Logo Radio Łódź

Proces mężczyzny, który udusił 20-letnią Kaję, a jej ciało trzymał w wersalce

W łódzkim Sądzie Okręgowym rozpoczął się proces w sprawie brutalnego zabójstwa na łódzkim Teofilowie. Na ławie oskarżonych zasiadł mężczyzna, który udusił swoją partnerkę, a jej ciało ukrył w wersalce. Rozprawa toczy się za zamkniętymi drzwiami.

Artur W. w łódzkiej prokuraturze (Fot. Sebastian Szwajkowski)

Tragiczne wydarzenia rozegrały się w sierpniu 2017 roku. Rodzina 20-letniej Kai zgłosiła policji jej zaginięcie. Młoda kobieta dwa dni wcześniej (15 sierpnia) zabrała 2-letniego syna i wyjechała z rodzinnej Zduńskiej Woli do Łodzi, razem z poznanym niedawno, starszym o dziewięć lat, partnerem.

Następnego dnia mężczyzna odwiózł dziecko do rodziny Kai. Tłumaczył, że kobieta została w Łodzi, bo źle się poczuła. Potem kontakt z nim się urwał.

Dziewięć dni po zgłoszeniu zaginięcia Kai policjanci dokonali makabrycznego odkrycia w bloku na łódzkim Teofilowie. W mieszkaniu przy ul. Rojnej, funkcjonariusze znaleźli ciało zaginionej. Rozkładające się już zwłoki były ukryte w wersalce i skrępowane sznurem. Okazało się, że to mieszkanie wynajmował partner dziewczyny - Artur W.

Policja rozpoczęła jego poszukiwania. Nadzór nad sprawą zabójstwa 20-latki objął Komendant Główny Policji. Prokuratura wydała list gończy za Arturem W.

Po kilku dniach poszukiwany został zatrzymany w Koszalinie. Podczas przesłuchania w łódzkiej prokuraturze przyznał się do zabójstwa. Tłumaczył, że udusił Kaję w trakcie awantury, a jej ciało ukrył w wersalce. Po pewnym czasie, aby mieć pewność, że kobieta nie żyje, zakleił jej usta taśmą, związał nogi, a na głowę założył worek foliowy i związał go sznurkiem. Ciało ponownie zamknął w wersalce, na której ustawił drugą kanapę.

Potem pojechał do Zduńskiej Woli oddać dziecko siostrze Kai. Od tego momentu ukrywał się w różnych miastach, na terenie całego kraju.

Mieszkanie, w którym znaleziono zwłoki kobiety

31-letni dziś Artur W. został poddany obserwacji sądowo-psychiatrycznej. Biegli stwierdzili, że w chwili zabójstwa był on poczytalny. Okazało się, że mężczyzna był już wcześniej karany - w 2011 roku w Wielkiej Brytanii za gwałt, a w 2015 w Niemczech za uszkodzenie ciała. Teraz grozi mu dożywocie.

Sąd wyłączył jawność rozprawy na wniosek pełnomocnika siostry i brata zamordowanej kobiety. Sędzia Jarosław Leszczyński, uzasadniał tę decyzję ochroną prywatności rodziny ofiary.

Prokuratura prowadziła w tej sprawie także odrębne śledztwo. Dotyczyło ono błędów, które popełnili policjanci szukający zaginionej Kai. Okazało się, że funkcjonariusze byli w bloku przy ul. Rojnej dwukrotnie przed tym, jak odnaleziono ciało kobiety.

Dwa dni po zgłoszeniu zaginięcia Kai do mieszkania, przez okno dostali się strażacy. Przekazali, czekającym pod drzwiami, policjantom, że nie znaleźli ciała. Zgodnie z procedurami, policjanci powinni wejść do środka i własnoręcznie przeszukać mieszkanie.

W wyniku postępowań dyscyplinarnych dwóch policjantów odeszło ze służby, a czterech kolejnych dostało kary.

Zatrzymanie Artura W. (Fot. materiały operacyjne policji, Sebastian Szwajkowski)
Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką