Logo Radio Łódź

Lato z książką - Paszczaki, Włóczykije i imigranci [PISZĘ, WIĘC JESTEM – JOANNA SIKORZANKA]

Dziś powracam do książki, a właściwie do cyklu książek, które towarzyszą mi od wielu, wielu lat. Pamiętam, czytałam je razem z moim Tatą i – prawdę mówiąc – dziwiłam się trochę, że i On odnajduje w nich coś dla siebie. Potem przestałam się dziwić…

(Fot. Antonio Litterio CC BY-SA 3.0)

Opowieści te mają bowiem przedziwną właściwość – początkowo odbieramy je jako sympatyczne książeczki dla dzieci, potem stają się zbiorem kultowych już odzywek i pozwalają dalej wierzyć w przyjazny świat, w końcu zaś odsłaniają nam prawdę o życiu. Na koniec wakacji zajrzyjmy do jednej z nich - w Dolinie Muminków, tak jak u nas, jest sierpień…

Musiało być już późne popołudnie, gdzieś pod koniec sierpnia, kiedy Muminek i jego Mama weszli w sam środek wielkiego lasu. Było całkiem cicho i tak ciemno między drzewami jak po zapadnięciu zmroku […] głęboko wśród cieni poruszały się małe bladozielone punkciki – Robaczki świętojańskie – wyjaśniła Mama Muminka… Tak zaczyna się opowieść fińskiej pisarki, Tove Jansson, o „Małych trollach i dużej powodzi”. Opowieść bajkowa, w której spotkamy Tulippę czy dziwnych Hatifnatów pragnących jedynie gnać przed siebie, od jednego obcego miejsca do drugiego. To pierwsza warstwa tej niewielkiej, wydanej po raz pierwszy w 1945 roku książeczki. Kolejne warstwy kryją się pod nią, kto chce, dotrze do nich i przekona się, że nie jest to jedynie opis kolejnych przygód, jakie przeżywają Muminek i jego Mama poszukujący domu i zaginionego Tatusia Muminka. W pewnym momencie Mama opowiada zgromadzonym przy ognisku małym trollom o tym, że - jak była mała, Muminki nie musiały przemierzać strasznych lasów i trzęsawisk, żeby znaleźć miejsce nadające się do zamieszkania. We wstępie do książki autorka pisze – „Była zima 1939 roku, czas wojny […] miało się uczucie, że każda próba stworzenia obrazu rzeczywistości jest całkowicie niepotrzebna. Może więc nic dziwnego, że nagle ogarnęła mnie chęć napisania czegoś, co zaczynałoby się od - Był sobie kiedyś… Dalszy ciąg musiał oczywiście być bajką, tego nie udało się uniknąć, ale zrezygnowałam z książąt, księżniczek […], wybierając na ich miejsce gniewną figurkę […], którą nazwałam Muminkiem”. A więc fiński Muumipeikko to nie tylko – jak najczęściej określa się go – „zachwycony światem stworek, łatwowierny i naiwny, o dobrym sercu”, ale także ktoś, kto potrafi – jak pisze Tove Jansson – „być gniewny”, ktoś, kto dobrze wie, że nigdy nie odnajdziemy słońca, jeżeli nie zdecydujemy się przejść na drugą stronę i bez chwili wahania rzuca się na pomoc Mamie zaatakowanej przez groźnego Mrówkolewa. Gdy krainę małych trolli zalewa duża powódź, wraz z innymi wdrapuje się na wzgórek, gdy tylko jednak dostrzega dryfującą na starym fotelu rodzinę rozbitków, krzyczy – Mamusiu, musimy ich ratować! Dzięki ich odwadze i determinacji powodzianie zostają ocaleni, a towarzyszący Muminkowi Ryjek, ostrożny i tchórzliwy, nie włączający się do niesienia pomocy, nagle zdaje sobie sprawę z tego, że coś jest nie tak – Gnębiło go to, że w ogóle nie pomagał przy ratowaniu… Jego przeciwieństwem jest w tej opowieści stary marabut, który przenosi na swoim grzbiecie wyłowionych z topieli, bo – jak sam mówi – Bardzo jest przyjemnie kogoś ratować! Mokrych powodzian zapraszają do swojego ogniska Żaboryby – Usiądźcie, prosimy, zupa zaraz będzie gotowa. Bardzo dziękuję – mówi Tatuś Muminka – Nie macie pojęcia, jaki miałem piękny dom przed powodzią. Zbudowałem go całkiem sam […] trzy pokoje. Jeden niebieski jak niebo, drugi złocisty jak blask słońca i trzeci w cętki. No i na strychu pokój gościnny… Po zjedzeniu zupy Żaboryby pożyczają rozbitkom koc, więc trolle układają się pod nim ciasno koło siebie i zasypiają. Podczas swojej wędrówki spotykają też mieszkańca wysokiej wieży stojącej nad brzegiem morza, który zaprasza na dymiący morski pudding, danie dla wszystkich przybyszów z różnych zakątków świata: Włóczykijów, duszków morskich, małych żyjątek i dużych stworzeń, Migotek i Paszczaków… Jak brzmią te fragmenty czytane w 1939 roku? Lub w 1945? A jak w 2016?

Z półki mojej biblioteki, na której stoi literatura skandynawska, wyjęłam jeszcze inne książki z serii o Muminkach. Jest ich razem kilkanaście. Wydała je Nasza Księgarnia w tłumaczeniu Ireny Szuch-Wyszomirskiej i Teresy Chłapowskiej. Wszystkie zawierają ilustracje autorstwa Tove Jansson. I są nie tylko sympatycznymi opowiastkami o milutkim Muminku, jego rodzinie i przyjaciołach. Spotkać w nich można krążącą nad Doliną Muminków kometę, grożącą całemu światu zagładą. Ich bohaterowie, tak jak Gapsa, cierpią na depresję, lub – jak Latarnik – na samotność. Niektórzy – jak Homek – panicznie się boją, inni znikają ze strachu. Jeszcze inni filozofują. Wszystko staje się trudne – to opinia Włóczykija – kiedy się chce posiadać różne rzeczy, nosić je ze sobą i mieć je na własność. A ja tylko patrzę na nie… A to z kolei myśl Tatusia Muminka – Jedyne, co miało jakieś znaczenie, to to, że znalazłem mojego pierwszego przyjaciela, a tym samym zacząłem naprawdę żyć… I na koniec Mama Muminka, która pewnego letniego dnia położyła się w osłoniętym od wiatru miejscu, skąd widziała tylko błękitne niebo i goździki morskie, kołyszące się nad jej głową. – Odpocznę tylko chwilkę – pomyślała. Mama Muminka to ja.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką