Logo Radio Łódź

Pierwsza rocznica śmierci Tomasza Mackiewicza. Rodzina i znajomi wspominają himalaistę [WIDEO]

Rok temu losem Tomasza Mackiewicz, himalaisty pochodzącego z Działoszyna w Łódzkiem, i Francuzki Elisabeth Revol interesował się niemal cały Świat. Oboje zdobyli szczyt Nanga Parbat, a później mieli problemy z zejściem. Revol udało się uratować, Mackiewicz na zawsze pozostał na ośmiotysięczniku.

(Fot. mat. czapkins.blogspot.com)

Według Elisabeth Revol, Mackiewicz doznał choroby wysokościowej. Jego ojciec Witold Mackiewicz mówi, że ryzykowne górskie wyprawy nie były dla himalaisty drogą po śmierć, a walką o własne życie. - Tomek szedł po wolność. On tam,na wysokości 6-7 tysięcy metrów czuł się wolny, gdy wokół żywej duszy. W jednym z filmików mówił, "jak jestem tutaj, jestem bliżej Boga".

Zanim Tomasz Mackiewicz zaczął zdobywać najwyższe szczyty, zmagał się z uzależnieniem od narkotyków. To właśnie miłość do gór, zdaniem bliskich, pomogła mu wygrać z nałogiem.

Zobacz rozmowę z żoną Tomasza Mackiewicza, Anną Solską-Mackiewicz:

W pierwszą rocznicę śmierci Mackiewicza jego koledzy ze szkolnej ławki ufundowali poświęconą mu tablicę pamiątkową. Znalazła się ona na elewacji budynku szkoły podstawowej w Częstochowie, do której chodził himalaista. - Zebraliśmy się ze sobą. Powstała taka inicjatywa, żeby upamiętnić Tomka płytą na szkole, której się uczyliśmy - tłumaczy Iza Poklewicz-Łuczak, koleżanka z klasy.

Z tej inicjatywy cieszy się dyrektorka częstochowskiej "Siódemki". - To bardzo ważne, aby pokazać, że dzięki uporowi, wspaniałej pasji, można zdobyć i zobaczyć wiele - mówi Joanna Ziółkowska-Nowak.

Tablica upamiętniająca Tomasza Mackiewicza (Fot. Wojciech Muzal)

Posłuchajcie wspomnień Izy Poklewicz-Łuczak, która chodziła z Tomaszem Mackiewiczem do jednej klasy w szkole podstawowej:

Wspinaczka była pasją Mackiewicza od czasu pokonania pięciotysięcznika Logan na Alasce w 2008 roku, a zimowe wejście na Nanga Parbat - wyzwaniem, które kilkakrotnie podejmował. W styczniu 2017 roku Tomasz Mackiewicz mówił o swoim projekcie Nanga Dream w wywiadzie dla Tomasza Gorazdowskiego z radiowej Trójki. - Pięć lat temu była pierwsza próba. Tam zostaliśmy upokorzeni przez górę i przez warunki. Później były kolejne wyprawy, z roku na rok było coraz wyżej. Dwa lata temu udało się wejść na 7200 m. Wiara, że jest coraz bliżej, powoduje kolejne wyprawy. Wypróbowałem wszystkie możliwe style i drogi. Szybko rodzą się myśli, że popełniłem taki błąd i taki. Jeśli w przyszłym roku go nie popełnię, to może się uda, więc wracam.

Podczas wcześniejszych wypraw Tomasz Mackiewicz niejednokrotnie podejmował decyzję o wycofaniu się przed szczytem, gdy warunki uniemożliwiały osiągnięcie założonego celu. - Jest pełna akceptacja. Jest poczucie takiego jakby żalu, smutku, że szczyt jest bardzo blisko, widać go, jak na dłoni. Dwa lata temu byłem już na 7400 m, ale mógłbym nie zejść. Trzeba mieć tę świadomość, że pragnienie posiadania czegoś, może się zakończyć utratą wszystkiego, naszego życia, które jest niesamowitym doświadczeniem.

W rozmowie z Tomaszem Gorazdowskim z 2017 r. Tomasz Mackiewicz podkreślał, że nawet gdyby szczyt został zdobyty zimą przez kogoś innego, i tak wróci na Nangę. - Nie mam tak, że o wejdą na szczyt, wreszcie będzie po temacie. Ja nie mam pragnienia bycia pierwszym gdzieś tam, żeby podłechtać swojego ego. Ja się przed tym bronię. Ta obrona przed ego jest bardzo trudna i często wymaga więcej energii niż samo wchodzenie na górę. Mam taką myśl, że nawet jak ktoś wejdzie przede mną, to ja i tak tam wrócę i spróbuję. To jest wyższa sprawa.

Tragiczna wyprawa w ubiegłym roku była siódmym podejściem Tomasza Mackiewicza do zimowego zdobycia Nanga Parbat i trzecią ekspedycją w towarzystwie Elisabeth Revol. 

Czytaj także, Akcja ratunkowa na Nanga Parbat. "Ratunek dla Tomasza Mackiewicza jest niemożliwy"

Przypomnijmy, wieczorem 25 stycznia 2018 roku Revol i Mackiewicz zdobyli zimą Nanga Parbat. Zaczęli wracać. Po tym, jak Polak źle się poczuł, jego partnerka kontynuowała zejście samodzielnie. Została uratowana przez uczestników polskiej zimowej wyprawy na K2 - Adama Bieleckiego i Denisa Urubko oraz Piotra Tomalę i Jarosława Botora. Jej zachowania broni wdowa po Mackiewiczu. - Ona tak bardzo chciała go uratować, że była w stanie po tej pionowej ścianie Kinshofera schodzić sama. Nawet, kiedy od niego odchodziła, to myślała, że daje mu szansę, bo helikopter nie może wziąć ich obojga, więc zabierze jego. Dla mnie kluczowe było to, że on spał, że odpłynął. To jest smutne stwierdzenie, ale ja dużo przez ten rok myślałam o tym, że on umierał już od szczytu. Ogromnym wysiłkiem jego i Elisabeth on schodził, ale było coraz gorzej. - mówiła w Radiu Łódź Anna Solska-Mackiewicz.

Ekipa zrezygnowała z poszukiwań Mackiewicza z uwagi na zbliżające się załamanie pogody. W opinii specjalistów Polak mógł przeżyć zaledwie kilka godzin, ale wdowa po himalaiście do dziś ma żal, że akcję ratunkową zorganizowano o dzień za późno. - 26 stycznia był tym dniem, który mógł mu dać szansę. Z tego powodu jest we mnie straszny żal. Nie chcę nikogo oskarżać. To spowolnienie całego procesu było w dużej mierze po stronie Pakistańczyków, którzy czekali na gotówkę, itd. Powodów, które doprowadziły do tego, że Adam i Denis znaleźli się tam dopiero 27 stycznia wieczorem, było wiele. Być może, gdyby Polski Związek Alpinizmu lub kierownictwo pod K2 zadziałali szybciej, szanse byłyby większe - nie ukrywała Solska-Mackiewicz.

Ojciec Tomasza otrzymał z Pakistanu akt zgonu syna, w którym przyjęto za datę śmierci 30 styczna.

Posłuchaj rozmowy z ojcem Tomasza Mackiewicza: 

/Wojciech Muzal, IAR, Marcin Mendelbaum

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką