Logo Radio Łódź

Estetyczny walec (felieton z 06.06.2014)

No i trafiła kosa na kamień. Gorący zwolennik estetycznego walca, którzy ostatnio rozjeżdża Łódź kasując wszystkie budy, kioski i stragany stojące przy ulicach, na własnej skórze poczuł co znaczy stracić swój ulubiony sklep. Jedna decyzja urzędników doprowadziła mnie najpierw do wściekłości, później do rozczarowania, aż na końcu do smutnej refleksji.

Życie w ścisłym centrum miasta nie jest łatwe. Poza niezliczoną liczbą plusów i ułatwień takich jak chociażby niewielkie odległości do urzędu, czy do pubu są i minusy. Teoretycznie mieszkaniec Piotrkowskiej ma do swojej dyspozycji każdy sklep o jakim sobie zamarzył. Nie musi się ograniczać do osiedlowego „Społem”, ale może wybrać czy dzisiaj codzienne zakupy zrobi w galerii handlowej, czy w mniejszym markecie, którymi śródmieście jest usiane. Z jednym wyjątkiem. Jeśli komuś zamarzyłoby się kupić świeże warzywa, prosto od rolnika musi obejść się smakiem. Sytuację ratowało kilka straganów, które z rzadka udawało się napotkać w okolicy Piotrkowskie – nie najtańszych, ale za to z przemiłą obsługą i zawsze świeżymi produktami. Jeden z nich, mój ulubiony, stojący przy ulicy Tuwima, naprzeciwko placu Komuny Paryskiej od soboty przestaje istnieć. Miasto jak w przypadku wielu innym kiosków, czy budek nie przedłużyło właścicielom dzierżawy. To był dla mnie zimny prysznic. Gdzie ja teraz będę robił zakupy? Z początku nawet się skarciłem mówiąc do siebie, że przecież nie można myśleć tylko o sobie, że miasto faktycznie nie może sobie pozwolić na wyjątki, jeśli chcemy w końcu mieć estetyczne centrum. Przecież nie protestowałem, kiedy z Piotrkowskiej znikały plastikowe budy, w których również można było kupić warzywa, a przy okazji chiński T-shirt, czy damską bielizną. Nie protestowałem, a nawet uśmiechałem się pod nosem. Mam za swoje. Teraz już wiem, co znaczy, kiedy ktoś zabiera nie tylko osiedlowy stragan, ale również miejsce spotkań sąsiadów, nierzadko skrzyknę kontaktową dla osób mieszkającej w tej samej dzielnicy i nie przymierzając centrum osiedlowego życia towarzyskiego. Na szczęście informację o likwidacji mojego straganu już w sobie przetrawiłem.

I wcale nie mam zamiaru nikogo tu winić. Nie będę organizował protestów i nie będę namawiał kolegów dziennikarzy, żeby zrobili materiał o znikającym straganie, jakich już było wiele. Nie dowiadywałem się przecież dlaczego miasto tak naprawdę nie chce przedłużać dzierżawy małym przedsiębiorcom. Czy faktycznie chodzi o estetykę? Czy może o remont, który władze Łodzi od jakiegoś czasu planują? W sumie to nie ważne. Chodzi mi tylko o refleksję, czy rzeczywiście w imieniu poczucia estetyki trzeba zaorać w mieście każdy mały stragan i każdy warzywniak? Czy Łódź stała się aż tak bardzo europejska i światowa, że w swojej dbałości o wygląd miasta prześcignęła już dawno Europę i świat, gdzie wystawianie straganów w centrum jest całkiem normalne?

Szkoda. Coraz trudniej będzie o małe sklepy w śródmieściu. Trzeba będzie się przyzwyczaić. Najbliższe stragany mam na Wodnym Rynku. Ale jak trzeba będzie to do Bydgoszczy będę jeździł, a warzyw w supermarkecie nie kupię.

Maciej Trojanowski

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką