Logo Radio Łódź

Pożar składowiska odpadów w Zgierzu ugaszony [GALERIE ZDJĘĆ, FILMY]

Niemal tydzień trwało najpierw opanowanie, potem zaś dogaszanie pożaru składowiska śmieci na terenie byłych zakładów Boruta w Zgierzu. W piątek 1 czerwca strażacy zakończyli działania i przekazali teren właścicielowi obiektu.

O płonących śmieciach straż pożarna dowiedziała się w piątek 25 maja ok. godz. 22.30. Początkowo na miejsce pojechało jedynie kilka wozów, jednak strażacy zmuszeni byli wezwać posiłki. Z czasem liczba pojazdów uczestniczących w akcji wzrosła do 45. Ogień szalał w pobliżu linii energetycznych, dlatego konieczne było wyłączenie prądu w okolicy.

Z informacji uzyskanych od pierwszych jednostek, które pojawiły się na miejscu wynikało, że mogło to być zaprószenie ognia. Największym problemem strażaków był brak dobrego zaopatrzenia wodnego. - Hydranty, które znajdowały się w najbliższej okolicy oczywiście działały, lecz ilość wody była niewystarczająca, żeby opanować taki pożar – wyjaśniał Jędrzej Pawlak, rzecznik prasowy Komendanta Wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej w Łodzi. I podkreślał, że na miejscu akcji obok siebie pracowali zarówno zawodowcy, jak i członkowie Ochotniczych Straży Pożarnych. - Bez nich nie wiem, czy dalibyśmy sobie radę – dodaje Jędrzej Pawlak. 

Na wysypisku znajdowało się ponad 50 tys. ton odpadów przywożonych z Anglii i z Włoch. I choć działalność prowadzona była zgodnie z prawem, to budziła wiele wątpliwości. Z końcem kwietnia wygasła umowa na składowanie odpadów. Przedsiębiorca prowadzący tę działalność zawnioskował do starosty zgierskiego o przedłużenie możliwości składowania na kolejne dziesięć lat, jednak Bogdan Jarota takiej decyzji nie wydał. Okoliczni mieszkańcy i przedsiębiorcy podkreślali jednak, że śmieci i tak były zwożone na teren przy ul. Boruty. - Widzieliśmy samochody, które przywoziły tutaj śmieci. Bardzo nam to doskwierało, w biurze mieliśmy ogromne ilości much.

Sporo do życzenia pozostawiał także stan sanitarny składowiska. Jeszcze przed feralnym piątkiem mówiło się o ryzyku, że odpady mogą się zapalić.

Z gigantycznym pożarem walczyli strażacy ze Zgierza, z Łodzi i z Łęczycy. W pewnym momencie pomagali im także żołnierze. Wsparcie było konieczne, ponieważ ogień rozprzestrzeniał się w kierunku budynków elektrowni i cegielni. - Apelujemy, by pozostać w domu, zamknąć okna i nie przyjeżdżać, aby filmować pożar – mówił w nocy z piątku na sobotę prezydent Zgierza Przemysław Staniszewski. - Musimy szybko spotkać się z służbami ochrony środowiska i dowiedzieć się, co możemy zrobić i jak zabezpieczyć teren. Na pewno jest to zjawisko, jakiego jeszcze w życiu nie widziałem.

Gigantyczny pożar próbowało opanować 250 strażaków (Fot. Sebastian Szwajkowski)

Dwa dni po wybuchu pożaru Wojewódzkie Centrum Zarządzania Kryzysowego w Łodzi wydało komunikat, w którym zalecało ograniczenie wietrzenia mieszkań oraz przebywania na otwartej przestrzeni przede wszystkim dla dzieci oraz osób chorych na choroby górnych dróg oddechowych, kobiet w ciąży i osób starszych. Ostrzeżenie wydano dla miejscowości: Aleksandrów Łódzki, Zgniłe Błoto, Bełdów, Orzechów, Jerwonice, Puczniew, Charbice Dolne, Charbice Górne, Rąbień, Niesięcin, Konstantynów Łódzki, a także dodatkowo północnej część Łodzi i zachodniej część Zgierza.

- W powietrze wydostaje się szereg niebezpiecznych substancji, od tlenków węgla przez pył, kończąc na dioksynach i furanach – wyjaśniał dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska Krzysztof Wójcik. - Ze względu na prewencję, prosimy o zrezygnowanie z aktywności fizycznej i spotkań towarzyskich na powietrzu oraz wietrzenia mieszkań - mówił wojewoda łódzki prof. Zbigniew Rau, który podjął także decyzję o wystąpieniu do Ministra Obrony Narodowej o pomoc Centralnego Ośrodka Analizy Skażeń w Warszawie. – Pomogą wykonać badania odcieków z płonącej hałdy po akcji ratowniczo-gaśniczej, jak i inne badania o jakie wnioskowali samorządowcy – mówił Krzysztof Janecki z Wojewódzkiego Centrum Zarządzania Kryzysowego w Łodzi.

Poseł Prawa i Sprawiedliwości Marek Matuszewski zapowiedział, że skieruje sprawę do nadzoru nad prokuraturą do prokuratora generalnego ministra Ziobro. - Osobiście mu to zawiozę, porozmawiam i wszystko musi być dokładnie sprawdzone - wyjaśniał dziennikarzom.

- Jestem po rozmowie z Wojewódzkim Inspektorem Ochrony Środowiska, który już rok temu ostrzegał przed wydawaniem zgody na składowanie odpadów. Niestety, starosta zgierski nie słuchał i pochopnie wydał taką decyzję. Uważam to za skandaliczne niedochowanie obowiązków - twierdził przybyły do Zgierza wiceminister Ochrony Środowiska Sławomir Mazurek.

W akcji uczestniczyli strażacy zawodowi oraz członkowie Ochotniczych Straży Pożarnych (Fot. Sebastian Szwajkowski)

Radni powiatu zgierskiego z klubu Prawa i Sprawiedliwości zapowiadali wniosek o odwołanie starosty Bogdana Jaroty. Jego dymisji domagali się także politycy partii Razem. - Nie może być tak, żeby władze publiczne nie ponosiły odpowiedzialności w tej sytuacji - potężnego kataklizmu i porażki powiatu. To Starostwo Powiatowe wydało pozwolenie na prowadzenie tego składowiska i to starosta powinien jako pierwszy ponieść konsekwencje i złożyć dymisję. To kwestia podstawowej przyzwoitości. Przez wiele lat przerzucano się odpowiedzialnością i ignorowano ten problem, a teraz konsekwencje ponosimy wszyscy - mówi Mateusz Mirys z Zarządu Krajowego Razem, prywatnie mieszkaniec Zgierza.

Po pierwszym posiedzeniu Wojewódzkiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego, który zebrał się na miejscu pożaru, starosta zgierski Bogdan Jarota tłumaczył, że nie było przesłanek, by nie wydać zezwolenia na składowanie odpadów na terenie Boruty. - Jeżeli wszystkie dokumenty są zgodne, to wydajemy zezwolenie na ich podstawie. Spółka wywiązała się z tych dokumentów, zgodnie z przeznaczeniem tego terenu. Stwierdziliśmy, że nie było żadnych przeciwwskazań, aby nie wydać pozwolenia. Trudno określić, czy dana firma jest wiarygodna czy nie, w momencie, kiedy zaczyna dopiero funkcjonować. Koncesja obejmowała rok i w ciągu tego roku działali – mówił Bogdan Jarota. - Nie zrobiliśmy nic, co jest niezgodne z prawem. Nie mam sobie nic do zarzucenia. 

Dogaszanie składowiska trwało kilka dni (Fot. Sebastian Szwajkowski)

W podobnym tonie wypowiadał się Artur Kurzyk, prezes składującej w Zgierzu odpady firmy Green-Tec Solutions. - Czuję się poszkodowany - mówił dla Radia Łódź. W rozmowie z naszym reporterem podkreślił, że nie ma sobie nic do zarzucenia, sam stracił cały majątek i dlatego w sprawie pożaru złożył do prokuratury zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Artur Kurzyk zapewniał też, że to nie jego firma stoi za ewentualnym podpaleniem. Podkreślał jednocześnie, że wysypisko nie było nielegalne, a kiedy wygasły wszystkie pozwolenia, na teren Boruty nie były dostarczane śmieci. - Od 28 kwietnia nie przyjąłem ani kilograma odpadów. Wcześniej złożyłem wszystkie wymagane prawem wnioski o decyzje środowiskowe. Z racji walki politycznej i sytuacji jaka występuje w urzędach w Zgierzu to wszystko miałem blokowane. Byłem osaczany przez kontrole z Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Państwowej Straży Pożarnej. Te kontrole wytknęły mi jakieś drobne zaniedbania, ale nie były to straszne rzeczy - dodaje Artur Kurzyk.

Gościem Radia Łódź był dyrektor Wojewódzkiego Inspektoratu Ochrony Środowiska w Łodzi Krzysztof Wójcik

Śledztwo w sprawie pożaru przejęła łódzka prokuratura okręgowa. Toczy się ono w sprawie umyślnego sprowadzenia pożaru, który zagraża życiu lub zdrowiu wielu osób albo mieniu o wielkich rozmiarach, stwarzającego zagrożenie zanieczyszczenia środowiska. - W sprawie gromadzony jest materiał dowodowy, przesłuchiwani są świadkowie, podejmowane są działania w kierunku zabezpieczenia dokumentacji i zapisów monitoringu z pobliża miejsca zdarzenia. Podstawą wszczęcia śledztwa jest przestępstwo polegające na umyślnym sprowadzeniu pożaru – mówił rzecznik prokuratury Krzysztof Kopania.

W związku z pożarem prezydent Zgierza Przemysław Staniszewski i przewodniczący Rady Miasta Radosław Gajda, zwrócili się pisemnie do prezesa Rady Ministrów, z prośbą o utworzenie Agencji Ochrony Środowiska, która miałaby odpowiednie uprawnienia do egzekwowania przepisów prawnych dotyczących środowiska. Apel do premiera Morawieckiego, to prośba o podjęcie inicjatywy, która w przyszłości pomoże zapobiec podobnym do pożaru w Zgierzu zdarzeniom. Agencja Ochrony Środowiska miałaby być organem działającym na wzór The Enviromental Protection Agency w Stanach Zjednoczonych.

Agencja taka powinna być podporządkowana bezpośrednio Prezesowi Rady Ministrów, odpowiadać za egzekwowanie przepisów prawnych dotyczących środowiska, a jej funkcjonariusze powinni być wyposażeni w podobne środki prawne, jak Centralne Biuro Antykorupcyjne, czyli przede wszystkim posiadać uprawnienia do czynności operacyjno-rozpoznawczych oraz czynności kontrolnych wraz z całym katalogiem kompetencji identycznych z określonym w art. 14 ustawy o CBA” - czytamy w piśmie do premiera Morawieckiego.

Premier zapowiedział większą kontrolę rynku składowisk odpadów. - Za dwa tygodnie rząd przedstawi projekty zmian w prawie - poinformował szef rządu pod koniec maja. Po posiedzeniu rządu premier poinformował, że sprawa pożarów wysypisk śmieci – m.in. tego w Zgierzu - została zgłoszona do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Dodał, że zobowiązał prokuratora generalnego, by podjął zdecydowane działania, jeśli chodzi o prowadzenie postępowań w tych sprawach.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką