Logo Radio Łódź

"Całą noc leżała na podłodze i czekała na pomoc". Skandal w jednym z łódzkich Domów Pomocy Społecznej

Fatalna opieka medyczna lub jej brak oraz częste sytuacje, kiedy to nocny dyżur ma tylko jedna osoba, i nie jest to pielęgniarka, tylko opiekunka - taki obraz wyłania się z opowieści byłych i obecnych pracowników łódzkiego Domu Pomocy Społecznej "Pogodna Jesień" przy ul. Dojazdowej. Rodziny pensjonariuszy opowiadają o osobach, które - jeśli się przewrócą - to całą noc leżą na podłodze i oczekują na pomoc. Nasi rozmówcy zaznaczają, że od lat ich prośby o poprawę losu podopiecznych pozostają bez echa.

(Fot. Dorota Matyjasik)

W domu Domu Pomocy Społecznej "Pogodna Jesień" mieszka ponad osiemdziesięcioro starych i schorowanych ludzi. Ponad połowa to osoby leżące, czyli wymagające stałej opieki. Bez czyjejś pomocy sobie nie poradzą. - Brakuje tam podstawowych środków czystości, a przede wszystkim personelu - opowiada syn 90-letniej kobiety. Dodaje też, że w salach jest bardzo często zimo.

Mama spadła z łóżka

- Na dyżurze zostaje w pojedynkę albo sama opiekunka, albo sama pielęgniarka, i pod opieką ma 83 osoby leżące, nieporuszające się samoistnie. Do każdego trzeba podejść i mu pomóc - wyjaśnia jedna z naszych rozmówczyń. - Często te osoby spadają lub zsuwają się z łóżek, albo przewracają na korytarzu. Jedna osoba, czy to opiekunka, czy też pielęgniarka, nie jest w stanie pomóc. Bywa tak, że czekamy do rana, jak przyjdzie ktoś z personelu, jacyś mężczyźni, i wtedy osoby te są podnoszone i układane na łóżku.

Syn jednej z pensjonariuszek opowiada, że któregoś dnia o godz. 1 w nocy dzwoniła do niego pielęgniarka. Mówiła, że jego mama spadła z łózka i nie może sobie dać rady i jej podnieść. - Dobrze, mówię, to ja się ubieram, pomogę pani i ją położymy. Usłyszałem "a to niech pan się już nie ubiera, damy jakoś radę i wspólnie z kimś położę mamę".

Nad ranem telefon zadzwonił jeszcze raz. - Ktoś dzwonił w imieniu mojej mamy. Usłyszałem, że "leży na podłodze przykryta tylko kołdrą, nawet nic nie jest podłożone, tylko bezpośrednio na płytkach". Od razu ubrałem się, pojechałem, i jakoś tam dźwignąłem mamę, chociaż mam 70 lat.

- Widziałam bardzo chorą pacjentkę, ewidentnie miała zapalenie oskrzeli - opowiada kolejna osoba. - Zgłosiłam to, na miejscu była pielęgniarka, pamiętam, że to był czwartek. Wiem, że kobieta ta nie dostała żadnej pomocy, dopóki nie przyszedł lekarz, czyli w następną środę. Ta 90-letnia kobieta dusiła się, bardzo kasłała.

Koleżanka zachorowała

Wspólnie z urzędnikami pojechaliśmy w nocy do "Pogodnej Jesieni" na niezapowiedzianą kontrolę. Poprosili o nią dziennikarze, którym rodziny i część personelu domu opowiedzieli o ich zdaniem niewystarczającej opiece nad pensjonariuszami.

Rzeczywiście, okazało się, że w całym budynku dyżurowała tylko jedna opiekunka. Wiceprezydentowi Łodzi Adamowi Wieczorkowi, odpowiedzialnemu w Urzędzie Miasta Łodzi m.in. za politykę społeczną tłumaczyła, że zdarzyła się sytuacja wyjątkowa, ponieważ nagle zachorowała jej koleżanka. Grafiku pracy nie mogła jednak znaleźć. - W związku z zaistniałą sytuacją nie pozostaje mi nic innego, jak wezwać panią dyrektor i poprosić o wyjaśnienia - powiedział Adam Wieczorek. - Placówka nie może funkcjonować tak, że w grafiku są wpisane osoby, powinna być obsada pielęgniarska, a faktycznie jej nie ma.

Przed kamerami TVP3 Łódź, dyrektor Zenobia Hofman tłumaczyła, jak to możliwe, żeby w całym domu dyżurowała tylko jedna osoba. - To incydentalna sytuacja, ze względu na to, że mamy kilka pielęgniarek na zwolnieniach lekarskich, w tym momencie jestem w trakcje reorganizacji, przyjmuję na zastępstwo opiekunki medyczne - wyjaśniała. Zaznaczyła też, że napisze stosowne wyjaśniania.

Będą wyciągnięte konsekwencje

- W przypadku, gdy taka sytuacja się powtórzy, będą wyciągnięte konsekwencje dyscyplinarne - zapewniał p.o. dyrektora Departamentu Polityki Społecznej i Zieleni w Urzędzie Miasta Łodzi Robert Kowalik. - Pani dyrektor zobowiązała się do przedstawienia do końca roku grafiku, w którym każdy dzień i każda noc będą zabezpieczone w odpowiednią liczbę osób - powiedział.

W grafiku, do którego udało nam się dotrzeć 9 grudnia, na dziewięć nocnych dyżurów w sześciu wyznaczona była tylko jedna osoba, w czterech przypadkach były to dyżury pojedynczej opiekunki.

Władze miasta zapowiadają nocne kontrole w kolejnych Domach Pomocy Społecznej. - Muszą być dwie osoby i obowiązkiem dyrektora jest to, żeby o to zadbać - mówił Piotr Rydzewski, dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi. - Taka sytuacja jest bardzo trudna. Na razie nic się nie dzieje, ale w każdej chwili coś mogłoby się wydarzyć, wtedy pani stanęłaby pod ścianą w bardzo trudnej sytuacji.

Jeśli kontrola w łódzkich Domach Pomocy Społecznej wykaże nieprawidłowości dojdzie do zmian personalnych - zapowiedział na antenie Radia Łódź Dyrektor Miejskiego Ośrodka Pomocy Społecznej w Łodzi Piotr Rydzewski. 

Urząd Miasta wszczął kontrolę w sprawie łódzkich DPS-ów. Piotr Rydzewski podkreśla jednak, że zanim zostaną podjęte jakiekolwiek decyzje, należy sprawdzić czy do takich sytuacji dochodziło częściej.

- To jest możliwe do wykrycia, przeprowadzamy właśnie analizę i kontrolę dokumentacyjną. Po pierwszy istnieje grafik, po drugie są wypłaty za konkretne dyżury. Myślę, że wszystko zostanie wyjaśnione. Nie wiemy, czy to sytuacja incydentalna, gdzie dyrekcja placówki się po prostu pogubiła, czy jest to metoda łatania braków w grafiku, przez zmniejszanie ilości dyżurów - dodaje dyrektor Rydzewski. 

Zapewnia też, że jeżeli kontrola wykaże nieprawidłowości - zmiany personalne będą konieczne. - Nie możemy ferować wyroków przed sprawdzeniem wszystkiego. Jeżeli to jest prawda, jest to absolutnie karygodne i z pewnością dojdzie do zmian personalnych - mówi Piotr Rydzewski.

Kontrola Urzędu Miasta dotyczyć będzie wszystkich łódzkich Domów Pomocy Społecznej. - Sprawdzimy, czy na dyżurach jest więcej niż jedna osoba. Każdy, kto widzi jakieś nieprawidłowości powinien reagować. Jeżeli wcześniej były interwencje zgłaszane do dyrekcji placówek, to na pewno są jakieś ich ślady. Jeżeli je znajdziemy i zobaczymy, że nie było reakcji, to podejmiemy odpowiednie działania. Kontrola nie będzie trwać kilka tygodni, ale kilka kilka dni. Prosimy o cierpliwość - powiedział Piotr Rydzewski.

Dyrektor MOPS w Łodzi przyznał też, że istnieje problem zatrudnienia pielęgniarek, które chciałby pracować w DPS-ach. Jego zdaniem, niezależnie od problemów kadrowych, w tego typu placówkach na dyżurach powinny pracować przynajmniej dwie osoby. 

Kolejna wizyta Radia Łódź w "Pogodnej Jesieni"

Kontrola łódzkich urzędników potwierdziła, że na nocnym dyżurze w całym domu z personelu była tylko jedna osoba - opiekunka. Z grafików, do których dotarło Radio Łódź wynika, że takich pojedynczych dyżurów w grudniu była większość. Dziś (12 grudnia) na zaproszenie pani dyrektor Zenobii Hofman kolejny raz odwiedziliśmy DPS. Było czysto, schludnie, w powietrzu unosił się zapach smakowitych potraw, a kilkoro pensjonariuszy w świetlicy śpiewało kolędy. Mieszkańcy "Pogodnej Jesieni" dobrze czują się w ośrodku, uważają, że posiłki są smaczne, jest czysto i przyjemnie.

Część pracowników domu i rodziny, z którymi wcześniej rozmawiało Radio Łódź przedstawiają obraz zupełnie odmienny. Jak mówią, osoby sprawne dobrze sobie radzą. Problem jednak z tymi, którzy ze względu na stan zdrowia i wiek zdane są na opiekę personelu. Według nich, posiłki podawane w DPS-ie także pozostawiają wiele do życzenia. - Dla mnie jedzenie jest takie, jakby nie było odpowiedniego nadzoru dietetycznego. Starsi ludzie mają problem z odpowiednim przeżuwaniem posiłków, one powinny być tak przygotowane, żeby były do przyjęcia, czyli np. pasty jajeczne, miękkie jedzenie. Natomiast tam bardzo często podawane jest m.in. twarde mięso.

Według dyrektor Domu Pomocy Społecznej, w momencie, w którym była wizytacja ośrodka, na dyżurze była jedna osoba - opiekun medyczny, ale jest to sytuacja sporadyczna. - W grudniu każdą noc dyżury pełniły dwie osoby - dodaje. 

Dyrekcja Domu Pomocy Społecznej " Pogodna Jesień" przysłała pismo, w którym zapewnia, że usługi opiekuńcze w domu są na najwyższym poziomie. Jest też opinia rady mieszkańców, która nazywa krecią robotą i ludzką złośliwością opublikowane przez media sygnały o różnych nieprawidłowościach.

Według dra Roberta Błaszczaka, lekarza geriatry, jedna osoba w Domu Pomocy Społecznej, która ma pod opieką ponad 80 osób to za mało, ponieważ nie jest ona w stanie zajrzeć do wszystkich pensjonariuszy lub ewentualnie zareagować na wiele rzeczy, które mogą się przydarzyć.

 - Trzeba sobie wyjaśnić, że są tam osoby, które nie mogą w pełni funkcjonować samodzielnie. W związku z tym może się wiele wydarzyć, np. trzeba pomóc, bo ktoś doznał urazu. Weźmy pod uwagę także kwestię podawania leków. Jeżeli coś zacznie się dziać w jednej części domu, to jeden opiekun nie jest w stanie przypilnować pozostałych pensjonariuszy.

Posłuchaj całej rozmowy z dr Robertem Błaszczakiem:

Dr Błaszczak dodał także, że jeśli pacjent jest leżący i wymaga większej uwagi, powinien być zabezpieczony barierkami, żeby nie spadł z łóżka.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką