Logo Radio Łódź

Proces ws. tragedii na zimowisku w Wiśle. Na basenie utonął chłopiec

Przed zgierskim sądem ruszył proces w sprawie utonięcia na basenie, podczas zimowiska w Wiśle. Na ławie oskarżonych zasiadło pięć osób, w tym szefowie ośrodka i wychowawcy.

(Fot. Jakub Kaleta)

Dwa lata temu na feriach w Beskidach wypoczywało 33 dzieci w wieku od 9 do 16 lat. Wyjazd organizował zgierski Urząd Gminy.

Z dziećmi na basenie ośrodka przygotowań paraolimpijskich było dwoje opiekunów. W pewnym momencie zauważono, że dwóch chłopców jest na dnie basenu. 12-letniego Rafała nie udało się uratować. Jego rówieśnik w ciężkim stanie trafił do szpitala w Bielsku-Białej.

Zarzuty w tej sprawie usłyszało pięć osób. Śledczy zarzucili byłej dyrektor ośrodka i prezesowi spółki, że dopuścili do sytuacji, w której bezpieczeństwa na basenie pilnowała osoba bez stosownych uprawnień. Chodzi o mężczyznę, który na co dzień zajmował się w ośrodku pracami porządkowymi, a w chwili tragedii nie było go w pobliżu. - Nie mając do tego uprawnień podjął się funkcji ratownika wodnego, przez co był zobowiązany do czuwania nad bezpieczeństwem osób korzystających z pływalni, po czym opuścił teren pływalni i nie podjął w porę czynności ratujących życie, a w konsekwencji nieumyślnie spowodował śmierć przez utonięcie Rafała oraz ciężki uszczerbek na zdrowiu Dominika - akt oskarżenia odczytał prokurator Wojciech Grosicki.

Prokuratorzy postawili także zarzuty dwojgu opiekunów dzieci. Mieli oni czuwać nad ich bezpieczeństwem, a nie sprawdzili, czy dzieci potrafią pływać. Nie podzielili ich na grupy. W konsekwencji dwóch chłopców, którzy nie umieli pływać, trafiło do części głębokiej basenu. Opiekunowie nie zaczęli też w porę ratować topiących się chłopców.

Nikt z pięciorga oskarżonych nie przyznał się do winy. Czworo z nich odmówiło też składania wyjaśnień. Dlatego też sędzia Adam Zieliński odczytał zeznania, złożone przez nich w prokuraturze. Adam J. - prezes spółki - wyjaśniał, że to nie on zatrudnił ratownika bez uprawnień. A na co dzień praktycznie nie miał z nim kontaktu. - Osoba pierwszego kontaktu w zakresie pracowników to pani dyrektor. Była też pani kadrowa. Ja na pewno nie zatrudniłem pana Adama. Podpisując pierwszą umowę nie widziałem go. Przy podpisywaniu drugiej, na chwilę wszedł do biura, ale był z jakąś sprawą do pani dyrektor, a nie do mnie - powiedział. 

Danuta Z., ówczesna dyrektor ośrodka w Wiśle, zeznała, że to również nie ona przyjęła do pracy ratownika bez kwalifikacji. - Nie brałam udziału w procesie rekrutacji pracowników. Umowy o zatrudnieniu zawsze podpisywał pan prezes. Nie brałam udziału w procesie rekrutacji pana Adama. Poznałam go, kiedy przechodził przez recepcję i spytałam, kim jest, na co on, że nowym ratownikiem. Nie miałam informacji, że pan Adam nie ma uprawień ratowniczych. Powiedział mi o tym dopiero po zdarzeniu, po przesłuchaniach na policji - wyjaśniła. 

Do winy nie przyznają się także oskarżeni opiekunowie uczestników ferii. Zarówno Krzysztof W., jak i Mirosława B. wyjaśnili, że byli przekonani, że na basenie dzieci pilnuje ratownik z odpowiednimi kwalifikacjami. Podkreślali też, że wypadek odbił się na ich zdrowiu i psychice.

Łukasz K., który dyżurował na basenie jako ratownik, choć nie miał do tego uprawnień, zaczął od przeprosin. - Przede wszystkich chciałbym z całego serca przeprosić rodziców Rafała, Dominika, innych pokrzywdzonych i ich rodziny. Jest mi z tego powodu bardzo przykro. Jest to też dla mnie ogromna trauma. Poczuwam się moralnie odpowiedzialny za to zdarzenie. To była moja wielka głupota, że zdecydowałem się na tę pracę, ale prawnie nie przyznaję się do winy - powiedział. 

Łukasz K. podkreślał też, że nie pilnując kąpiących się w basenie dzieci, nie złamał regulaminu pływalni. - Regulamin zezwala ratownikowi z basenu wyjść, gdy wchodzi grupa ze swoimi opiekunami. Na tej podstawie wyszedłem z tego basenu realizować inne obowiązki, do których mnie wezwano - dodał oskarżony. 

Obrońca Łukasza K. wnioskował o dobrowolne poddanie się karze w postaci roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz wypłacenia 12,5 tys. zł rodzicom poszkodowanych. Sąd jednak nie uwzględnił tego wniosku.

Po rozprawie rodzice zmarłego 12-letniego Rafała nie kryli żalu. - Gdyby był ratownik, to na pewno by do tego nie doszło, bo zawsze jedna osoba więcej by to zauważyła - powiedział ojciec Rafała. - Zaczęły się ferie, niech baseny będą odpowiednio zabezpieczone. My straciliśmy dziecko, niech już żadne inne nie zginie. Nikt nie chce zeznawać, wszyscy są niewinni, a my dziecka nie mamy. Nie chcemy się mścić, chcemy sprawiedliwości, by żadne inne dziecko nie zginęło - dodała matka. 

Wszystkim oskarżonym grozi po pięć lat więzienia.

Kolejna rozprawa w tym procesie odbędzie się 7 lutego. Wtedy sąd przesłucha uczestników zimowisk.

Posłuchaj i dowiedz się więcej: 

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką