Logo Radio Łódź

"Wóz, co bez konia chodzi", czyli urodziny łódzkich tramwajów

120 lat temu na ulice Łodzi wyjechał pierwszy tramwaj elektryczny. Skład prowadzony przez wagon Herbrand VNB125, który ciągnął doczepę pierwszej klasy typu petersburskiego wyruszył o godz. 13 z zajezdni znajdującej się przy ul. Nowo-Wysokiej, czyli dzisiejszej Tramwajowej.

Herbrand VNB125 z doczepą "petersburską" przy zajezdni na ul. Nowo-Wysokiej (dziś Tramwajowej), tuż przed pierwszym kursem z pasażerami
Zdjęcie jest częścią serwisu „Łódzkie tramwaje i autobusy”, pochodzi ze zbiorów Muzeum Komunikacji Miejskiej MPK-Łódź (Fot. MKM MPK-Łódź)

Tramwaj dojechał ulicami Dzielną, Piotrkowską przez Nowy Rynek i Średnią do Helenowa. Stamtąd ulicą Piotrkowską ruszył do centrum, w rejon dzisiejszej „Stajni Jednorożców”. W kronikach historycznych można przeczytać, że w drodze powrotnej inauguracyjny skład zatrzymał się przed Grand Hotelem, gdzie odbył się okolicznościowy bankiet. Po jego zakończeniu na miasto kilkanaście wagonów silnikowych wyjechało na miasto w ramach normalnego ruchu liniowego.

- Początkowo wagony Kolei Elektrycznej Łódzkiej kursowały na czterech liniach oznaczonych kolorami: białym, czerwonym, zielonym i żółtym – wyjaśnia Bartosz Stępień z łódzkiego MPK. - Miasto było mniejsze, trasy sięgały w zasadzie do granic miasta. Dwa miejsca, które tramwaj odwiedził podczas inauguracyjnego przejazdu były bardzo ważne miejsca łodzian: Helenów, czyli Park Rozrywki, oraz Paradyz – miejsce spotkań tzw. „śmietanki towarzyskiej”.

Schemat łódzkich linii tramwajowych w 1898 roku

Warunki pracy, zwłaszcza dla motorniczych, nie były łatwe, choćby dlatego, że wagony nie miały przedniej szyby. - Motorniczy jechał narażony na śnieg, deszcz i inne okoliczności pogodowe. A mrozy bywały większe – dodaje Bartosz Stępień. - To nie była łatwa praca, ale dobrze płatna – 32 ruble miesięcznie. Motorniczy zaczynał pracę o godz. 6, a kończył o 23. Miał trzygodzinną przerwę na obiad.

Początkowo ludzie dość sceptycznie podchodzili do tramwajów. - Strach było wsiadać do pojazdów na prąd. Nie mieliśmy w Łodzi tramwajów konnych, tam gdzie były, ludzie przyzwyczaili się, że wagony były ciągnięte przez konie. A u nas? Wóz, co bez konia chodzi – takie było przecież powiedzenie, tak było w piosenkach – wyjaśnia Bartosz Stępień.

Tydzień temu, w związku ze 120. urodzinami łódzkich tramwajów, odbyła się okolicznościowa parada, w której ulicami Łodzi przejechało 15 tramwajów – począwszy od najstarszego wagonu pochodzącego z roku 1910, aż po najnowsze pojazdy z tegorocznych dostaw.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką