Logo Radio Łódź

Lato z książką - Delhi pełne dżinów [PISZĘ, WIĘC JESTEM – JOANNA SIKORZANKA]

Latem jest tam nie do wytrzymania, zarówno w dzień jak i w nocy. Nagrzane pulsującym słońcem miasto nie oddycha. Nie można spać, ludzie stają się nerwowi, wybuchają kłótnie.

(Fot. Antonio Litterio CC BY-SA 3.0)

Dobrze jest wtedy – wzorem wielkich Mogołów – przenieść się do chłodnego Kaszmiru, gdzie można odpocząć nad strumyczkami w ogrodach lub nad jeziorem Dal. Kiedyś, gdy nie było jeszcze klimatyzacji, szukano innych sposobów – kopano pod rzeką Jamuną podziemne komnaty, w których temperatura była o kilka stopni niższa. Uff, jak to dobrze, że nie spędzam wakacji w Indiach, w Delhi. Jak to wspaniale, że mogę odwiedzić to niezwykłe „Miasto dżinów” dzięki książce wydanej przez Noir Sur Blanc. William Dalrymple, szkocki pisarz, historyk, reporter i podróżnik, który spędził tam pięć lat, jest moim przewodnikiem.

Od pierwszej chwili oczarowało mnie to niesamowite miasto – pisze – obfitowało we wspaniałości i okropieństwa: labirynt, miasto pałaców, gnijące śmietnisko skąpane w przefiltrowanym przez misterne treliaże świetle, pejzaż usiany kopułami, kipiący od ludzi bezład, rozkaszlały od spalin i woniejący przyprawami. Delhi to także fascynująca historia, o której przypominają – spotykane na przykład w miejskich parkach – zniszczone grobowce, ruiny starych meczetów czy pozostałości szkól islamskich, medresów. Podobno niektórzy wierzą, iż istniało siedem wymarłych Delhi, a obecne jest ósmym. Są i tacy, którzy przekonani są o kilkunastu, czy nawet dwudziestu jeden „wcieleniach” miasta. Indyjski archeolog, prof. B. B. Lal, od wielu lat badający przeszłość tego miejsca i sprawdzający historyczną prawdę, którą przekazuje najważniejszy dla Hindusów epos – „Mahabharata”, pokazał autorowi książki w jednym z wąwozów wał ziemi, uwarstwiony tak jak słoje drzewa. Na szczycie tego wału była warstwa pochodząca z XX wieku, poniżej warstwy mogolskie, z okresu sułtanatu i – na samym spodzie – warstwa tzw. ceramiki malowanej szarej. Według specjalisty świadczy to o tym, iż Delhi było zamieszkane nieprzerwanie przez trzy tysiąclecia, mimo rzezi i najazdów. Tak jak podaje to narodowy epos, choć – przyznaje prof. Lal – wiele fragmentów, które tam znajdziemy to licentia poetica.

Samej „Mahabharacie” William Dalrymple poświęca w swej książce sporo uwagi. Nic dziwnego, ten niezwykły epos jest osiem razy dłuższy od „Iliady” i „Odysei” razem wziętych. Cztery razy dłuższy od Biblii. Składa się z około stu tysięcy sanskryckich dwuwersów zwanych ślokami. Kiedyś wędrowni poeci znali go na pamięć w całości! Jego wyrecytowanie – bez przystanku - zajmowało im… siedem dni i siedem nocy. Podobno jeszcze w poprzednim pokoleniu spotkać można było siedzących na stopniach delhijskiego Dźama Masdźid starych Hindusów, którzy powtarzali opowieść o rodach Kaurawów i Pandawów walczących o panowanie nad krainą Bharaty. Dziś już ich nie ma, ale „Mahabharata” wciąż wywołuje emocje i jest, w przeróżny sposób, przypominana. Jak wspomina autor „Miasta dżinów”, gdy ostatnio pokazywano w telewizji jej dziewięćdziesięciotrzyodcinkową adaptację, oglądalność ani razu nie spadała poniżej siedemdziesięciu pięciu procent, a momentami sięgała dziewięćdziesięciu pięciu, co równa się - mniej więcej – 600 mln telewidzów. Czy możemy sobie wyobrazić podobne zafascynowanie „Odyseją” lub „Sagą o Nibelungach”? To według „Mahabharaty” miasto, które istniało kiedyś na miejscu dzisiejszego Delhi, przypominało nowe niebo - Otaczały je piękne ogrody pełne mangowców, chlebowców i oleandrów, palm i jaśminów cieszących oko, kwitnących i uginających się pod ciężarem owoców […] Były tam pagórki i ocienione lotosowe sadzawki z krystaliczną wodą, tętniące życiem od dzikich gęsi i kaczek, gołębi i ptaków ćakrawaka… Zaś – czytamy dalej – najwspanialszym ze wszystkich budynków był Wielki Pałac – […] niebiański, piękny, wykładany klejnotami […] pilnowało go osiem tysięcy zbrojnych rakszasów – czerwonookich, latających w przestworzach, budzących przerażenie […] nawet pałace Kryszny i Brahmy nie odznaczały się tak niezrównanym pięknem…

Oczywiście nie tylko historia interesuje szkockiego podróżnika. Pokazuje nam również współczesne Delhi – miasto tajemnych przejść i tuneli, rozpadających się rezydencji, festiwalu świateł Diwali, walk kuropatw i wyśmienitej herbaty. Prowadzi wąskimi uliczkami, kosztuje przepyszne trójkątne pierożki przyprawione curry, tzw. samosa, opisuje spotkanie w gronie sufich i zachwyca się dźwiękami indyjskiej lutni. Ta lutnia to może być sitar lub wina – nazwy instrumentów, a także świąt, obrzędów religijnych, ceremonii, strojów czy przedstawicieli różnych grup społecznych znajdziemy w słowniczku znajdującym się na końcu książki. To z niego dowiemy się na przykład, że kuća to uliczka, mithai – słodycze, hidźra – eunuch, chanaka – klasztor derwiszy a munśi – nauczyciel, sekretarz. Opowieść, przetłumaczoną przez Berenikę Annę Janczarską, dopełniają rysunki Olivii Fraser. Na jednym z nich widzimy Balvindera Singha, który podczas pobytu pisarza i jego żony w Delhi pełnił funkcję ich kierowcy. Gdy Dalrymple starał się oponować, twierdząc, iż nie jest im potrzebny, dowiedział się od wynajmującej im mieszkanie pani Puri, że posiadanie kierowcy, tragarza, kucharza, pracza i sprzątaczki to rzecz obowiązkowa… To dosyć wymowny, choć nie jedyny przykład wpływu Imperium Brytyjskiego na Indie.

Pewnego wieczoru autor „Miasta dżinów” spotkał się z pirzadami, dostojnikami ze świątyni sufickiej i derwiszami, muzułmańskimi mistykami, by porozmawiać o tajemniczych istotach, które mogą przybierać postać pięknej kobiety, węża, szakala czy kozy, czyli o dżinach. Niektórzy wierzą, że hinduskie dżiny mieszkają w dżungli, lubią też ruiny, stare świątynie czy cmentarzyska. Bywają złośliwe, ale mogą też być pomocne. Jak głosi legenda pomogły jednemu z kalifów wybudować wspaniały pałac na brzegu Eufratu. To one też sprawiły, że Delhi odradzało się przez tysiąclecia jak Feniks z popiołów. Jak pisze William Dalrymple – do dziś nawiedzają każdy dom, każdy kąt ulicy […] jeśli dopisze ci szczęście, poczujesz na twarzy muśnięcie ich ciepłego oddechu…

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką