Logo Radio Łódź

Test cynizmu (felieton z 09.05.2014)

Człowiek chciał się przyczepić. Raz coś się spodobało, wywołało uśmiech na jego twarzy i pozytywną reakcję. Ale nie! Coś podpowiadało, że trzeba poszukać dziury w całym, że nie może być tak różowo. Nie udało się. Dziury nie było, a pomysł wydawał się całkiem sensowny. No ale od czego są internauci i zastępy niezawodnych komentatorów internetowych, którzy każdy, nawet najbardziej sensowny pomysł potrafią sprowadzić do parteru, do samego dna przebijając się przez grubą warstwę mułu.

Mowa o nowej kampanii reklamowej Łodzi, która wystartowała z początkiem maja. Magistrat wykupił prawie 200 bilbordów w całej Polsce z których łodzianie pozdrawiają inne miasta. I tak studenci pozdrawiają maturzystów, kreatywni pozdrawiają pracowników korporacji, a odnowiona Piotrkowska stare miasto w Warszawie. Szczere, autentyczne, nieoszukane. Dawno nie było w Łodzi takiego pomysłu na promocję, który przedstawił by miasto jednocześnie prawdziwie – takie, jakim jest, a przy okazji pozytywnie. Nie siliłaby się już na udowadnianie, że mamy najpiękniejsze zabytki w Polsce, że jesteśmy lepsi od kogokolwiek i że w Łodzi jest różowo. Ot – pozdrawiamy i zapraszamy do odwiedzin w weekend. Ale skoro pomysł mi się spodobał trzeba było poszukać kogoś, kto na pewno będzie miał inną perspektywę. Pierwsze kroki – opozycja. I od razu zaskoczenie. Politycy opozycji może nie pałali entuzjazmem, ale też nie wylali na bilbordy wiadra pomyj, co nierzadko im się zdarza. Trzeba było znaleźć coś innego. Może pieniądze? Znów pudło. Kampania finansowana jest w większości ze środków Unii Europejskiej, więc miasto wydaje na nią niewiele. To może przyczepić się spraw merytorycznych? Kolejny błąd. Ekspert od marketingu z Uniwersytetu Łódzkiego miał podobne odczucia do moich. Mówił o prostocie i pozytywnym komunikacie. Zwrócił uwagę tylko na jedno niebezpieczeństwo – internautów. Ci potrafią przecież jak walec wszystko zrównać z ziemią. Nie pomylił się.

W łódzkim internecie od razu zaczęło pojawiać się mnóstwo przeróbek nowej kampanii. Już nie studenci pozdrawiali maturzystów, ale korki z Łodzi pozdrawiały korki z Warszawy. Tak samo okazało się, że odrapane kamienice z Łodzi mogą pozdrawiać odnowione kamienice z Wrocławia. Pomysłów było pełno. I w zasadzie nie mam nic przeciwko nim. Z butów jednak wyskoczyłem, kiedy odkryłem, że na plakacie jednego z internautów „dzieci w beczkach z Łodzi pozdrawiają dzieci z Bullerbyn”. Oniemiałem. Ile trzeba mieć w sobie cynizmu, złej woli, zawiści i niechęci do tego miasta, żeby puścić coś podobnego w przestrzeń? Czy rzeczywiście Łódź dalej, nawet przez jej mieszkańców oceniana jest przez pryzmat wydarzeń sprzed ładnych paru lat? Czy wiecznie będzie za Łodzią ciągnął się ten smród pogotowia i beczek. Pewnie tak, dopóki sami łodzianie nie wyleczą się z kompleksów.

W sumie to nie powinienem się dziwić. Przecież to było oczywiste, że zachęcanie do przerabiania reklam miasta tak właśnie się skończy. Widać z upływem lat gdzieś mi się przesuwa granica tolerancji na głupotę i nie potrafię obok niej przejść już obojętnie, bez szargania sobie nerwów. Dlatego najnowszą kampanię promocyjną miasta potraktuję jako test. Dla siebie – żeby sprawdzić ile jeszcze mam w sobie dystansu i dla łodzian, żeby sprawdzić ile mają w sobie cynizmu i bezrefleksyjnej pogardy dla swojego miasta.

Maciej Trojanowski

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką