Logo Radio Łódź

Rykoszet (felieton z 27.06.2014)

No to się zaczęło. Decyzja inwestora o wycofaniu się z budowy Bramy Miasta wepchnęła w ręce łódzkich polityków kolejny oręż, którym mogą się do woli i bez pardonu okładać, aż do utraty tchu. Ile miasto na tym straci? Jakie konsekwencje dla Nowego Centrum Miasta będzie miał brak flagowej inwestycji? To na razie nieważne. Na razie trzeba znaleźć winnego i podać łodzianom jego głowę na tacy. Niestety. Przy tej okazji obrywa się również rykoszetem budżetowi obywatelskiemu, który nagle, nie wiadomo dlaczego ma stanąć pod znakiem zapytania. Ale od początku.

Okładanie politycznych konkurentów zaczął wiceprezydent Marek Cieślak, który w zasadzie jedyne, co miał jak na razie do powiedzenia w sprawie Bramy Miasta to to, że zawiedli radni. Jego zdaniem to oni wytworzyli wokół inwestycji dziwną atmosferę niedomówień i oskarżeń. I władze miasta broń Boże nie miały nic wspólnego z inwestorem. Radni nie pozostali dłużni prezydentowi. Jedni w ogóle do wiadomości nie przyjęli, że coś się stało, inni zarzucili władzom miasta, że to przez ich szemrane intencje i jakieś dziwne kombinacje sprawa się posypała. I nagle wśród arsenału niewiele znaczących argumentów pojawił się budżetu obywatelski. Przypomniało się politykom, że prezydent Hanna Zdanowska miała 10 milionów złotych ze sprzedaży działki przy dworcu Fabrycznym przekazać na wykonanie dodatkowych zadań właśnie z budżetu obywatelskiego. Zapytany o to wiceprezydent Cieślak rozłożył ręce i potwierdził, że to dobre pytanie! Co dalej z budżetem skoro radni tak narozrabiali? Radni z kolei palce wskazujące skierowali na prezydenta mówiąc, że tak to jest, kiedy władza wydaje pieniądze, których tak naprawdę nie ma. I tak w koło Macieju.

Tylko, że te wszystkie argumenty to jakaś dziwna gra na emocjach, które mają najwyraźniej wywołać w łodzianach blady strach przed nieodpowiedzialnymi politykami, którzy przez nieudaną inwestycję zagrozili małym inwestycjom, na których mieszkańcom najbardziej zależy. A przecież politycy muszą doskonale zdawać sobie sprawę, że zadaniom wybranym w budżecie obywatelskim nic nie zagraża. Wszystkie one zostały już wpisane do uchwały budżetowej i dopóki nikt ich nie wykreśli to tam zostaną. Miejska kasa to nie szafa pancerna, gdzie na kupkach leżą sztabki złota przeznaczone z osobna na każdą z inwestycji. Pieniędzy w budżecie miasta się nie znaczy. A to oznacza, że brak kilkudziesięciu milionów złotych ze sprzedaży działki przy dworcu Fabrycznym powiększy jedynie dziurę budżetową. I dopóki nie będzie POLITYCZNEJ decyzji, z której inwestycji zrezygnować, nikt z żadnej z nich nie zrezygnuje. Bo przecież wszystkie zmiany w budżecie muszą zatwierdzić sami radni, którzy to grzmią o zagrożonych projektach.

Oby tylko kolejna porcja amunicji do przedwyborczych armat nie rozbiła zaufania do budżetu obywatelskiego. Oby tylko politycy nie rozbili tego, w co duża część łodzian w końcu uwierzyła.

Maciej Trojanowski

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką