Logo Radio Łódź

Stada królików (felieton z 21.03.2014)

Szczerze nie znoszę mówić, że prawda leży pośrodku. Zwyczajnie uważam, że tak nie jest i wolę powtarzać za profesorem Bartoszewskim, że prawda leży tam gdzie leży. Ostatnio jednak muszę przełykać co chwilę gorzką pigułkę, bo wszystko wskazuje na to, że w łódzkiej polityce rzeczywiście prawda leży gdzieś pomiędzy jednymi, a drugimi, między opozycją, a władzami miasta. Gdzie w tym wszystkim leży Łódź? Tego nie udało mi się jeszcze do końca ustalić.

Trzeba rozmawiać! Takie zdanie słyszymy od dłuższego czasu. Wszyscy w zasadzie chcą rozmów, debat i porozumienia. Niedawno choćby radni opozycji zapragnęli naprawiać finanse miasta i chcą debaty z prezydent Łodzi Hanną Zdanowską - o budżecie. Jak podkreślają jest on w tak katastrofalnym stanie, że za chwile całkowicie się rozleci. Rosnące zadłużenie, co najmniej alarmująco opinia Regionalnej Izby Obrachunkowej to rzeczywiście fakty. W kasie brakuje prawie na wszystko – od kultury, po edukację. I trzeba sporej gimnastyki ze strony skarbnika, żeby jakoś naciągnąć tę przymałą kołdrę. To wszystko prawda. Tylko zastanawia mnie dlaczego akurat teraz radni chcą rozmawiać o finansach. Nie mieli okazji raptem 2 miesiące temu, podczas sesji budżetowej? Czy przez te 2 miesiące nastąpił jakiś krach? Otóż nie! Radni chcą dyskutować, bo miło im będzie patrzyć na próbującą omijać grad pytań największą konkurentkę w zbliżających się wyborach.
Ale władze Łodzi nie chcą debatować z radnymi. Szczególnie prezydent Hanna Zdanowska sesji Rady Miejskiej unika jak ognia. I w sumie ma racje. Wcale jej się nie dziwię. Ja też bym nie przyszedł w miejsce, gdzie tak naprawdę nikt mi nie będzie chciał pomóc, tylko raczej będzie liczył na moje wpadki i błędy. Przed wyborami sezon grillowy się przecież rozkręca. Wszelkie debaty służą głównie temu, żeby w świetle kamer przysmażyć przeciwnika i patrzeć jak się pot z niego leje – ze stresu. Wskaźniki popularności po takim show (szczególnie jeśli ktoś rzeczywiście nie umie się bronić) nagle spadają. I w to mi graj opozycji i wszystkim tym, którzy do debaty namawiali – oczywiście w imieniu dobra miasta.
Ale prezydent Hanna Zdanowska też nie jest bez winy. Jej z kolei najbardziej zależy na tym, żeby wskaźniki, o których już wspomniałem strzelały jak szampan. Dlatego potrzebne są spore sukcesy – doprowadzenie do końca wszystkich inwestycji, które się rozpoczęło. I broń Boże nie można przy tym mówić, że się przeholowało, że jednak trochę źle to wszystko przemyślano i że z budżetem miasta jest przez to źle. Bo o ile budowy dworca Łódź – Fabryczna już się wstrzymać nie da, to na zatrzymanie budowy trasy W-Z czas jeszcze był. A to oznaczałoby więcej pieniędzy, choć mniej sukcesów.

I tak przeciąganie liny trwa w najlepsze, a z debatą o stanie finansów miasta będzie pewnie tak jak z każdą debatą przedwyborczą, w której bardziej chodzi o gonienie króliczka niż jego złapanie. Tylko że goniących i uciekających są całe stada – trudno rozpoznać którzy na których polują, a którzy udają tylko ofiary.

Maciej Trojanowski

Uwaga! Nasze strony wykorzystują pliki cookies. Używamy informacji zapisanych za pomocą cookies i podobnych technologii m.in. w celach statystycznych i reklamowych. Mogą też stosować je współpracujący z nami reklamodawcy, firmy badawcze oraz dostawcy aplikacji multimedialnych. W programie służącym do obsługi internetu (przeglądarce internetowej) można zmienić ustawienia dotyczące plików cookies. Korzystanie z naszych serwisów internetowych bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.
Zgadzam się z polityką