Logo Radio Łódź

"Najlepiej byłoby dla pani, gdyby mąż umarł". Czy personel pabianickiego szpitala rażąco zaniedbał swoje obowiązki?

Zarząd Pabianickiego Centrum Medycznego powołał konsylium lekarskie, które ma ocenić sposób udzielenia pomocy medycznej 41-letniemu mieszkańcowi Pabianic. Do szpitala trafił on po poważnym udarze, na OIOM-ie spędził 41 dni, następnie został umieszczony na oddziale neurologicznym. Jak twierdzi jego żona, personel miał lekceważyć jego stan i rażąco zaniedbywać swoje obowiązki.

(Fot. pabianice.tv)

1 września pan Paweł dostał udaru krwotocznego do pnia mózgu. Trafił do szpitala im. Kopernika w Łodzi, gdzie udzielono mu niezbędnej pomocy, następnie zdecydowano o umieszczeniu na oddziale intensywnej terapii. Z powodu braku wolnych miejsc przewieziono go do Pabianickiego Centrum Medycznego na oddział intensywnej opieki medycznej. Kiedy stan pacjenta poprawił się, lekarze zdecydowali o umieszczeniu pana Pawła na neurologii. Z tej decyzji ucieszyła się żona mężczyzny. Nie spodziewała się jednak tego co miało nastąpić później.

Mocz sączył się z cewnika, a kroplówka kapała na pościeli

Pani Beata opisuje, w jakich warunkach przebywał jej mąż. - Jak nie cewnik był zagięty, mocz się sączył i mąż leżał w mokrej pościeli, to kroplówka kapała w pościel, a nie do żyły. Mąż nie był karmiony tak, jak powinien; pomimo że leżał na sali obok pokoju pielęgniarek, one nie reagowały. Na pewno słyszały, jak się dusi, jak się męczy. Usłyszałam od pani doktor, że „najlepiej byłoby dla pani, gdyby mąż umarł. A pani, zamiast siedzieć w szpitalu i płakać, niech się zajmie synem” - opowiada żona pacjenta, pani Beata. - Dowiedziałam się, że mąż i tak umrze z powodu powikłań, że nie muszę przychodzić codziennie i dowiadywać się o jego stan zdrowia.

Pani Beata wspomina, że już pierwszego dnia pojawił się problem z goleniem męża. Kiedy zapytałam pielęgniarkę, czy mąż będzie ogolony, usłyszałam: „to pani nie umie?”. Później codziennie było coś nowego. - Nie chciano mi udzielać informacji o stanie zdrowia męża. Od pani ordynator słyszałam za każdym razem, kiedy rozmawiałyśmy, że dostała z OIOM-u w prezencie pacjenta z bakterią i ona nie ma teraz go czym leczyć, bo mąż dostał na neurologii zapalenia płuc.

Żona pacjenta żali się także, że musiała sama reagować i prosić o zmianę pościeli, a mąż nie miał podawanych leków. - Zdarzało się, że leżały rozsypane pod łóżkiem męża, albo stały na stoliku. Kiedy pytałam, co to są za leki, to jedna pielęgniarka patrzyła na drugą i nie wiedziały, czy to były leki poranne czy może południowe. Później był przynoszony kolejny kieliszek i słyszałam, że może mnie się uda podać mężowi lekarstwa.

Pani Beata poszła do rzecznika praw pacjenta i prosiła o pomoc. - Nigdy nie napisałam oficjalnej skargi na nikogo, bo właściwie nie o to mi chodziło. Chciałam uzyskać wsparcie i załatwić dobrą opiekę dla męża. Pani rzecznik zapewniła mnie, że porozmawia z panią ordynator. Po 10 minutach kobieta wbiegła na salę i wykrzyczała mi prosto w twarz, że nie muszę chodzić nigdzie na skargę, bo ona robi wszystko legalnie.

Podziękowanie za wsparcie

Adam Marczak, dyrektor szpitala ds. administracyjno-technicznych twierdzi, że w trakcie pobytu mężczyzny w placówce, rodzina nie zgłaszała żadnych zastrzeżeń dotyczących hospitalizacji. - Dla nas jest to na chwilę obecną tylko i wyłącznie fakt medialny. Ze strony żony tego pana nie mieliśmy żadnych sygnałów i informacji, że jest jakiekolwiek niezadowolenie z opieki, czy z jakichkolwiek innych naszych czynności z stosunku do jej męża – wyjaśnia dyrektor i cytuje jedyną korespondencję, jaką otrzymał od rodziny: „Miarą człowieczeństwa jest wielkość twojej troski o drugiego człowieka. Serdecznie dziękujemy pani prezes Agnieszce Owczarek za wsparcie w ciężkich chwilach okazane ciepło i pełen profesjonalizm. Beata, Paweł i Kuba”.

- Byłam u pani prezes szpitala, której jestem bardzo wdzięczna, bo bardzo ciepło mnie przyjęła i okazała wsparcie – wyjaśnia żona 41-latka. - Pani prezes powiedziała, że nikt męża nie wyrzuci z oddziału i że jak tylko miejsce na ZOL-u się zwolni to mąż jako pierwszy trafi na Zakład Opiekuńczo-Leczniczy, i że nie muszę się o nic martwić.

Karetką do Zgierza

11 lutego pani Beata pojechała do szpitala z rzeczami, aby męża przebrano i przygotowano do transportu. - Dowiedziałam się, że mąż nie będzie wypisany do domu, ponieważ dostał wodogłowia. Cztery dni później był w tak ciężkim stanie, że przyjechała po niego karetka ze Zgierza i na sygnale zabrała do szpitala. Tego samego dnia był operowany.

- Pacjent trafił do nas 15 lutego na oddział neurochirurgii, gdzie przeszedł dwie operacje – potwierdza Piotr Krysztofiak, rzecznik prasowy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego w Zgierzu i dodaje, że nie może udzielać informacji na temat stanu zdrowia pacjenta.

- Lekarze w Zgierzu walczą o mojego męża – cieszy się pani Beata. - Widać, że Paweł wraca do zdrowia i robi duże postępy. Ma fantastyczną opiekę pielęgniarską, jest tam od miesiąca i jeszcze się nie zdarzyło, żebym musiała o coś prosić.

Co stwierdzi konsylium?

19 marca w pabianickim szpitalu odbyło się spotkanie zespołu ds. jakości, który podjął decyzję o tym, aby powołać konsylium lekarskie w celu oceny dokumentacji medycznej w sprawie leczenia i opieki pielęgniarskiej nad panem Pawłem. - W najbliższych dniach takie konsylium się obędzie – potwierdza dyrektor Marczak. Zaznacza jednocześnie, że pani ordynator nie potwierdziła opisanego wcześniej zachowania w stosunku do żony pacjenta.

Obecnie stan zdrowia przebywającego w Zgierzu pana Pawła poprawia się. Do tej pory do prokuratury nie wpłynęło żadne zawiadomienie w tej sprawie. Pani Beata na portalu siepomaga.pl zbiera pieniądze neurorehabilitację męża. 14 kwietnia zaczyna się pierwszy turnus. Wiadomo, że w przypadku pana Pawła konieczne będą cztery takie wyjazdy. Koszt każdego, to 25 tys. zł.

Gość Prawda jest taka..... chyba nie miał nigdy osoby bliskiej w tym szpitalu . Szpital w Pabianicach całe lata pracował sobie na taką opinie, od kilkudziesięciu lat już tak było. Dwie bliskie mi osoby w tym szpitalu zmarły, i zawsze pielęgniarki wykonywały tam swoje obowiązki z wielką łaską.

Prawda jest taka że od nieogolenia pacjentowi się nie poroszylo, tylko od zaniedbanych odleżyn, niechlujnego polączenia kroplówek i cewnika, od infekcji, które się wdały, a to już jest kwestia opieki pielęgniarskiej a nie opieki rodziny. W szpitalach panuje znieczulica.

a może czas olać "niby" lekarzy. Wyleczą-zapłacić. Nie ,niech idą na żebry. Może by się czegoś nauczyli.

GośćPrawda jest taka...

...że rodzinom wydaje się, że jak na oddziale jest pielęgniarka, to będzie robić wszystko: golić, strzyc, czesać, paznokcie obcinać, itp. A prawda jest taka, że na tylu pacjentów nie ma takiej możliwości. Poza tym to nie są kompetencje pań pielęgniarek - nie kończyły szkoły fryzjerskiej, tylko pielęgniarską. I jeśli jest rodzina, to jest to ich obowiązek. A jeśli się boją, nie wiedzą co mogą a co nie - to zawsze się można zapytać, poprosić o pomoc!!! Dla takiego chorego na pewno milsza jest pomoc bliskiej osoby niż obcego człowieka. Ale ludziom się wydaje, że jak w szpitalu już jest pacjent to powinno być tak, jak w hotel - all inclusive. No i co? I rodzina się nie pojawia, nie pomaga, nie pyta, tylko żąda i dyryguje! To chyba komuś coś tu się pomyliło. Coraz mniej jest rodzin, gdzie członkowie dbają wzajemnie o siebie. Coraz częściej jest to spychologia - opieki, obowiązków, itp. Więc może czasem warto sie zastanowić, czego wymagamy, a co sami oferujemy.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką