Logo Radio Łódź

Zaskakujący wpis miejskiego urzędnika. Czy grozi mu wyrzucenie z pracy?

Radny PiS Bartłomiej Dyba-Bojarski zaapalował do prezydent miasta Hanny Zdanowskiej, aby zwolniła podległego jej urzędnika po tym, jak na prywatnym profilu na portalu społecznościowym zamieścił zaczerpniętą z internetu grafikę.

Więźniowie obozu koncentracyjnego maszerują na niej i kolejno zastanawiają się: „Jeśli twój dziadek walczył o ojczyznę bez LGBT”, „bez Żydów”, „bez gorszego sortu”, „bez lewaków”, „bez emigrantów”, bez nielubianych religii...”, a niemiecki żołnierz odpowiada im: „Sprawdź o którą ojczyznę walczył”. Wpis Sławomira Maciasa, kiedyś dziennikarza, dziś głównego specjalisty w Biurze Promocji Urzędu Miasta Łodzi, opatrzony był komentarzem: „Pozdrawiam ultrakatoli, i pisowców oraz onr” (pisownia oryginalna). Identyczny obrazek pojawił się na nieoficjalnym  profilu Bartosza Domaszewicza, czyli wiceprzewodniczącego łódzkiej Rady Miejskiej.

Oburzony radny Prawa i Sprawiedliwości Bartłomiej Dyba-Bojarski napisał na tym samym portalu: „Urzędnik Miasta Łodzi wykorzystuje ofiary obozów koncentracyjnych do propagandy politycznej i antykatolickiej. Urzędnik miasta, w którym niemiecki nazizm wysłał niemal wszystkich księży do obozów koncentracyjnych, a zamordowano 1/3 z nich. Nie wiem jak to określić. Tępa nienawiść? Tępa na pewno. Wiem, że ten człowiek nie powinien już jutro pracować w UMŁ, w którym odpowiada za promocję miasta Hanna Zdanowska są dla Pani granice i wyciągnie Pani konsekwencje?".

O tym czy i kiedy ewentualnie tak się stanie nie udało nam się nikogo zapytać. Prezydent miasta odesłała nas do rzecznika prasowego, a ten odmówił wypowiedzi na ten temat, wyraźnie zaznaczając, że nie komentuje prywatnych wpisów ani urzędników, ani łódzkich radnych.

Przypomnijmy, że w przypadku Bartosza Domaszewicza, ostatnia publikacja na FB to nie był pierwszy „internetowy wybryk” radnego. Pod koniec ubiegłego roku na innym portalu społecznościowym opublikował on swoje zdjęcia podczas prowadzenia obrad opatrzone napisem „Vote bitches”, co w wolnym tłumaczeniu oznacza „głosujcie suki”. Początkowo przekonywał, że to tylko autoironia i zapewniał, że nie zamierzał nikogo urazić, później jednak w oświadczeniu umieszczonym na Facebooku przyznał, że jego „mem włożony w nowy, publiczny kontekst sprawił zawód i uraził bardzo wiele osób”. Przeprosił wszystkich, którzy poczuli się dotknięci.

Do Sławomira Maciasa nie udało nam się dodzwonić - miał wyłączony telefon. Po południu jego wpis został skasowany.

Redakcja

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką