Logo Radio Łódź

Teatralne życie Olgi Bończyk

Olga Bończyk należy do tych aktorów, którzy biorą pracę zawodową we własne ręce. Nie jest na stałe związana z żadną repertuarową sceną. O pomysłach na teatralne życie, Olga Bończyk opowiada w rozmowie z Małgorzatą Warzechą.

Olga Bończyk (Fot. Materiały prasowe Olgi Bończyk)

Małgorzata Warzecha: Wygodniej pracować na własną rękę?

Olga Bończyk: Tak, to świadome. Tak właśnie pracuje. To są wolne role na zaproszenia. Zdecydowanie tak wolę. Wolę nie być nigdzie na etacie, bo to daje mi wolność i możliwość wyboru. Nikt mnie nie zmusi, żeby zagrała rolę, która mi nie odpowiada. Poza tym, taki system pracy pozwala na dysponowanie swoim czasem.

M.W.: Na koncerty, występowanie, na film...

O.B.: Zdecydowanie tak. Nie muszę się nikogo pytać czy mi pozwoli, czy nie. To jest tylko moja decyzja. Natomiast te spektakle, które w tej chwili gram to są spektakle, które w dużej części sama wyprodukowałam, czy znalazłam na nie pieniądze. Gram je naprawdę z dużą przyjemnością. Poza tym te spektakle podobają się publiczności. Na przykład spektakl muzyczny, już chyba sprzed trzech lat. „Zdobyć, utrzymać, porzucić” z Kasią Żak i Kasią Zielińska. Scenariusz został napisany specjalnie dla nas.

M.W.: I to jest scena działająca przy Teatrze Roma?

O.B.: Tak, to jest Scena Nowa przy Teatrze Roma. Scenariusz napisał Krzysztof Jaślar.

M.W.: Ale co to znaczy, że Pani jest producentem spektaklu. To była Pani inspiracja?

O.B.: Tak, chciałam wziąć sprawy w swoje ręce. Znalazłam na to pieniądze, przyszłam do Teatru Roma i chwilę później była już premiera.

M.W.: Wszystkie trzy panie cieszą się niesamowitym wzięciem?

O.B.: Ogromny, dlatego też, że scenariusz jest fantastyczny. „Zdobyć, utrzymać, porzucić” - oczywiście chodzi tu o mężczyznę. My śpiewająco, ale też posługując się dość zabawnymi dialogami, które pan Krzysztof napisał dla nas, podpowiadamy, z przymrużeniem oka oczywiście, jak tego mężczyznę zdobyć, jak go utrzymać, a potem po prostu porzucić. Ale z godnością. Zabawa przednia. Prawie dwie godziny. Ludzie naprawdę wychodzą ubawieni. Stąd chyba takie powodzenie tego spektaklu, że wciąż go gramy i z dużym powodzeniem. Kolejny spektakl, też wyprodukowany przeze mnie, to „Za rok o tej samej stronie”. Tutaj w parze z Piotrkiem Gąsowskim.

M.W.: To piękna historia...

O.B.: Historia sfilmowana w latach 80. Scenariusz dostał zresztą Oscara. Nie ma już chyba większej rekomendacji.

M.W.: Ale to już dramatyczna rola.

O.B.: Tak, tutaj nie ma żadnego śpiewania. Dramatyczna rola ale fantastycznie wyreżyserowana przez Grzegorza Chrapkiewicza.

M.W.: A gdzie ten spektakl jest prezentowany?

O.B.: W tej chwili w ATM. A dokładnie jest to projekt Teatru Warszawa, którego siedziba jest w ATM w Warszawie. Tam też gramy z ogromnym powodzeniem, jeździmy też po Polsce. Za chwilę jedziemy do Stargardu Szczecińskiego. Jestem z tym spektaklem związana również dlatego, że ten scenariusz znalazłam będąc jeszcze na studiach. Wtedy wiedziałam, że jestem za młoda żeby zagrać te rolę, ale wzięłam ten scenariusz, trzymałam go w szufladzie. A kiedy po 20 latach go wyciągnęłam, to powiedziałam: tak, teraz jest moment, żeby zagrać. Wiekowo znalazłam się dokładnie pośrodku tej postaci, a to chyba najlepszy moment. Bardzo jestem szczęśliwa, że udało mi się zrealizować ten projekt, bo on jest nieprawdopodobnie wart tego, żeby aktor się nad nim pochylił. I trzeci spektakl, który został wyprodukowany nosi tytuł „Ptaszek”. Został on napisany przez Karolinę Lengren, która mi ten spektakl pokazała dwa lata temu.

 

 

M.W: To znaczy pokazała tekst?

O.B.: Scenariusz. Ja się absolutnie w nim zakochałam. Występują Kasia Żak, Tomasz Węglarek, a wyreżyserował go Robert Talarczyk.

M.W.: Związany on jest z Teatrem w Bielsku-Białej?

O.B.: Był jego dyrektorem przez wiele lat. Teraz chyba pracuje w Katowicach. Robert wyreżyserował ten spektakl w sposób niezwykle ascetyczny. Taki zresztą jak ja uwielbiam. Posługując się wyłącznie symbolami, dosłownie elementami scenografii.

M.W.: Zupełnie inny świat. Czyli trzy spektakle i zupełnie różne światy.

O.B.: Dość powiedzieć, że ten „Ptaszek” dostał bardzo wiele znakomitych recenzji w liczących się pismach teatralnych. Co jest też moją ogromną dumą, bo gdzieś w pierwszej kolejności postawiłam właśnie na ten scenariusz. I wciągnęłam w to moich kolegów i koleżanki. I Roberta, który też zobaczył w tym ogromny potencjał. Chociaż na początku, jak przeczytał scenariusz, to się go przestraszył.

M.W.: Ale to też jest historia obyczajowa?

O.B.: Myślę, że tu jest cała genialność tego tekstu. Tytułowy Ptaszek to tak naprawdę, wszystko to, co możemy sobie w myśli pod niego podłożyć. Ale również ptak, który się szamocze w klatce. A tą klatką są kobiety. I całość ułożona jest tak, że my z Kaśką zamieniamy się rolami, gramy po kilkanaście ról kobiecych. Począwszy od dziewczynek w piaskownicy, przez nastolatki, przez podlotki, żony, kochanki, matki, babki, sędziny, psychoterapeutki, położne... Studium kobiecych portretów, które wpływają na tego mężczyznę i wciąż coś od niego chcą. I cały czas uważają, że ten facet się do niczego nie nadaje, że on ciągle jest beznadziejny. I w końcu ten ptaszek chce się wyrwać z tej klatki, popełnia samobójstwo. Jest to napisane absolutnie znakomicie. Ludzie płaczą ze śmiechu, ale tak naprawdę jest to śmiech przez łzy. Ludzie wychodzą z tego przedstawienia bardzo poruszeni, bo myślę, że każdy, kto jest na widowni widzi chociaż cząstkę swojego życia. Tego, jak my kobiety jesteśmy śmieszne w tym, że tak potwornie tłuczemy tych facetów. I ciągle uważamy, że są tacy beznadziejni, że nas zdradzają, bo są po prostu potworami.

M.W.: Nie wolno być taką w życiu.

O.B.: Ja oczywiście nie chcę uprościć, że to my jesteśmy takie wiedźmy, a oni są fantastyczni, bo tak nie jest. Ten spektakl w dość przerysowany sposób, pokazuje, jakie my kobiety mamy oczekiwania wobec mężczyzn. Ale pokazuje on też rys różnych kobiet i tego, że one też są w tym wszystkim bezradne. Bo one też chcą szczęścia, też chcą by facet je kochał. Myślę, że brak porozumienia powoduje, że one się szamoczą, a on coraz bardziej nie wie, co z tym wszystkim zrobić. Te drogi się totalnie rozchodzą.

M.W.: Takie lustro dla publiczności. To jest Teatr Ochota?

O.B.: Nie ma stałego miejsca, w którym gramy go w Warszawie. Dziwnym zrządzeniem losu ten spektakl do mnie wraca. Odkąd mam firmę, to przejmuje pieczę nad tym spektaklem. Teraz promuje swoją płytę, ale jak tylko płyta już ruszy w świat, zabiorę się za „Ptaszka” i znajdę dla niego miejsce. Sprawię żeby ptaszek się pokazał na różnych festiwalach w Polsce, bo myślę, że jest naprawdę tego wart. A ostatnie spektakle w Poznaniu tego dowodzą. „Ptaszek” po prostu powinien pofrunąć w Polskę.

 

Z Olgą Bończyk rozmawiała Małgorzata Warzecha.

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką