocjonalne i mocne "przepraszam". Natomiast to, co zostało wypowiedziane w katedrze, jest naturalną konsekwencją bycia w Kościele.

Słowa abp spotkały się z bardzo pozytywnym odbiorem medialnym. Czy w środowisku duchownych jest podobnie? Na nabożeństwie, mimo osobistego zaproszenia od metropolity, zjawiło się stosunkowo niewielu księży. - Na pewno nie było wszystkich, ale to był jednak normalny dzień pracy, więc nie każdy mógł przyjechać. Jeżeli ktoś był na tym nabożeństwie, w którym było słowo, modlitwa i cisza, to tam tę ciszę można było kroić nożem. Myślę, że jeżeli próbujemy zrozumieć, co się stało, to właśnie wtedy pojawiło się takie katharsis wewnątrz kościoła. To, jaki jest odbiór, to zupełnie inna sprawa - ocenia dziennikarz.

Warto przypomnieć fragment tekstu, jaki Grzegorz Ryś, wtedy jeszcze biskup, napisał dla Tygodnika Powszechnego w 2005 roku, zaraz po śmierci papieża Polaka: "To, czy wielokrotne mea culpa stanie się trwałym dziedzictwem Jana Pawła II, zależy przede wszystkim od stopnia, w jakim zostanie ono zrozumiane i zaakceptowane w samym Kościele".

Posłuchaj relacji:

ZDJĘCIA, NAGRANIA WIDEO, WIĘCEJ INFORMACJI Z ŁODZI I REGIONU 
ZNAJDZIESZ W DZIALE "WIADOMOŚCI". KLIKNIJ I DOWIEDZ SIĘ WIĘCEJ.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką