Logo Radio Łódź

Kinga Rusin o swoich wspomnieniach z Oscarów i walce "perełek", czyli "Zimnej wojny" z "Romą" [WYWIAD]

Ceremonia oscarowa w Los Angeles rządzi się określonymi prawami. Obostrzenia, kontrole, zakazy - wiedzą to najlepiej dziennikarze pracujący w Dolby Theatre. O swoich wspomnieniach i prognozach opowiada Kinga Rusin.

Jedną z najbardziej doświadczonych polskich dziennikarek jeśli chodzi o ceremonie Oscarowe jest Kinga Rusin, która po raz pierwszy miała okazję być w Hollywood w 1995 roku. - Wtedy za film "Czerwony" nominacje mieli Krzysztof Kieślowski, Krzysztof Piesiewicz i Piotr Sobociński. Choć było to zgłoszone jako produkcja szwajcarska, a nie polska, dla mnie było to wielkie przeżycie. Łącznie byłam tu już kilkanaście razy. To są wspaniałe wspomnienia, magiczne - wspomina dziennikarka.

Rusin przyznaje, że cała otoczka wokół Oscarów przez te lata bardzo się zmieniła. Obecnie są bardzo duże restrykcje. - Na pierwszych Oscarach, które relacjonowałam, trzeba było mieć oczywiście akredytację, ale na próby mógł wejść niemal każdy. Aktorzy sobie podchodzili do nas. Byli swobodnie ubrani, normalnie rozmawialiśmy. Teraz są wwożeni jakimiś opancerzonymi transporterami w podziemia, towarzyszy im gigantyczna grupa ochroniarzy. Wygląda to zupełnie inaczej. W tej chwili, żeby wejść na czerwony dywan w dzień Oscarów, oprócz posiadania akredytacji, którą niezwykle trudno zdobyć, trzeba przejść przez bramki wyglądające, jak te na lotniskach. Sprzęty elektroniczne sprawdzają każdą część ciała. Nie wolno wnieść własnej wody. Podaje się tylko butelki sprawdzone. Teraz jest taka bardzo mocna napinka. Człowiek czuje się bezpiecznie, ale nie komfortowo.To jest jak Strefa Gazy. Są też niesamowite obostrzenia dla dziennikarzy. Telewizja ABC, transmitująca galę, w związku ze spadającą oglądalnością, zabroniła już niemal wszystkiego tym, którzy są spoza tej stacji. Prawo do zadawania pytań gwiazdom na dywanie ma tylko ABC - wyjaśnia.

W Los Angeles nie brakuje plakatów promujących "Romę" i Zimną wojnę" (Fot. Agata Gwizdała)

"Wojna" dwóch filmowych perełek

Tegoroczna gala jest niezwykła dla polskiej kinematografii. Wielkim sukcesem są trzy nominacje, ale trzeba też zwrócić uwagę na wagę kategorii, w których "Zimna wojna" może zdobyć statuetkę. - Reżyseria i zdjęcia to są jedne z najbardziej prestiżowych kategorii - zauważa Rusin.

Dziennikarka zgadza się jednak, że o wygraną będzie w tym roku bardzo trudno ze względu na meksykańską "Romę". -  Rozmawiałam z Pawłem Pawlikowskim i on powiedział, że nie liczy na Oscara. Przyznał, że cztery lata temu na kilkanaście godzin przed ceremonią czuł, że "Ida" ma ogromne szanse na statuetkę. Teraz takiego poczucia nie ma. Między innymi z tego względu, że pieniądze wyłożone na promocję "Romy" są tak gigantyczne, iż producentom tego filmu i dystrybutorowi udało się dotrzeć do bardzo wielu osób, które oddają głosy. To już jest pierwsza przewaga nad "Zimną wojną". To co mówił Pawlikowski, że jednak głosuje dziewięć tysięcy członków Akademii Filmowej, z której może dziesięć procent widziało film. Do im większej liczby osób głosujących dotrze się z filmem, który jeszcze wcześniej zdobywał jakieś nagrody, tym bardziej zwiększa się szanse na Oscara - tłumaczy Rusin.

Radio Łódź towarzyszy "Zimnej wojnie" w Los Angeles. Wszystkie relacje, wywiady, zdjęcia i wideo prosto z Hollywood znajdziesz tutaj

Poza tym "Roma" stała się ostatnio bardzo popularna przez politykę prezydenta USA - Donalda Trumpa, który chce wybudować wielki mur odgradzający Stany Zjednoczone od Meksyku. Z tego względu w kilku stanach, m.in. Kalifornii, gdzie leży Los Angeles, wprowadzono stan wyjątkowy. - Roma jest tu na czasie, również temat meksykański jest teraz w USA bardzo nośny. Film to też osobista historia Alfonso Cuarona. Nie dość, że film jest świetny, to jest tematycznie na czasie. Tutaj jest taka wojna bardziej na promocję niż na film, bo obie produkcje ["Zimna wojna" i "Roma" - przyp. red.] są wyśmienite. To takie perełki - mówi Kinga Rusin.

Polska dziennikarka wierzy jednak, że "Zimna wojna" wyjedzie z Hollywood z Oscarem. Uważa, że ten należy się Łukaszowi Żalowi za zdjęcia, choć największe szanse może mieć jednak cały film w kategorii produkcji nieanglojęzycznej. - Bardzo zasłużony byłby Oscar dla Łukasza Żala za zdjęcia. One mnie zachwyciły. Historia jest opowiedziana obrazem tak pięknie, tak sugestywnie od początku do końca. Każde ujęcie to pocztówka - obraz, który można powiesić na ścianie. To oczywiście zostało docenione, choćby przez nominację. Cudownie byłoby, żeby zostało to poparte jeszcze Oscarem. Słyszałam również opinie, że "Roma" jest tak świetnie wypromowana, jest tak niezwykłym filmem, że dostanie najważniejsze nagrody - za najlepszy film, reżyserię, zdjęcia, być może również za scenariusz. Wtedy otworzyłaby się furtka dla "Zimnej wojny", bo nie zdarzyło się tak, żeby w jednym roku film wygrał w obu kategoriach: najlepszy film i najlepszy nieanglojęzyczny - kończy Rusin.

Posłuchaj całej rozmowy z Kingą Rusin:

Sponsorzy relacji Radia Łódź z Los Angeles:

Łączność z Los Angeles zapewnia sieć Plus

Zazdroszcze Kindze, to niesamowite przezycie być na takiej gali... i to od tylu lat!

Trzymam kciuki za Zimną Wojnę! Kinga na jakim luzie :)

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką