Logo Radio Łódź

Nad dzieckiem przez wiele miesięcy znęcano się fizycznie i psychicznie. Matka uciekła z córeczką z Niemiec do Polski

Pani Aleksandra z Łodzi, po 15 latach pobytu w Niemczech, była zmuszona uciekać z dwójką dzieci do Polski. W ostatnich miesiącach pobytu u naszych zachodnich sąsiadów, ona i jej wówczas 18-miesięczna córka przeżyły koszmar.

(Fot. pixabay.com)

Kobieta opowiada, że przez wiele miesięcy znęcano się tam fizycznie i psychicznie nad jej córeczką. Ojciec dziecka to mężczyzna, który ma w Niemczech status uchodźcy. Z córką widywał się sporadycznie, a kontakt nawiązywał tylko wtedy, kiedy potrzebował udowodnić, że się nią zajmuje, bo tylko dzięki temu mógł przedłużać swoje pozwolenie na pobyt.

Spotkania z ojcem miały się odbywać raz w tygodniu przez dwie godziny, ale nigdy nie trwały dłużej niż godzinę. Mimo, iż dziecko ma polskie obywatelstwo i mówi tylko po polsku, podczas spotkań zwracano się do niej tylko po niemiecku lub angielsku. - Po takich spotkaniach dziecko było dwa razy nieprzytomne. Córka nie chciała tych spotkań, bała się, a do kontaktów z ojcem była po prostu zmuszana - wspomina pani Aleksandra. - Zdarzało się, że dla uspokojenia była stawiana na stole, żeby nie mogła zejść; na parapecie w otwartym oknie; albo zamykana w pokoju, żeby nie mogła uciekać. Kiedy zorientowano się, że mam na to wszystko dowody, podczas spotkań córki z ojcem nie pozwalano mi się zbliżać do tego miejsca na odległość mniejszą niż 2 km.

Pani Aleksandra zgłaszała wszystko odpowiednim organom, przez 8 miesięcy walczyła przez sądami, pisała do różnych organizacji. - Nie doczekałam się nawet tego, żeby psycholog dziecięcy przyszedł na spotkanie. Doszło do tego, że pediatra skierował córkę do psychiatry dziecięcego, który bił na alarm i pisał pisma do sądu, aby przerwać te spotkania - opowiada pani Aleksandra. - Byli świadkowie, ale nikt nie reagował. Myślałam, że w Niemczech są szanowane prawa dziecka, ale przekonałam się, że obowiązuje zasada: poprawna polityka migracyjna ponad wszystko. Nawet jeśli deptane są prawa dziecka.

Kiedy nasza rodaczka poprosiła sąd, aby mogła wyjechać do Polski, dowiedziała się, że chyba nie zdaje sobie sprawy z tego co robi. - Musiałem wysłuchiwać obelg, że chcę wywieźć dzieci na dziki wschód do biedy z nędzą. Że córka jest własnością niemiecką, i że nie będę mogła wyjechać.

Po jednym ze spotkań, kiedy dziecko było w bardzo złym stanie, pani Aleksandra tak jak stała zabrała córeczkę, pojechała pod syna i natychmiast przyjechała do Polski. Teraz jest oskarżona o uprowadzenia dziecka, a ojciec wystąpił z wnioskiem o zwrot córki. - Szkoda, że nikt się nie zastanawia, co ona czuje - mówi pani Aleksandra. - Nie ma takiej możliwości, aby dziecko było wydane do Niemiec. To byłaby absolutna katastrofa dla całej naszej rodziny. 

Jedynym miejscem, w którym pani Aleksandrze udzielono wsparcia był konsulat w Kolonii. Tam zdobyła m.in. paszport dla córeczki.

Teraz pani Aleksandra zwróciła się o pomoc do Ministra Sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry. Nasz reporter o całej sprawie poinformował m.in. Ministerstwo Spraw Zagranicznych i konsula Ambasady Polskiej w Kolonii. 

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką