Logo Radio Łódź

Skok w nowy rok [PISZĘ, WIĘC JESTEM – JOANNA SIKORZANKA]

Siedzę sobie pod choinką otoczona książkami. Wiadomo, książki to najlepszy prezent i święty Mikołaj wie o tym dobrze, nie zawiódł i tym razem. Czytam więc to, co przyniósł i próbuję uspokoić skołatane nerwy, zapomnieć o tym, co wokół, choć na chwilę. Kryzys parlamentarny u nas, zamach w Berlinie, przeczucie, że świat zmierza w złym kierunku… Książki są swego rodzaju odtrutką na to wszystko.

A więc odczytuję na nowo, razem z Margaret Atwood, szekspirowską „Burzę” – „Prawdziwe życie mieni się kolorami” – powtarzam za bohaterem powieści, Feliksem – „Składa się z wszelkich możliwych barw, także z tych, których nie widzimy. Cała natura jest ogniem, wszystko powstaje, rozkwita, gaśnie. Jesteśmy jak wolno sunące obłoki…”. Felix jest reżyserem teatralnym, dyrektorem artystycznym festiwalu w Makeshiweg, gdzie prezentowane są m.in. dramaty Szekspira. Kocha swą pracę, jest niezwykle kreatywny, po śmierci żony i córeczki praktycznie nie wychodzi z teatru, jest on dla niego całym życiem. Nic więc dziwnego, że bardzo przeżywa usunięcie go ze stanowiska i planuje zemstę. Jak Prospero z „Burzy” chce wziąć odwet na tych, którzy go skrzywdzili i udaje mu się, nie jest jednak okrutny, bowiem czas, jaki spędził ze swą trupą teatralną składającą się z więźniów, nauczył go wiele, także przebaczenia. Stał się również okazją do wielu przemyśleń i podjęcia pewnych kroków, które uwalniają go od dręczących obsesji i czynią wolnym. „Czarci pomiot” Margaret Atwood, w tłumaczeniu Łukasza Witczaka, to piękna opowieść o miłości, zrozumieniu, wybaczaniu, szczęściu i wolności. Ukazała się, podobnie jak inne książki z kolekcji „Projekt Szekspir”, wydawane w 400. rocznicę śmierci Williama Szekspira, w Wydawnictwie Dolnośląskim.

Kolejna książka spod choinki to propozycja Wydawnictwa Literackiego – niesamowita „Księga ryb Williama Goulda”, australijskiego pisarza pochodzącego z Tasmanii. „Był melancholijny, zimowy dzień, a górujący nad miastem szczyt spowiła opończa śniegu” – tak rozpoczyna się historia pewnej księgi, którą znalazł w sklepie ze starociami handlarz podrabianymi antykami – „Miasto pogrążyło się w łagodnym śnie. Płatki śniegu zaczęły tańczyć walca niczym sny zagubione w wyciszonym świecie…”. Zamykam oczy i widzę puste ulice Hobart, sklep i Sida Hammeta biorącego do rąk starą, pachnącą słonym wiatrem wiejącym od morza, książkę, której okładka „emanuje słabym, lecz coraz jaśniejszym jasnofioletowym blaskiem”. Książka ta, zdająca się nie mieć końca, zmieni na zawsze jego życie, podobnie jak zmieniła życie jej autora – Williama Buelowa Goulda, więźnia nr 873 645, który w latach 20. XIX wieku znalazł się na jednej z wysepek Tasmanii, gdzie znajdowała się kolonia karna. W stworzonym tam piekle rysował ryby i opisywał losy takich jak on skazańców. Konik morski, wargacz, jeżówka, piłonos, skaber, klinek australijski, żmijak piaskowy, rozdymka, piotrosz czy smok morski staną się okazją do snucia opowieści o strachu i miłości, pięknie i brzydocie, litości i okrucieństwie. „Księga ryb” przenosi nas w różne światy, wiele rzeczy pozostaje w niej niedopowiedzianych, pojawiające się tam słowa wydają się być słowami „zapisanymi na dnie oceanu”. Z pewnością to zasługa nie tylko Flanagan, ale także Macieja Świerkockiego, który tę powieść przetłumaczył, nadając jej niepowtarzalny rys.

W te święta postanowiłam zrobić też prezent ptakom – w jedlinę na balkonie wplotłam, ulepione z ziaren, dzwonki. Impulsem do tego stała się książka Stanisława Łubieńskiego „Dwanaście srok za ogon” (Wyd. Czarne), która nauczyła mnie inaczej spojrzeć na świat skrzydlatych stworzeń, także tych, które towarzyszą nam w mieście, a więc kawek, srok, wron, kosów czy wróbli. Łubieński pisze o ptakach z perspektywy humanisty, nie ornitologa, opisuje ich zwyczaje, zaraża birdwatchingiem, czyli „podglądaniem” ptaków, i uczy, że może ono się stać nie tylko zwyczajną przyjemnością, ale także punktem wyjścia do rozmów o sztuce, kulturze i historii. „W nadrzecznych krzakach skacze biała kulka waty z długim ogonem – to raniuszek…” – już samo czytanie tych słów przynosi ukojenie.

No tak, ale od rzeczywistości nie da się uciec. Schyłek roku to czas, kiedy zadajemy sobie pytanie, co nas czeka? Polski jasnowidz Krzysztof Jackowski przepowiada wojnę, do której mają podobno doprowadzić przywódcy Unii Europejskiej… Baba Vanga, mistyczka z Bułgarii, ostrzega przed najazdem muzułmańskich ekstremistów… Z kolei Bashar z Indii przewiduje, że znajdziemy dowody życia na innych planetach, nie wyklucza też katastrofy nuklearnej… Hmm, niech wierzy, kto chce, ja przypuszczam, że Polacy nadal będą mówić różnymi językami, ulice pełne będą demonstrujących i towarzyszyć nam będą niewesołe myśli. Ponadto - jak wiadomo - 2017 rok będzie w Polsce rokiem Tadeusza Kościuszki i gen. Józefa Hallera, a także rokiem „Koronacji Matki Bożej Częstochowskiej, Królowej Korony Polskiej w 300. rocznicę tego wydarzenia”. Nie będzie natomiast rokiem Bolesława Leśmiana, choć zgłoszono jego kandydaturę z racji przypadającej w przyszłym roku 80. rocznicy śmierci poety i 140. urodzin. Szkoda, wiadomo, że nie tylko muzyka, ale i poezja łagodzi obyczaje…

Tym felietonem kończę moją dwuletnią współpracę z Radiem Łódź, dziękuję za towarzyszenie mi i od nowego roku zapraszam na wirtualne spotkania RÓG PROFESORSKIEJ I URZĘDNICZEJ.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką