Logo Radio Łódź

Departament do spraw zbędnych (felieton z 28.03.2014)

Zechcą mi Państwo wybaczyć, ale pozwolę sobie na małą prywatę. Byłem ostatnio w Brukseli i muszę się koniecznie podzielić kilkoma refleksjami – nie o walorach belgijskiej kuchni, czy o belgijskich piwach, ale o czymś, co dotyczy nas wszystkich. Czy ktoś w Łodzi zdaje sobie w ogóle sprawę, że Parlament Europejski się rozbudowuje? Zwyczajnie stawiają nowy budynek, bo w starym się już nie mieści. Ma być jeszcze więcej urzędników, więcej posłów, więcej papierów, biur, biurek, pism i pieczątek – wszystko w imieniu wspólnego dobra.

Siedziba Parlamentu Europejskiego (Fot. Rama / commons.wikimedia)
 

Można przyjąć, że w Parlamencie Europejskim pracę spokojnie znaleźliby wszyscy mieszkańcy Pabianic – samych europosłów i osób przez nich bezpośrednio zatrudnionych jest ponad 7 i pół tysiąca. A do tego jeszcze pracownicy administracji, ochrony, sprzątaczki obsługa techniczna i tak dalej. To naprawdę robi wrażenie, bo do tego dodać trzeba tych wszystkich, którzy nie pracują w samej unijnej instytucji, ale dzięki niej się utrzymują – restauratorów, hotelarzy, czy kierowców. Taki parlament to doskonały biznes. Wiele bym dał, żeby przenieść to wszystko gdzieś na Bałuty, albo do Śródmieścia. Raz na zawsze skończyli byśmy w mieście z bezrobociem. Praca znalazła by się naprawdę dla wszystkich. Jak to działa? Bardzo prosto. Jedna z europosłanek, w rozmowie z grupa dziennikarzy doskonale to wyłożyła opowiadając anegdotę o zepsutej drukarce. Kiedy okazało się, że faktycznie jedna z drukarek w jej biurze nie chce drukować ważnych unijnych dokumentów – wezwała obsługę. I przyszedł pan, który stwierdził, że drukarka rzeczywiście jest zepsuta. Ale naprawiać jej nie chciał, bo on przecież tylko stwierdza uszkodzenie. Poszedł sobie i wezwał innego pana, który również przyszedł do biura, przyznał, że poprzedni urzędnik miał rację i drukarka rzeczywiście jest zepsuta, ale oczywiście również jej nie naprawił. Bo to był pan, który drukarki wymienia, a nie naprawia. Najwyraźniej ta wymiany jeszcze nie wymagała, bo po jakimś czasie przyszedł trzeci pan, który rzecz jasna potwierdził diagnozę swoich poprzedników i w końcu zabrał urządzenie do naprawy. I interes się kręci! Ludzie mają pracę, drukarka została naprawiona, nowy budynek dla całych wydziałów naprawiających drukarki, albo oliwiących zawiasy w Parlamencie się stawia, a biedni Niemcy muszą na to wszystko łożyć swoje ciężko zarobione pieniądze. Dobrze, że przynajmniej na to na co dzień nie patrzą, bo pewnie od razu wypisaliby się z tego interesu i zainwestowali w coś rozsądnego.

Dlaczego o tym piszę? Bo niedługo również Polska będzie składała się na tych wszystkich urzędników, nowe budynki, panów od wymiany drukarek i przecierania prawej strony szyb na 3 piętrzę budynku F (do czego pewnie powołane są co najmniej 2 departamenty). Może jeszcze nie w najbliższym czasie, ale już przy kolejnym unijnym budżecie staniemy się płatnikiem netto i więcej do unijnego worka z pieniędzmi będziemy wkładać niż z niego wyjmować. Warto o tym pomyśleć, kiedy za 2 miesiące będziemy stali nad urną wyborczą i przyjdzie nam zdecydować kto w Parlamencie Europejskim zasiądzie. Może na listach akurat znajdą się takie osoby, którym ten moloch rzeczywiście będzie przeszkadzał – tak samo jak mnie. Ja ze swojej strony mogę zapewnić wszystkich, że będę przynajmniej usilnie, choć pewnie i trochę naiwnie szukał.

Maciej Trojanowski

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką