Logo Radio Łódź

A to Polska właśnie [PISZĘ, WIĘC JESTEM – JOANNA SIKORZANKA]

Odejście Andrzeja Wajdy wzbudziło różne emocje. Kondolencje, nekrologi, wspomnienia osób związanych z nim zapełniły media papierowe i elektroniczne. No i te społecznościowe. Najwięcej emocji wzbudził wpis na Twitterze szefowej programu informacyjnego telewizji publicznej. Napisała ona, wkrótce po otrzymaniu wiadomości o śmierci reżysera - „Andrzej Wajda R.I.P. Walcie się dalej #NieOddamyWamKultury”…

(Fot. Antonio Litterio CC BY-SA 3.0)

Obok zwyczajowego Requiescat In Pace / Niech spoczywa w pokoju, pojawiła się tu uwaga nawiązująca do odbywającego się właśnie w tym czasie w Warszawie Kongresu Kultury, posługującego się hashtagiem przywołanym w cytowanym wpisie. Po jakimś czasie wpis został usunięty z konta autorki, ale nim to się stało, poszedł w świat i narobił sporo zamieszania. Trzeba przyznać, zestawienie R.I.P. z „walcie się” jest spektakularne. Podchwyciła to oczywiście internetowa społeczność, pojawiły się różne komentarze, wiele osób zaprotestowało, wśród nich filmowcy, którzy wystosowali list do ministra kultury, prezesa TVP i przewodniczącego Rady Mediów Narodowych, pisząc – „Jesteśmy oburzeni niestosowną i wulgarną wypowiedzią…” Pod listem znajdziemy  podpisy 50 osób, m.in., Wojciecha Smarzowskiego, Borysa Lankosza, Agnieszki Holland czy Pawła Pawlikowskiego. Reakcji na ten list nie zauważyłam, pomyślałam sobie natomiast, jak bardzo pasują do tej sytuacji słowa z „Wesela” Wyspiańskiego, tak pięknie i przejmująco sfilmowanego przez Wajdę – A to Polska właśnie

Bo Polska to i twitterowe „walcie się” i list prof. Marii Janion do uczestników, zwołanego oddolnie, Kongresu Kultury. Myślę, że warto słowa tego listu przywołać. „Grzechem poprzedniej władzy było niedocenianie roli twórców i pracowników kultury – pisze Janion – dziś obserwujemy oczywisty, centralnie planowany zwrot ku kulturze upadłego, epigońskiego romantyzmu – kanon stereotypów bogoojczyźnianych i Smoleńsk jako nowy mesjanistyczny mit mają scalać i koić skrzywdzonych i poniżonych przez poprzednią władzę. Jakże niewydolny i szkodliwy jest dominujący w Polsce wzorzec martyrologiczny! Powiem wprost – mesjanizm, a już zwłaszcza państwowo-klerykalna jego wersja jest przekleństwem, zgubą dla Polski […] Naród, który nie umie istnieć bez cierpienia musi sam sobie je zadawać. Stąd płyną szokujące sadystyczne fantazje o zmuszaniu kobiet do rodzenia półmartwych dzieci, stąd rycie w grobach ofiar katastrofy lotniczej, zamach na zabytki przyrody a nawet – proszę się nie zdziwić – uparte kultywowanie energetyki węglowej, zasnuwającej miasta dymem i grożącej nadchodzącą zapaścią cywilizacyjną”. Żadnej merytorycznej polemiki z tymi słowami nie doczekałam się, podano jedynie informację, iż w najbliższym czasie zostanie zorganizowany kolejny Kongres Kultury, tym razem pod auspicjami Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. No, w końcu  to Polska właśnie

W dalszym ciągu płyniemy sobie dwoma równoległymi nurtami, bez szans na spotkanie się. Opanowaliśmy sztukę obrażania się i zarzuciliśmy sztukę dialogu. Czy mogą tę sytuację zmienić takie przedsięwzięcia, jak – rozpoczynające się za kilka dni w Łodzi - „Igrzyska Wolności”? W tym roku organizowane są one pod hasłem „Zderzenie kultur”, co – jak piszą organizatorzy – „ma być odpowiedzią na rosnący europejski (ale również polski) dylemat związany ze współistnieniem w jednej przestrzeni osób różnych wyznań i kultur, wyznających różne systemy wartości”. Dyskusje będą poświęcone  m.in. prawom kobiet i nacjonalizmowi, gospodarce rynkowej i europejskiej wspólnocie, ekonomii dzielenia się i państwu prawa. W łódzkim Centrum Dialogu im. Marka Edelmana pojawią się goście z Rosji i USA, Norwegii i Bułgarii, Węgier, Czech i Estonii, a także Niemiec, Francji, Austrii i Ukrainy. Czy w tym tyglu zawrze? Czy rozmawiający ze sobą ludzie potrafią wspólnie stworzyć coś wartościowego? Czy Łódź ma szansę stać się miejscem prawdziwego dialogu? Nie będzie to proste, nie jesteśmy bowiem tak naprawdę przyzwyczajeni do wysłuchiwania racji innych i podejmowania z nimi rzeczowej polemiki. Doświadczyli tego organizatorzy Festiwalu Conrada, którzy zaprosili do Krakowa Zachara Prilepina, rosyjskiego dziennikarza i pisarza, nacjonalistę, aktywnego działacza Partii Narodowo-Bolszewickiej, weterana wojen w Czeczenii i  uczestnika wojny  na Ukrainie. Uznali, że warto poznać pisarza, który ma „ogromny wpływ na zbiorową wyobraźnię Rosjan” i nazywany jest   kontynuatorem  wielkiej literatury rosyjskiej. Podkreślali - „W tym roku […] postanowiliśmy, między innymi,  dyskutować o nacjonalizmie jako ideologii intensywnie narzucającej się […] wśród naszych gości znajdują się zdecydowani krytycy nacjonalizmu, intelektualiści i pisarze z różnych stron świata, wobec czego – zgodnie ze starożytną rzymską zasadą audiatur et altera pars chcieliśmy też wysłuchać drugiej strony”… Na próżno, naciski – głównie ze strony Ukrainy - były zbyt wielkie, Prilepin na Festiwal Conrada nie przyjedzie. Tę debatę odłożono na „inny, lepszy czas”. Może na swój inny, lepszy czas powinien też poczekać Borys Humeniuk, ukraiński poeta pochodzący spod Tarnopola? Jego niedawna wizyta w łódzkim Domu Literatury, gdzie prezentował swe „Wiersze z wojny” wzbudziła wiele emocji, nie zawsze dobrych.

Nie jesteśmy gotowi rozmawiać. Bo to Polska właśnie?

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką